Sport.pl

Lech gra dalej o Puchar Polski

Kolejorz wygrał 4:1 w Krakowie i awansował do ćwierćfinału Pucharu Polski. Bramkarza Cracovii pokonali Sławomir Peszko, dwa razy Artjoms Rudnevs i Jakub Wilk. Czy Lech wychodzi z kryzysu, a trener Jacek Zieliński jest bliżej uratowania posady? Wiadomo już, że dla Rafała Ulatowskiego było to ostatnie spotkanie w roli szkoleniowca Cracovii.
W tym sezonie Lech pokonał w ekstraklasie tylko dwa zespoły: przedostatni w tabeli Śląsk Wrocław i ostatnią Cracovię. W Poznaniu mistrzowie Polski rozgromili Pasy aż 5:0. W środę Kolejorz pokonał krakowian w mniejszych rozmiarach, ale jego zwycięstwo nie podlegało dyskusji. O ile w ofensywie zespół Rafała Ulatowskiego spisywał się całkiem przyzwoicie, to obrońcy znów zaprezentowali się katastrofalnie. I tak jak w sierpniowym meczu nie przeszkadzali poznaniakom w strzelaniu kolejnych goli.

Do Krakowa trener Jacek Zieliński zabrał tylko 17 piłkarzy. Kontuzjowani są bowiem Kamil Drygas i Grzegorz Wojtkowiak, za kartki pauzują Manuel Arboleda i Seweryn Gancarczyk, a z Młodą Ekstraklasą trenuje Artur Wichniarek. Rekonwalescent Tomasz Bandrowski wszedł na ostatni kwadrans gry, a od pierwszej minuty wystąpił dawno niewidziany na boisku Mateusz Możdżeń.

Możdżeń zajął miejsce na lewym skrzydle i raczej nie czuł się na tej pozycji zbyt pewnie. Siłą napędową Lecha był za to grający po drugiej stronie boiska Sławomir Peszko. Po dwóch niezłych akcjach Cracovii (wymianie podań Bartosza Ślusarskiego z Saidi Ntibazonkizą oraz strzale Mariusza Sachy) to właśnie Peszko jako pierwszy z lechitów był bliski pokonania Marcina Cabaja. W 21. min piłka po jego strzale szczupakiem poleciała tuż nad poprzeczką bramki Cracovii. Minutę później Peszko już zmieścił piłkę w bramce i mistrz Polski objął prowadzenie. Po strzale Możdżenia futbolówka powędrowała na lewą stronę do Semira Stilicia, ten precyzyjnie dośrodkował piłkę pięć metrów od bramki, a Marek Wasiluk nie przeszkodził Peszce w oddaniu strzału.

Stilić asystował też przy drugim golu, chwilę przed przerwą. Akcję sprintem z piłką rozpoczął Peszko, oddał ją do Artjomsa Rudnevsa, który od razu zostawił ją Stiliciowi. Kolejne precyzyjne podanie Bośniaka, wprost na głowę łotewskiego napastnika, strzał obok Cabaja. 2:0 dla Kolejorza!

Nieliczna publiczność zgromadzona na nowym stadionie Cracovii, chwili radości doczekała się w 59. minucie. Wtedy to piłka po zagraniu Ntibazonkizy odbiła się od Bartosza Bosackiego, a Ślusarski nie miał problemów z pokonaniem byłego kolegi z Lecha Krzysztofa Kotorowskiego.

Odpowiedź poznaniaków była piorunująca. I znów przy golu mieli udział ci sami zawodnicy Lecha. Po podaniu Peszki strzelał Stilić, a piłkę spod nóg obrońcy do bramki wpakował Rudnevs. Od gola dla Cracovii nie minęła nawet minuta!

Mecz był już praktycznie rozstrzygnięty, ale oba zespoły nie straciły ochoty do strzelenia kolejnych goli. Drugą bramkę dla gospodarzy próbował zdobyć Ślusarski, ale gdy już minął Kotorowskiego, skutecznie przeszkodził mu Bartosz Bosacki.

Po nieudanych próbach Joela Tshibamby (sam na sam z Cabajem) i Wilka (piękny strzał z 40. metrów w poprzeczkę), Cracovię w doliczonym czasie pogrążył drugi z nich.

Mecze 1/4 finału Pucharu Polski odbędą się w marcu przyszłego roku.

Cracovia - Lech Poznań 1:4 (0:2)

Bramki: 0:1 Peszko (21. min), 0:2 Rudnevs (43.), 1:2 Ślusarski (60.), 1:3 Rudnevs (60.), 1:4 Wilk (90.)

Cracovia: Cabaj - Janus, Polczak, Jarabica, Wasiluk (46. Dudzic) - Sacha, Szeliga Ż, Klich, Sasin (79. Suart) - Ntibazonkiza, Ślusarski

Lech: Kotorowski - Kikut, Djurdjević, Bosacki, Henriquez Ż - Injac, Kriwiec - Peszko (84. Wilk), Stilić Ż (75. Bandrowski), Możdżeń - Rudnevs (68. Tshibamba)

Sędziował Marcin Szulc z Warszawy

Widzów: 4 tys.

Bartosz Nosal

Jacek Zieliński: Wygraliśmy z zespołem, który jak my trzyma się brzytwy

Był taki mecz: Cracovia - Lech 2:2, k. 1-4 (Puchar Polski, 2001 r.)

Więcej o: