Tytuły Lecha - 1990, czyli z dna tabeli na lidera

Jerzy Kopa: To był największy cud w historii Lecha Poznań, gdy w sezonie 1989/1990 "Kolejorz" został mistrzem kraju, chociaż na starcie sezonu tracił 13 pkt do lidera. Pomogła mu... reforma rozgrywek!

Kiedy latem 1989 r. zmieniał się w Polsce ustrój, w Lechu zmieniał się skład zespołu. Odeszło kilku ważnych graczy: Piotr Romke znalazł się we Francji, Jerzy Kruszczyński - w Szwecji. Zagranicznego klubu zaczął szukać bramkarz Zbigniew Pleśnierowicz. Andrzej Słowakiewicz przeniósł się do Za- głębia Lubin. Ryszard Rybak przysłał do klubu pismo, w którym stwierdził, że nie zdoła podołać obowiązkom piłkarza.

Na szczęście dla Lecha, nie doszło do przenosin Dariusza Skrzypczaka do Legii Warszawa. Pojawiły się też wzmo- cnienia, z których najcenniejszym okazał się transfer Dariusza Bayera jednego z klanu braci Bayerów z Jagiellonii Białystok - protoplastów klanu braci Łapińskich z "Piłkarskiego pokera" (- U nas Łapińskich jak psów - mówił jeden z kibiców Białej Białystok w tym filmie). W szeregach Lecha pojawili się też młodzi zawodnicy - Andrzej Juskowiak, Andrzej Janeczek czy Przemysław Bereszyński.

Lechici, kierowani przez młodego trenera Andrzeja Strugarka - jeszcze do niedawna piłkarza "Kolejorza" - przygotowywali się do sezonu na zgrupowaniu w NRD, w Cottbus i Frankfurcie nad Odrą. Przed sezonem uważani byli za jedną z najsilniejszych drużyn w lidze, która mogła powalczyć o miejsce w europejskich pucharach. O Lechu pisało się, że ma bardzo stabilną linię obrony z Czesławem Jakołcewiczem i Damianem Łukasikiem. Mówiło się o niesamowicie groźnym ataku Lecha z Jarosławem Araszkiewiczem (który już wtedy był gwiazdą ligi) i Bogusławem Pachelskim - zarazem bohaterem i antybohaterem meczów z FC Barceloną w 1988 r., a także z młodym Andrzejem Juskowiakiem, który ostatecznie został "królem strzelców" ligi i dołączył do poprzednich zdobywców tego trofeum Teodora Anioły i Mirosława Okońskiego. O niespełna 20-letnim Juskowiaku poznańskie gazety pisały wtedy: "Ten piłkarz ma wielki talent, ale minie jeszcze sporo czasu, nim talent ten w pełni eksploduje. Napastnikiem sporego formatu będzie dopiero w przyszłości". - Andrzej był typowym środkowym napastnikiem, który najlepiej sprawdzał się w trójkowym ustawieniu napadu - mówi Jerzy Kopa, ówczesny menedżer Lecha. - Nie był graczem, który umiałby się cofnąć po piłkę i rozegrać ją. W Lechu spisywał się wyśmienicie, bo po bokach boiska miał dwóch doskonałych skrzydłowych - Araszkiewicza i Pachelskiego, a potem Trzeciaka. Oni bardzo dobrze grali indywidualnie, byli szybcy. Stwarzali sytuacje podbramkowe, które wykorzystywał Juskowiak. Nigdy później ten napastnik nie miał możliwości grać w takim idealnym dla siebie układzie.

Za najsłabsze ogniwo Lecha uznawano drugą linię i początkowo ona faktycznie zawodziła. W trakcie sezonu jednak kunszt pokazał Dariusz Skrzypczak, którego ostatecznie wybrano najlepszym rozgrywającym w Polsce. - Jego zasługi w konstru-kcji naszych akcji były niepodważalne. To był mózg drużyny - uważa Kopa. - To on rozdawał piłki naszym skrzydłowym. Pamiętam, że kiedyś między Araszkiewiczem a Pachelskim wybuchł nawet spór na temat tego, kto z nich dostaje więcej podań od Skrzypczaka. Policzyli to i wyszło, że Pachelski. "Araś" nawet robił wtedy uwagi Skrzypczakowi, by dzielił równo.

Plusy i minusy

Pierwszym rywalem Lecha w sezonie był wracający do ekstraklasy po rocznej banicji beniaminek Zagłębie Lubin. Miedziowa drużyna, dotąd outsider ekstraklasy, miała stać się jej rewelacją i na ponad 10 lat wypracować sobie mocną pozycję w lidze.

Lech przegrał ten mecz 0:2 w fatalnym stylu, bez jednego choćby celnego strzału na bramkę Jarosława Bako. "Dobrze, że nie za minus" - napisały gazety, które tego dnia na pierw-szych stronach informowały o tym, ze zniesiono kartki na mięso.

W Polsce obowiązywał niespotykany na świecie system punktacji ligowej. Za zwycięstwo różnicą co najmniej trzech goli przyznawano wtedy 3 pkt (za inną wygraną - tylko 2 pkt). Drużyna, która tak wysoko przegrywała, miała z kolei odejmowany punkt. W efekcie najsłabszy wówczas w ekstraklasie Widzew Łódź długo miał w tabeli -1 pkt na koncie. - Ten system był eksperymentem, porównywalnym do podziału ekstraklasy na dwie grupy w 2001 r. - mówi Kopa. - Miał coś doraźnie zmienić, ale na dłuższą metę był nie do zaakceptowania. Niewątpliwie jednak pomógł Lechowi odrobić poważne straty z początku sezonu. Samymi wygranymi za 2 pkt "Kolejorz" nie dogoniłby czołówki.

Tajemnicza niemoc

Czarę goryczy przelał mecz z Zawiszą Bydgoszcz rozegrany 12 sierpnia. Mecz, który przeszedł do historii Lecha. Oto bowiem po 14 min i golu Skrzypczaka lechici prowadzili 1:0. Po chwili mieli rzut karny, którego jednak nie wykorzystał Jakołcewicz. - Gdybyśmy zdobyli wtedy gola, wygralibyśmy mecz 3:0 - uważa Kopa. A tak... Zawisza, z którym lechici przegrali przedsezonowy sparing aż 1:4, rozpoczął demolkę gospodarzy. W roli głównej wystąpił Jacek Kot. Strzelił cztery gole, piątego dołożył Piotr Nowak. 1:5 - klęska!...

"Lecha ogarnęła tajemnicza niemoc" - pisali dziennikarze. W Poznaniu nikt nie potrafił zrozumieć ani logicznie wytłumaczyć wypadków z meczu z Zawiszą. Zaczęto więc plotkować, że piłkarze zagrali przeciw trenerowi Strugarkowi. - To niemożliwe - uważa Jerzy Kopa. - Przecież Andrzej był lubianym trenerem, zdobył wcześniej z Lechem Mistrzostwo Polski Juniorów. Dopiero zaczynał karierę i po prostu mu nie szło. A kiedy atmosfera jest zła, szuka się takich plotek. - Byłem młodym zawodnikiem, nie dopuszczano mnie do wszystkich tajemnic szatni - opowiada z kolei Przemysław Bereszyński. - Nie wydaje mi się jednak, by lechici chcieli usunąć Strugarka. W końcu trener został i pracował dalej. To była chyba raczej kwestia zbyt małego autorytetu tego młodego szkoleniowca, pewnych braków w przygotowaniach i ustawieniu zespołu. - Nie uwierzę w spisek przeciwko Strugarkowi, bo takie rzeczy często występują w plotkach, ale w życiu - rzadziej - mówi Kopa. - Zespół, który grałby przeciwko trenerowi, musiałby się bowiem składać z samych idiotów, a o to trudno. Gdyby poznaniacy chcieli odejścia trenera, mogliby pójść do prezesa, a nie popełniać symboliczne samobójstwo na boisku.

Kopa cudotwórca

Trener Andrzej Strugarek nie został zwolniony, lecz wsparty doświadczeniem Jerzego Kopy, który pojawił się w Poznaniu po klęsce z Zawiszą i kolejnej porażce z ŁKS Łódź. "Po takich wynikach zazwyczaj żegna się trenera. W Poznaniu jednak trener zostaje" - burzyła się "Gazeta Poznańska".

Kopa był postacią legendarną w Po- znaniu. To on w 1977 r. dokonał tzw. "cudu w Błażejewku" i w środku sezonu zmienił oblicze chylącego się ku II lidze Lecha. Utrzymał go w ekstraklasie, a rok później grał już z nim w europejskich pucharach. - Kierownictwo Lecha zwróciło się do mnie z prośbą o ratowanie Lecha w złym momencie - opowiada Kopa. - Półtora roku wcześniej bowiem po raz pierwszy w moim życiu zwolniono mnie z pracy. Było to w Olimpii, którą wyciągnąłem z baraży i utrzymałem w ekstraklasie. Piłkarze Olimpii okazali się jednak nielojalni wobec mnie i tydzień przed startem ligi, o pierwszej w nocy, podczas zgrupowania w Kokotku zostałem wyrzucony. To zraziło mnie do futbolu w ogóle. Zająłem się biznesem krawieckim i z tego żyłem. To były trudne czasy, pełne politycznego zamieszania. Ludzie zmieniali profesje, dziennikarze przesiadali się na taksówki itd. Ja na dodatek byłem po zawale. Nie chciałem trenować Lecha. Dostałem jednak tzw. propozycję nie do odrzucenia. Usłyszałem, że jeśli chcę dalej mieszkać w Poznaniu, muszę to zrobić.

Kopa postawił jednak pewne warunki. - Nie jestem na tyle zdrowy i sprawny, by biegać z zawodnikami na treningach - powiedział. - Tym zajmie się dotychczasowy trener. Ja będę odpowiadał za transfery, ustawienie zespołu, taktykę, program szkoleniowy, a Andrzej Strugarek zajmie się realizacją.

Słowem - Kopa został pierwszym w Polsce menedżerem piłkarskim. Taka funkcja była dotąd w Polsce nieznana i podchodzono do niej z rezerwą.

Lepsi niż Juventus

Kopa zapowiedział zwiększenie współ-odpowiedzialności piłkarzy za losy Lecha. - Oni są jak duże dzieci. Wszystko trzeba za nich zrobić - mówił i w czasach, gdy zaczęto oficjalnie uznawać piłkarza za zawód, było to niezwykle ważkie. - Futbol to praca, więc weźmy się za nią. Nie można cały czas żyć Barceloną - stwierdził na łamach prasy.

Zaczął doskonale. W swym pierwszym meczu pobił 3:0 Śląsk Wrocław z Adamem Matyskiem w bramce, dopisując 3 pkt do dwóch, które dotąd miał Lech na koncie. - Jeśli chcieliśmy coś osiągnąć, musieliśmy w każdym meczu grać o wygraną trzypunktową - mówił Kopa i Lech tak grał. A widzowie zacierali ręce. Z Wisłą Kraków nie udało się strzelić trzeciego gola, ale już Górnik Zabrze i Motor Lublin wyjechały z Poznania z ujemnym dorobkiem. Niewiele brakowało, aby mecz z Motorem poznaniacy przegrali walkowerem, bo na Bułgarskiej zepsuły się jupitery. Na szczęście naprawiono je, nim sędzia odgwizdał porażkę 0:3. W meczu tym, w sytuacji sam na sam bramkarz Sidorczuk interweniował ręką poza polem karnym. Dziś zostałby wyrzucony z boiska, wtedy dostał tylko żółtą kartkę.

"Lech nie ma już nic wspólnego z ze- społem tak beztrosko trwoniącym punkty na początku sezonu" - pisały gazety, okraszając teksty tytułami "Lechici na fali" czy też "Lepsi niż Juventus" po pokonaniu 3:0 Górnika Zabrze (w Pucharze UEFA włoski Juventus wygrał z nim tylko 3:1). "Gdyby nie fatalny start, Lech mógłby pomyśleć o mistrzowskiej koronie w tym sezonie" - napisał red. Konrad Napierała w "Gazecie Poznańskiej".

Jesień zakończyła się dla Lecha nieźle, a wiosną poznaniacy nie zwalniali tempa. Na ich mecz z Zagłębiem Lubin pofatygował się nawet trener kadry narodowej Andrzej Strejlau.

Idziemy na mistrza

Najbardziej efektownym meczem sezonu był pogrom Stali Mielec 6:1. Pięć goli strzelił w tym spotkaniu Juskowiak, wysuwając się przed "Gucia" Warzychę z Ruchu Chorzów na czoło tabeli "króla strzelców". Rywalizację wygrał przed Ryszardem Cyroniem (Górnik), Krzysztofem Warzychą (Ruch) i Markiem Kudybą (Zagłębie). Co ciekawe, przy stanie 2:0 Lech miał karnego, którego strzelał jednak Jakołcewicz. Gdyby piłkę uderzał Juskowiak, mógłby z sześcioma golami w jednym meczu wyrównać rekord Teodora Anioły z meczu z Szombierkami Bytom w 1950 r. - Andrzej miał nawet do mnie potem pretensje o tego karnego - przyznaje Kopa. - Uznałem jednak wtedy, że wynik całego zespołu jest ważniejszy niż indywidualne popisy strzeleckie Juskowiaka. A wykorzystanie karnego dawało nam wtedy wynik 3:0, czyli wygraną z premią 3 pkt.

Po zwycięstwie 2:0 nad broniącym tytułu Ruchem poznaniacy mieli 2 pkt przewagi nad Lubinem i Katowicami. Decydowała ostatnia kolejka, w której "Kolejorz" grał z Legią w Warszawie. Na ten mecz wybrało się ok. 1000 kibiców z Poznania. Do przerwy gole nie padły. - Czekają na telewizję - komentowali widzowie. TVP miała wtedy zwyczaj transmitować tylko drugie połowy spotkań.

W 46. min Juskowiak dostał dobre podanie od Trzeciaka i wykorzystał zawahanie bramkarza Macieja Szczęsnego. Leszek Pisz, co prawda, wyrównał i zrobiło się nieco nerwowo. Remis gwarantował Lechowi tytuł, ale porażka - już niekoniecznie. - Nie znaliśmy wyników z innych boisk - mówi Kopa. 1:1 zostało jednak do końca, a Lubin i Katowice także solidarnie zremisowały swe ostatnie mecze. Lech po raz trzeci został mistrzem kraju.

- To była najlepsza drużyna ligowa w tym sezonie. To w Poznaniu młodzi piłkarze rozwinęli się najpełniej i poczynili największe postępy - komentował podczas meczu z Legią Kazimierz Górski.

Lata szarzyzny minęły. Jeszcze w sezonie 1990/91 Lech - nie licząc meczów w Pucharze Europy - zagrał przeciętnie i zajął dopiero szóste miejsce. Przychodziły jednak czasy największej supremacji Lecha nad resztą ligowej stawki.

Radosław Nawrot

 

o tytule z 1983 r. czytaj tutaj

o tytule z 1984 r. czytaj tutaj

o tytule z 1992 r. czytaj tutaj

o tytule z 1993 r. czytaj tutaj

 

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 26 53 40-21 15 8 3
2 Legia Warszawa 26 51 40-25 15 6 5
3 Piast Gliwice 26 46 40-27 13 7 6
4 Pogoń Szczecin 26 41 38-33 12 5 9
5 Jagiellonia Białystok 26 40 41-37 11 7 8
6 Lech Poznań 26 39 38-35 12 3 11
7 Cracovia Kraków 26 39 31-29 11 6 9
8 Korona Kielce 26 39 34-36 10 9 7
9 Wisła Kraków 26 38 45-39 11 5 10
10 Zagłębie Lubin 26 37 41-36 11 4 11
11 Śląsk Wrocław 26 27 33-34 7 6 13
12 Górnik Zabrze 26 27 33-45 6 9 11
13 Miedź Legnica 26 27 27-48 7 6 13
14 Arka Gdynia 26 26 35-38 6 8 12
15 Wisła Płock 26 24 35-46 5 9 12
16 Zagłębie Sosnowiec 26 18 33-55 4 6 16

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa