Tytuły Lecha - 1984, czyli stadion pękał w szwach

W 80-letniej historii Lecha Poznań tylko raz zdarzyło się, by poznański klub zdobył dublet. Wiosna 1984 r. była zatem najwspanialszym momentem, jaki kiedykolwiek przeżywali kibice "Kolejorza"

Nie minął jeszcze miesiąc od zdobycia przez Lecha Poznań pierwszego mistrzowskiego tytułu w 1983 r., kiedy na kibiców "Kolejorza" padł blady strach. Byli pełni obaw o kolejny sezon. Krótko przed jego rozpoczęciem trener Wojciech Łazarek jednoznacznie stwierdził bowiem: "Na dziś nie mam zespołu".

Łazarek wyliczał powody takiego stanu rzeczy:

zagraniczne wyjazdy kadrowiczów zupełnie rozbiły przygotowania do sezonu; do grona kadrowiczów w 1983 r. dołączył Krzysztof Pawlak

Lecha opuścili kluczowi gracze - Piotr Mowlik i Janusz Kupcewicz; pierwszy wyjechał do USA, drugi - do Francji

- te braki nie zostały uzupełnione, bowiem "Kolejorza" wzmocnili tylko młodzi gracze Ryszard Szewczyk z Arki Gdynia i Czesław Jakołcewicz ze Stali Stocznia Szczecin

- do tego doszły kontuzje

- w efekcie ani jednego ze sparingów Lech nie zagrał w optymalnym składzie

- kasa klubu świeci pustkami, a stadion jest za mały - siedzących miejsc jest na nim tylko 26 tys. 200

Krótko mówiąc - ciągnął Łazarek - obawiam się, że w Pucharze Europy w starciu z hiszpańskim Athletikiem Bilbao może dojść do kompromitacji.

Humory kibiców popsuł jeszcze rozgrywany po raz pierwszy Superpuchar Polski, w którym rywalem lechitów była zdobywca Pucharu Polski i rewelacja tych rozgrywek Lechia Gdańsk. Bez przesady, ta ekipa była jednak zaledwie beniaminkiem II ligi. A mimo to 30 lipca 1983 r. mistrz z Poznania uległ mu 0:1.

Prysły obawy

W pierwszym meczu sezonu, z Wisłą Kraków, zagrało wielu debiutantów, np. Jakołcewicz, Miłoszewicz, Szewczyk. Lech wybiegł na spotkanie w rzadko spotykanych strojach w granatowo-amarantowe pasy, a kibice "Kolejorza" bratali się z kibicami Wisły. - Wisełka też przyjacielem Poznania jest! - wołali z trybun.

Lechowi udało się wygrać 1:0 po bramce Józefa Adamca. Jeszcze okazalszy był drugi mecz ze Śląskiem we Wrocławiu, gdzie dwoma golami zaznaczył swój debiut w Lechu Grzegorz Kapica.

Po czterech kolejnych wrześniowych zwycięstwach Lech znalazł się na czele tabeli, a kiedy zagrał rewelacyjny mecz z Athletikiem Bilbao, wygrany 2:0, obawy prysły.

"Kolejorzowi" nie udało się jednak utrzymać prowadzenia w tabeli w rundzie jesiennej. Rundę tę, ku zaskoczeniu wszystkich, wygrał... beniaminek Górnik Wałbrzych. Co prawda, Lech pokonał go 2:0, ale to wałbrzyszanie przed przerwą zimową mieli punkt przewagi nad mistrzem Polski.

Zakłócone przygotowania zimowe

Zimą 1983/84 przygotowania lechitów do rundy wiosennej znów zostały zakłócone, bo trener Antoni Piechniczek powołał do kadry aż czterech lechitów - Krzysztofa Pawlaka, Józefa Adamca, Czesława Jakołcewicza i Mirosława Okońskiego - i wyjechał z nimi do Indii. Graliśmy m.in. z Hindusami, Chińczykami i Argentyńczykami, a Pawlak strzelił swą pierwszą bramkę w reprezentacji. "Kolejorza" opuścili też kolejni piłkarze - Janusz Małek (przeszedł do Polonii Bytom), Andrzej Strugarek (do GKS Katowice) oraz kontuzjowany Jerzy Krzyżanowski (zakończył karierę) i chory Józef Szewczyk (zaatakował go rak oka i półtora roku później piłkarz zmarł).

A jednak lechici rozpoczęli wiosnę 1984 r. imponująco. Po rozgromieniu 6:0 wrocławskiego Śląska wyszli na czoło. Była to najwyższa wygrana poznaniaków od 16 września 1979 r., kiedy to równie wysoko rozbili ŁKS Łódź.

Ilu było kibiców?

Trzy tygodnie po rozgromieniu wrocławian (rozgrywki zostały bowiem przerwane z uwagi na mecz Polska - NRD w eliminacjach igrzysk olimpijskich Los Angeles 1984; potem Polska wraz z większością państw socjalistycznych wycofała się i tak z tych igrzysk) w Poznaniu rozegrany został kluczowy - jak się wydawało - mecz sezonu. Mecz na szczycie, lidera z wiceliderem - Lecha Poznań i Widzewa Łódź.

Łodzianie, mistrzowie Polski z 1981 i 1982 r., przegrali tytuł w 1983 r. właśnie z Lechem. Teraz mieli zamiar wziąć rewanż. Nawiasem mówiąc, weekend 7-8 kwietnia 1984 r. zapowiadał się w Poznaniu wręcz szlagierowo. Poza meczem na szczycie ekstraklasy (w niedzielę) kibice mogli też pójść na mecz na szczycie II ligi (w sobotę), w którym w pojedynku lidera i wicelidera spotkały się Olimpia Poznań i Lechia Gdańsk (padł remis 1:1, a do ekstraklasy ostatecznie weszli gdańszczanie).

Spotkanie na Bułgarskiej wywołało ogromne zainteresowanie. Jak wielkie? Doprawdy, trudno ustalić. Dokumenty klubowe Lecha podają liczbę 30 tys. 500 sprzedanych biletów. Gazety jednak szacowały liczbę kibiców na co najmniej 45 tysięcy. Niektóre szacunki mówiły o ponad 50 tysiącach widzów. "Wokół płyty, na płotach, dachach samochodów, elektrycznym zegarze, ubikacjach, słowem - gdzie tylko się dało - wisiało nawet z narażeniem życia dalszych kilka tysięcy osób" - czytamy.

Wszyscy ci kibice przeżyli jednak głębokie rozczarowanie, bowiem Lech przegrał 0:1. Widzew odskoczył "Kolejorzowi" na dwa punkty, a gdy tydzień potem lechici ulegli nieoczekiwanie 1:3 w Gdyni walczącemu o utrzymanie się Bałtykowi, wydawało się, że rewanż Widzewa stanie się faktem.

Legia i Ruch dla Lecha

Tak jednak jak rok wcześniej klęska 0:6 w Krakowie nie przekreśliła szans Lecha, tak też w 1984 r. przegrana u siebie z głównym konkurentem też okazała się bez znaczenia. Z końcem kwietnia Lech rozpoczął bowiem wspaniałą serię ośmiu kolejnych zwycięstw. "Kolejorzowi" przyszła z pomocą... Legia Warszawa, która tej wiosny rozdawała karty. Otóż ta Legia 5 maja raczyła przegrać na Łazienkowskiej z "Kolejorzem" 0:2 po golach Miłoszewicza i Okońskiego w meczu, na który wybrało się z Poznania ponad tysiąc kibiców. Nie koniec na tym! Cztery dni później dla Lecha zagrał Ruch, bo wygrał w Łodzi z Widzewem!

Zaczął się ostatni miesiąc rozgrywek i decydujący pościg. W czasie gdy Ruch bił Widzew, Lech po nerwowym meczu pokonał w Poznaniu spadającą do II ligi Cracovię 1:0 i objął znów prowadzenie w tabeli. Mecz z "Pasami" był na tyle dramatyczny, że nie wytrzymało serce jednego z kibiców, który zmarł na stadionie.

Równie zażarty był kolejny mecz w Wałbrzychu z rewelacyjnym beniaminkiem Górnikiem. Gol Okońskiego dał skromną wygraną, a po tym spotkaniu doszło na stadionie i ulicach Wałbrzycha do bitwy kibiców obu ekip.

26 maja "Lokomotywa" rozjechała ŁKS Łódź 4:1, a piłkę po golach Łukasika, Niewiadomskiego, Araszkiewicza, Okońskiego wyciągał z łódzkiej bramki Jarosław Bako. - Nasze kontry wchodziły w tym meczu jak nóż w masło - mówił po tym spotkaniu trener Łazarek.

W przedostatniej kolejce przyszedł jednak kres świetnej passy i nieoczekiwana porażka z dziewiątym w tabeli GKS w Katowicach. Lechici jechali na to spotkanie, by świętować tytuł. Stałoby się tak, gdyby wygrali. Przygotowana feta jednak się nie odbyła, a katowiczanie z Markiem Biegunem i Janem Furtokiem stali się wodą na młyn Widzewa. Łodzianie wykorzystali bowiem potknięcie lidera i pokonali w Bytomiu Szombierki 4:2. Przewaga Lecha z trzech punktów zmalała do jednego. Pozostała ostatnia kolejka...

Zwycięski remis

Poznaniacy podejmowali Pogoń, a Widzew grał u siebie z Legią. Bilans bramkowy "Kolejorza" był dużo lepszy - po-znaniacy mieli 16 goli nadwyżki, łodzianie - tylko 7. Remis więc urządzał lechitów, bo trudno się było spodziewać, aby Widzew pobił Legię 9:0. Takie cuda zaczęły się zdarzać dopiero dziewięć lat później...

Taki remis padł. Najpierw rajd Mariusza Niewiadomskiego zakończył się faulem Andrzeja Miązka z Pogoni i karnym wykorzystanym przez Henryka Miłoszewicza. Potem podobny rajd Marka Leśniaka z Pogoni zakończył się faulem Hieronima Barczaka. Tym razem karnego wykorzystał Adam Kensy. Było 1:1 - co wobec wygranej Widzewa 1:0 pozwoliło "Kolejorzowi" obronić tytuł.

Radość była ogromna. Na boisko została wpuszczona kaczka pomalowana w niebiesko-białe barwy. Piłkarze podzielili wielki tort w kształcie boiska. Stadion zasypały za to papierowe serpentyny. To wyprowadziło z równowagi część niezwykle czułych na palące problemy społeczne dziennikarzy.

"Nikogo z kompetentnych nie zaintrygowało, jak w dobie kłopotów z papierem biorą się w rękach kibiców całe rulony taśm przeznaczonych do sumatorów w kasach i dziurkarek w ośrodkach komputerowych. Na stadionie służą za serpentyny" - pisał w "Gazecie Poznańskiej" oburzony redaktor J. Sonnewend.

Ponieważ tydzień potem lechici dołożyli do mistrzostwa Puchar Polski, okazało się, że sezon 1983/84 jest najpomyślniejszym i najwspanialszym w historii klubu.

Tak pozostało do dziś...

Radosław Nawrot

o mistrzostwie z 1983 r. czytaj tutaj

o mistrzostwie z 1990 r. czytaj tutaj

o mistrzostwie z 1992 r. czytaj tutaj

o mistrzostwie z 1993 r. czytaj tutaj

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 18 38 30-17 11 5 2
2 Legia Warszawa 18 33 29-18 9 6 3
3 Jagiellonia Białystok 18 32 33-24 9 5 4
4 Piast Gliwice 18 30 26-20 8 6 4
5 Korona Kielce 18 29 24-22 8 5 5
6 Pogoń Szczecin 18 28 25-21 8 4 6
7 Lech Poznań 18 27 25-23 8 3 7
8 Wisła Kraków 18 26 31-27 7 5 6
9 Arka Gdynia 17 23 26-21 6 5 6
10 Zagłębie Lubin 18 21 26-30 6 3 9
11 Wisła Płock 18 19 26-32 4 7 7
12 Miedź Legnica 18 19 21-35 5 4 9
13 Cracovia Kraków 17 18 13-19 4 6 7
14 Śląsk Wrocław 18 17 25-27 4 5 9
15 Górnik Zabrze 18 16 22-32 3 7 8
16 Zagłębie Sosnowiec 18 12 22-36 2 6 10

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa