Sport.pl

Lech ma swoje pięć minut. No, dziesięć

PRZEGLĄD BLOGÓW. Trudno powiedzieć, że poznaniacy są nieskuteczni, bo suma sytuacji bramkowych w rozegranych w tym sezonie meczach mieści się na palcach dwóch rąk (rąk u nóg Tshibamby, Wichniarka, Kiełba i Peszki - konkretniej rzecz biorąc). Najciekawsze jest jednak to, że te klarowne, swoje najlepsze okazje pucharowy Lech stwarza na samym początku spotkania - można przeczytać na blogu Numer10 w notce ''Arboleda jak z procy, czyli Lech ma swoje pięć minut. No, dziesięć''.

Osłabienia / ''osłabienia''. To trudne do uniknięcia, ale ten mecz jasno pokazał, że przywiązywanie się do nazwisk to kiepski zwyczaj. Uważam, że w dotychczasowych meczach, z wyjątkiem Arboledy, wszyscy lechici pokazywali formę złą lub bardzo złą. Pytania, które zadałem sobie przed tym meczem brzmiały: czy Peszko-bez formy NA PEWNO byłby lepszy od Kiełba, który ewentualnej kiepskiej dyspozycji nie miał jeszcze kiedy pokazać. Albo skąd pewność, że Luis Henriquez na lewej, a Marcin Kikut na pewno obronie zagrają gorzej od teoretycznie podstawowych Gancarczyka i Wojtkowiaka. Tych, którzy są cieniami siebie z rundy wiosennej (zresztą Seweryn w Lechu najlepsze mecze zagrał chyba zaraz po przyjściu - z Club Brugge). Itede itepe. Okazało się, że te roszady wyszły Lechowi na dobre, dobrą dyspozycją zaskoczył zwłaszcza Henriquez, który na Bułgarskiej był już niemal skreślony. Co do braku Peszki w kluczowych meczach - już wszyscy niestety chyba zdążyliśmy się przyzwyczaić po opuszczonych przez kartki spotkaniach z Udinese czy Brugią.

Złoty środek. (...) Z zawodników z mentalnością przywódcy ostali się Manu Arboleda, Ivan Djurdjević i Bartosz Bosacki, ale obrońcom o panowanie nad drużyną jest chyba z definicji trudniej. Jeśli na brak liderów środka pola w pełnym tego słowa znaczeniu nałożymy słabą formę, jaką prezentowali ostatnio Semir Stilić i Dima Injac (Tomasz Bandrowski miał kontuzję) wyłoni nam się obraz Lecha słabego, słabego przez gubienie piłki przy konstruowaniu akcji. Na Ukrainie trójka Stilić - Injac - Bandrowski zagrała dobrze (ten ostatni nawet pokusił się kilka razy o dłuższe podania) i też dzięki temu Lech radził sobie tak nieźle (a zęby nie bolały od patrzenia). W rewanżu wypadnie za kartki Injac. Jego miejsce zajmie pewnie Kamil Drygas i jeśli ta zmiana ma się udać, Bandrowski będzie musiał nieustannie pomagać młodszemu tak, jak Dima robił to w Pradze.

0-1 zgłoś się. Lech zagrał w czwartych rozgrywkach w tym sezonie (Liga Mistrzów, Superpuchar, Ekstraklasa i teraz Liga Europejska). I wszystkie z tych ośmiu meczów kończyły się w systemie zero-jedynkowym (1:0, 0:1 z Interem Baku, 0:1, 0:1 ze Spartą, 0:1 z Jagą, 1:1 z Widzewem i 0:0 z Arką). Skończyło się w Dniepropietrowsku (nie mogli wylosować dłuższej nazwy?) wybitnie korzystnym dla Lecha, rzekłbym juventusowym ułożeniem tych dwóch cyferek. Czyli hip-hip-hurra, trener Zieliński lepszy od ucznia Łobanowskiego i wiadomo, że u nas EURO będzie lepsze niż na Ukrainie. To, że choć Lech lepiej rozgrywał piłkę, to sytuacje stwarzało Dnipro, przez najbliższy tydzień (do rewanżu) dla wielu nie będzie miało żadnego znaczenia. Ale dla mnie jednak ma.

Pięć-dziesięć minut. Trudno powiedzieć, że poznaniacy są nieskuteczni, bo suma sytuacji bramkowych w tych meczach mieści się na palcach dwóch nóg (nóg Tshibamby, Wichniarka, Kiełba i Peszki - konkretniej rzecz biorąc). Najciekawsze jest jednak to, że te klarowne, swoje najlepsze okazje pucharowy Lech stwarza na samym początku spotkania. Pojedynek z Interem Baku u siebie i świetne dziesięć minut z trzema sytuacjami.

Bój ze Spartą Praga? Też, jak dzisiaj w porządku w środku pola, ale bez naprawdę dobrych okazji do strzelenia gola. Poza tą jedną, z ósmej minuty - po wolnym, strzale głową Arboledy i poprawce Dygasa.

W końcu trzeci rzut wolny, piąta minuta i Arboleda w końcu górą. Do trzech razy sztuka, jak mawia polsko-kolumbijskie przysłowie.

W rewanżu to Dnipro musi atakować, ale chyba nikomu w Poznaniu nie trzeba przypominać, jak nikłą zaliczką jest wygrana 1:0 na wyjeździe. 5-10 minut stwarzania klarownych sytuacji bramkowych. To ciągle za mało. Ale z tego leju po bombie, w którym ostatnio lechici byli, zdają się powoli wychodzić. Teraz chodzi o to, by z 5-10 zrobić 5-10-15, a potem 20 i 25.

Sześć meczów w fazie grupowej Ligi Europejskiej... To może być kolejna wspaniała przygoda.

Bartosz Nosal

PS Gdyby to był gol w rewanżu rundy decydującej o awansie do Ligi Mistrzów, Arboleda na pewno pokazałby kolejną ze swoich słynnych koszulek z nadrukami. I powstałoby kolejne notowanie listy, listy, listy przebojów. Szkoda.

''Arboleda jak z procy, czyli Lech ma swoje pięć minut. No, dziesięć'' - czytaj cały wpis

Więcej o: