Ihor Kołomojski - władca Dnipro Dniepropietrowsk

Paranoik, zdeklarowany lokalny patriota, bardzo sprawny i inteligentny biznesmen. Na liście najbogatszych Ukraińców zajmuje drugie miejsce. Za Rinatem Achmetowem, właścicielem Szachtara Donieck. Twierdzi jednak, że nigdy nie pójdzie jego drogą. Ihor Kołomojski - milioner, który jest właścicielem Dnipro Dniepropietrowsk, czwartkowego rywala Lecha Poznań w kwalifikacjach Ligi Europejskiej

Podczas jednego ze spotkań w sprawie Euro 2012 Ihor Surkis, prezes Dynama Kijów, którego starszy brat Hirhorij jest głównym architektem przyznanego Polsce i Ukrainie turnieju piłkarskiego, przedstawił Ihora Kołomojskiego tak: - Oto prezydent Dnipro Dniepropietrowsk. Człowiek, którego pieniądze nie interesują.

Złośliwi twierdzą, że owszem, Kołomojskiego nie interesuje to, co Surkis uważa za pieniądze. Majątek właściciela Dnipro Dniepropietrowsk i drugiego co do grubości portfela Ukraińca szacuje się na 6,5 mld dolarów, choć niektóre dane mówią już o 11 mld dolarów. Bracia Surkisowie razem mają ledwie 350 mln dolarów.

Na liście ukraińskich oligarchów przed Kołomojskim jest tylko Rinat Achmetow, szef Szachtara Donieck i całkowite przeciwieństwo właściciela Dnipro. Choć Achmetow ma majątek trzykrotnie większy niż miliarder z Dniepropietrowska, Kołomojski deklaruje, że nigdy nie pójdzie w jego ślady. Różnice między nimi sprowadzają się niemal do wszystkiego - od sposobu prowadzenia biznesu aż po.... pochodzenie.

Rinat Achmetow jest z pochodzenia Tatarem. Kołomojski - Żydem. Ma podwójne obywatelstwo, ukraińskie i izraelskie. Żydowskie pochodzenie traktuje z dumą, bardzo udziela się w organizacjach żydowskich, a od 2008 r. jest prezesem Zjednoczonej Wspólnoty Żydowskiej na Ukrainie.

Majątek Kołomojskiego podwoił się po ''pomarańczowej rewolucji'' na Ukrainie, dlatego to o nim mówi się jako o faktycznym jej zwycięzcy. A zaczynał od małej firmy, w której działał od 1991 r. wraz z Hennadijem Boholubowem (pochodzącym z sąsiedniego Dnieprodzierżyńska) i sprowadzał na początku na Ukrainę koreański sprzęt elektroniczny i AGD. Dziś Kołomojski jest drugi na liście najbogatszych Ukraińców, a jego dawny wspólnik Boholiubow - trzeci. I do dziś pozostaje przyjacielem Kołomojskiego, których ten ma niewielu. Cierpi bowiem na chroniczną paranoję, związaną ze zdradą, szpiegostwem i dybaniem na jego majątek. Niemal nikomu nie ufa, prowadzi swoje życie i interesy w sposób bardzo skryty, tajemniczy i z dala od opinii publicznej. Struktury jego firm są bardzo skomplikowane i trudne do rozgryzienia nawet dla fachowców od ekonomii i biznesu.

Inwestycji Kołomojskiego jest mrowie - zwłaszcza grupa Priwatbank (dziś bogacz ma 49,15 proc. jego udziałów), z której usług korzysta ćwierć mieszkańców Ukrainy. Poza tym Kołomojski inwestuje w przemysł chemiczny, petrochemiczny i inne (spółki Naftochimik Prykarpattja, Ukrnafta, Chmelnycknaftoprodukt, Żytomyrnaftoprodukt,  Czernihiwnaftoprodukt, Ukraińskie Radiosystemy). Kołomojski ma rafinerie pod Lwowem i Iwano-Frankowskiem, a od niedawna - terminal przeładunkowy portu w Odessie. Jest też właścicielem całego kurortu wypoczynkowego w Gruzji, w Gudauri, znanego z dobrych tras narciarskich.

Chce inwestować dalej, m.in. w Polsce. Interesuje go zwłaszcza gaz. W marcu poinformował o planach kupna połowy akcji RosUkrEnergo (RUE), spółki pośredniczącej w dostawach gazu między innymi do Polski. - Życie to supermarket - bierz, co chcesz, lecz licz się z tym, że punkt opłaty ciągle jest przed tobą - to jego ulubiona maksyma życiowa.

Kołomojski wie, jak ważne są media. Kontroluje zatem grupę wydawniczą Gławried, ma Gazetę po Kijowsku, agencję informacyjną UNIAN i stację telewizyjną TET. Ma stację 1+1, która transmituje np. mecze Dnipro Dniepropietrowsk oraz cały kanał telewizyjny Kino.

Jego pasją zawsze był jednak sport. Próby z wejściem hokejowym klubem Budiwelnik Kijów spełzły na niczym. Miliarder nie zrealizował tego pomysłu. Zabrał się zatem za finansowanie klubów z rodzimego Dniepropietrowska, w którym urodził się w 1964 r. Jednym z nich są piłkarze Dnipro Dniepropietrowsk.

Przebywający na stałe głównie w Szwajcarii ukraiński miliarder rzadko udziela wywiadów. W tych nielicznych opowiadał jednak o tym, jak w dzieciństwie chodził na mecze Dniepru Dniepropietrowsk w lidze ZSRR. Niewykluczone, że był też na meczu, w którym w 1986 r. gol Jarosława Araszkiewicza w barwach Legii Warszawa eliminował Dniepr z Pucharu UEFA. Trzeba by go o to dopytać...

W każdym razie Dnieprowi kibicował od dziecka. I zawsze marzył, by był on wielki w kraju i Europie. By zdobywał europejskie puchary, jak niegdyś Dynamo Kijów. Kołomojski z czasem zaczął marzyć, aby to on do tych sukcesów doprowadził, aby to on był właścicielem ukochanego klubu.

Fakt, że zespół ten w czasach radzieckich był dwukrotnie mistrzem kraju, a w niepodległej Ukrainie - ani razu, bardzo go irytuje. Mistrzami Ukrainy po 1991 r. były bowiem tylko Szachtar Donieck i Dynamo Kijów oraz raz, na samym początku w 1992 r. - Tawrija Symferopol. Dnipro Dniepropietrowsk ma dołączyć do tego grona. Kołomojski zwiększa jego budżet. Dnipro ma pieniądze na transfery, o jakich w Polsce się nie śniło. Wszystko po to, by wreszcie w 2011 r. zostać mistrzem Ukrainy i zagrać o Ligę Mistrzów.

To pewna zmiana w dotychczasowej polityce budowy Dnipro, która też była alternatywą dla Szachtara Donieck i Rinata Achmetowa. Podstawą transferów w Dnipro był wybór graczy rodzimych, ukraińskich, a już najlepiej dniepropietrowszczan. Tak chciał prezes Kołomojski, zdeklarowany patriota ukraiński i lokalny, lecz ta polityka przez wiele lat nie dawała efektów. Koncepcja kosmopolitycznego zespołu wyznawana Szachtara okazała się lepsza.

Sfinansował budowę nowego stadionu w Dniepropietrowsku, który stanął na obiektach dawnego Metalurha Dniepropietrowsk i zastąpił stary obiekt Dnipro, zwany Meteorem.

Stadion mieści 31 tys. widzów. Był gotowy we wrześniu 2008 r. Kosztował 45 mln euro, czyli niecałe 200 mln zł. Dla porównania - koszt budowy stadionu w Poznaniu pochłonął już prawie 700 mln zł.

Już po oddaniu nowego obiektu spotkała jednak mieszkańców Dniepropietrowska i samego Ihora Kołomojskiego przykra niespodzianka - miasto i stadion zostały wykluczone z organizacji Euro 2012. To na Ukrainie zorganizują cztery inne miasta: Kijów, Donieck, Charków i Lwów. Do dziś uważa się to za jedną z większych porażek miliardera.

Drugą klęską, z którą Kołomojski nie może się pogodzić, jest sprawa Maccabi Tel Awiw. Miliarder z Dniepropietrowska chciał kupić ten izraelski klub, ale ubiegł go rosyjskojęzyczny miliarder z Kanady Aleks Sznajder.

Odpadnięcie Dnipro Dniepropietrowsk z Lechem Poznań byłoby kolejną sportową klęską w karierze człowieka, dla którego ''pieniądze nie mają znaczenia''.

Kołomojski kupił wszystko:

Radosław Nawrot

Właściciel Lecha ma ponad 40 mln dolarów