Tytuły Lecha - 1983, czyli zegarek nie chodzi do dziś

Lech Poznań w sezonie 1982/83

Lech Poznań w sezonie 1982/83 (Archiwum)

Czy można zostać mistrzem Polski, gdy w decydującej chwili, na koniec sezonu przegrywa się 0:6? Lech Poznań przegrał tak wysoko z Wisłą w Krakowie, ale mistrzem został! Po raz pierwszy w historii

Latem 1982 r. przyszła w Polsce dobra koniunktura na piłkę nożną. Polska właśnie została w Hiszpanii trzecią drużyną świata. Cały kraj żył też transferem gwiazdy tamtego mundialu Zbigniewa Bońka do Juventusu Turyn. W Poznaniu z kolei nie gasły emocje po finale Pucharu Polski, wygranym przez Lecha w maju z Pogonią Szczecin i awansie "Kolejorza" do europejskich pucharów.

Mimo to na otwierający sezon w Poz- naniu rewanżowy mecz z Pogonią przyszło tylko 12 tys. widzów - o niebo mniej niż chodziło na "Kolejorza" w minionym sezonie. "Kanikuła" - domniemywały gazety po słabym meczu wygranym przez Lecha znów 1:0 i znów, tak jak we wrocławskim finale PP, po golu Mirosława Okońskiego. Na dodatek w spotkaniu tym nie zagrał jeszcze Janusz Kupcewicz, bohater mundialowego pojedynku o trzecie miejsce z Francją. Jego sprowadzenie było hitem transferowym w Polsce.

Radosław Nawrot: Pamięta Pan kulisy swego transferu do "Kolejorza"?

Janusz Kupcewicz: Słabo, ale pamiętam. Mój macierzysty klub, Arka Gdynia, spadł wtedy do II ligi. Żeby zatem grać w reprezentacji Polski, musiałem zmienić barwy.

Było to w czasach, kiedy kibice Lecha i Arki nie darzyli się jeszcze sympatią, jak teraz.

- To prawda. Wtedy za sobą nie przepadali. To jednak nie miało wpływu na trans-fer. Decyzji w tej sprawie nie podejmowała jednak Arka, lecz Centralny Ośrodek Sportu.

Podobno miał Pan przejść do Bayeru Leverkusen...

- Owszem. Wpadłem w oko ówczes- nemu trenerowi [Dettmar Cramer - przyp. red.].

Na mistrzostwach świata?

- Nie, wcześniej. Widział mnie jeszcze w kadrze młodzieżowej i wiem, że mnie chciał do Leverkusen. Nikt z Niemców nie zamienił ze mną jednak słowa w tej sprawie. Podobnie było w wypadku beniaminka włoskiej Serie A Verony. Wtedy jednak piłkarz wiedział na temat spraw transferowych najmniej. Decyzje zapadały poza moimi plecami.

Ktoś Panu uniemożliwił wyjazd za granicę?

- Być może. Wtedy można było wyjechać na Zachód po ukończeniu 28 lat. Ja miałem 27 i pół. Żebym mógł w tej sytuacji wyjechać z Polski, zachodni klub musiałby wyłożyć co najmniej tyle pieniędzy, ile za Bońka - jakiś milion dolarów.

Został więc Pan w kraju. Jak to się jednak stało, że trafił Pan akurat do Lecha, a nie do Pogoni, Legii czy Widzewa, które też się Panem interesowały?

- Poznałem kilku działaczy z Poznania podczas hiszpańskiego mundialu. Namawiał mnie też Mirek Okoński, którego znałem z kadry. Transfer do Lecha załatwiany był jednak w ostatniej chwili, na wariackich papierach.

Podobno podpisywaliście kontrakt na lotnisku Okęcie, gdzie spotkał Pan kierownika Andrzeja Mroczoszka i trenera Wojciecha Łazarka.

- Mniej więcej tak to wyglądało. W efekcie w pierwszym meczu w Poznaniu z Widzewem nie wystąpiłem.

Ile Pan wtedy kosztował?

- Około miliona złotych, ale trudno to przeliczyć na dzisiejsze pieniądze [proste przeliczenie według cen z tamtego okresu daje ok. 500 tys. zł - przyp. red.]

W meczu z Pogonią zagrał za to inny debiutant, który stał się późniejszą gwiazdą Lecha - Zbigniew Pleśnierowicz. Młody bramkarz został sprowadzony z Legii Warszawa jako zmiennik kończącego swą przygodę z Lechem Piotra Mowlika i w meczach rozpoczynających sezon spisał się bardzo dobrze. Kiedy Lech przystąpił do gier z FC Aberdeen, był już bohaterem tamtych starć.

W poznańskich barwach pojawił się też inny świetny gracz - napastnik Jacek Bąk z Resovii Rzeszów. Zaczynała się budowa najlepszej drużyny w kraju...

Sabotaż i hołota

A jednak atmosfera w Poznaniu wcale nie była rewelacyjna. Lech cały czas przegrywał na wyjeździe, niekiedy pechowo. W meczu z Gwardią Warszawa (z Dariuszem Dziekanowskim w składzie) uległ po kontrowersyjnym rzucie karnym w ostatniej minucie, gdy ludzie opuszczali już stadion. Poproszony o ocenę tego karnego trener Wojciech Łazarek rzekł: - Nie umiem oceniać rzeczy, których nie było.

Frekwencja nie była zbyt wysoka - dużo niższa niż w poprzednim sezonie (zmieniło się to dopiero wiosną). W rundzie jesiennej najwięcej widzów przyszło na pojedynek z Cracovią Kraków - ok. 20 tys. Lech wygrał 2:1 po słabej grze, a gdy Mariusz Niewiadomski skiksował w dogodnej pozycji strzeleckiej, kibice zaczęli nawet skandować: "Sabotaż!". Wojciech Michalski w "Gazecie Poznańskiej" nazwał klnących na meczach kibiców "hołotą". "Ordynarne przyśpiewki powodują, że nie sposób przyjść na mecz w towarzystwie żon, dziewczyn czy dzieci. Przy tak plugawych tekstach puchną bowiem uszy" - pisał.

Lech odpadł w rywalizacji pucharowej z FC Aberdeen. Ponadto po kończącym rundę meczu z Górnikiem Zabrze, wygranym przez "Kolejorza" 2:1, z zespołem pożegnali się Jerzy Kasalik i Marek Skurczyński. Obaj wyjechali do Szwecji.

Poznaniacy zajęli po jesieni 1982 r. szóste miejsce i choć tracili do lidera - Śląska Wrocław - tylko trzy punkty, wydawało się, że i tym razem sezon będzie przeciętny. Wszak w latach 1979-1982 "Kolejorz" zajmował wyłącznie miejsca 7.-11. Jesienią 1982 r. aspiracje były dużo większe, ale trener Łazarek tłumaczył niską pozycję kontuzjami oraz wyjazdami kadrowiczów (Adamca, Kupcewicza, Okońskiego, który brał m.in. udział w demolce Francji w Paryżu - Polacy w rewanżu za mecz na mundialu wygrali aż 4:0). - Ten zespół ma jednak spore rezerwy - utrzymywał.

Jedyną drogą do europejskich pucharów wydawał się Puchar Polski... Tutaj Lechowi szło jednak także jak po grudzie. Z Zagłębiem Wałbrzych wygrał 1:0 dopiero po dogrywce, równie wymęczone było zwycięstwo nad Wisłą Płock. W marcu udało się Lechowi wyeliminować warszawską Legię i to na jej terenie, dzięki bramce Okońskiego i wspaniałej grze Jacka Bąka. - Przyjechaliśmy w szatach zdobywcy Pucharu Polski i nie mieliśmy zamiaru wyjeżdżać nago - mówił wtedy Łazarek.

Zaczęła się huśtawka nastrojów, która dręczyła kibiców Lecha przez całą wiosnę 1983 r. Na początku było świetnie, bo na rozpoczęcie rundy wiosennej, w obecności 28 tys. widzów, Lech pokonał lidera z Wrocławia 2:0 (gole Okońskiego i Niewiadomskiego). Co ciekawe, "Kolejorz" wystąpił w tym pojedynku w nietypowych, biało-czarnych strojach, a kibice Lecha owacyjnie powitali wtedy kibiców Śląska - był to słabo znany i krótki okres przyjaźni między szalikowcami obu ekip.

Lech zagrał też niezapomniany mecz z Widzewem, wygrany 3:1, oraz pokonał 3:2 Gwardię Warszawa. Kibice zapamiętali ten pojedynek ze względu na jego ogromną dramaturgię. Wynik został ustalony dopiero w końcówce, a Okoński przestrzelił jednego karnego. Drugiego za to trafił dopiero po dobitce.

W kadrze "Lokomotywy" znalazło się kilku nowych graczy - mało jeszcze znani debiutanci Damian Łukasik i Jarosław Araszkiewicz. W meczu z ŁKS Łódź (29 maja) na boisko wszedł też syn trenera Łazarka - Grzegorz. On jako jedyny z grona debiutantów nie zrobił wielkiej kariery.

Rozpoczął się czerwiec. Lech po serii ośmiu kolejnych gier bez porażki tracił tylko 1 pkt do lidera, którym tym razem był broniący tytułu Widzew Łódź. W walce o tytuł liczył się jeszcze Ruch Chorzów - tyle samo punktów, co "Kolejorz". Na mecz z nim 11 maja przyszło ponad 40 tys. ludzi. Padł jednak tylko remis 1:1.

Katastrofa w Krakowie

Wisła Kraków - rywal, z którym "Kolejorz" zmierzył się 1 czerwca - miał jeszcze szansę na grę w europejskich pucharach. Musiał jednak wygrać. Lechowi zawsze źle się grało pod Wawelem, ale czegoś takiego, co wydarzyło się 1 czerwca 1983 r., chyba nikt się nie spodziewał...

0:6 - był to wynik, który zszokował Poznań. Po ośmiu meczach bez przegranej kroczący po pierwszy tytuł "Kolejorz" - jak się wydawało - zaprzepaścił niemal wszystko. - To było jakieś niewytłumaczalne, chwilowe rozluźnienie i dekoncentracja - próbuje tłumaczyć Piotr Mowlik, który puścił wtedy sześć goli. Był to jego ostatni mecz w barwach Lecha. - Mecz nie był wcale zły, a Wisła nie była wcale bardzo dobra - wspomina Mowlik. - Po prostu wszystko jej wtedy wychodziło. Nawet gola samobójczego sobie wbiliśmy, bo Krzysiu Pawlak zmienił lot piłki. Wszyscy mieli do siebie pretensje i posypaliśmy się psychicznie. Polacy to już taki naród, że w trakcie meczu, który się nie układa, trudno im się zmobilizować i zmienić obrót sprawy.

Trener Łazarek zgotował lechitom po meczu piekło. Na niewiele się to zdało, bo tydzień potem Lech grał w półfinale Pucharu Polski z pozornie słabym rywalem, II-ligowym Piastem Gliwice i... przegrał 0:1! - To był ciąg dalszy naszego rozbicia psychicznego - uważa Mowlik. - Graliśmy bez kontuzjowanych Kupcewicza i Małka, a trzech graczy wystąpiło z blokadami w nogach - twierdzi Łazarek. Niewielkim pocieszeniem dla "Kolejorza" był fakt, że w drugim półfinale odpadł też drugi współlider ekstraklasy - Ruch Chorzów. On z kolei przegrał z... III-ligową Lechią Gdańsk, która potem - ku zaskoczeniu całej Polski - sięgnęła po trofeum.

Lech? Na pewno nie!

Uff! Co za tydzień! Lech stracił Puchar Polski, po zaledwie remisie z Ruchem i krakowskim nokaucie wymykało się też mistrzostwo... Gdy "Przegląd Sportowy" zorganizował błyskawiczną sondę wśród znanych osobistości na temat tego, kto będzie mistrzem Polski, większość obstawiła Widzew. Jedynie Bronisław Pawlik wskazał na Ruch. Na Lecha - nikt.

"Kolejorz" grał bowiem mniej efektownie od rywali. Bogusław Kukuć napisał wtedy w "Głosie Robotniczym" felieton, który wstrząsnął Wielkopolską. Czytamy w nim: "Widzew pokazuje, co potrafi, i potwierdza opinię jedynej klasowej polskiej drużyny. Wreszcie powrócił na swój fotel lidera zajmowany przez przypadkowych pretendentów do tytułu przez 25 kolejek". - Głęboko wierzę w to, że można zostać mistrzem Polski mimo porażki 0:6 w końcówce sezonu - odpowiedział red. Stanisław Garczarczyk z Poznania.

- W minionych latach 39 pkt wystarczało Wiśle, Ruchowi, Szombierkom i Widzewowi do zdobycia tytułu. Jeżeli Lech wygra wszystkie pozostałe mecze, będzie miał 39 pkt i też mu to wystarczy - uspokajał kierownik Andrzej Mroczoszek.

Splendor i nagrody

Potrzebna była zatem spora dawka szczęścia. Nie zabrakło jej... Zwycięstwo w meczu z Legią przyszło dopiero w ostatniej minucie po strzale głową Józefa Adamca. Szczęście dopisywało Lechowi także w wyjazdowym meczu z GKS Katowice, w którym jedyny gol Okońskiego pozwolił Lechowi wrócić na fotel lidera. Widzew tracił do niego jeden punkt, Ruch - dwa. Po trzeciej z kolei wygranej - tym razem efektownej, 4:1 z Szombierkami (mistrzem sprzed trzech lat) - przewaga nad Widzewem utrzymała się.

Decydowała ostatnia kolejka. Widzew miał u siebie mecz z Zagłębiem Sosnowiec. Wygrał bez trudu 3:0. A Lech wyjechał na mecz do Zabrza. Wraz z nim podążyła rzesza kibiców, którzy zapełnili łuk i kawałek prostej zabrzańskiego stadionu. Obejrzeli dwa gole Janusza Kupcewicza i w historycznym dniu 19 czerwca 1983 r. mogli świętować pierwszy tytuł dla Poznania.

Po tym sukcesie członków Lecha przyjął I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR gen. Edward Łukasik. - Wasz sukces jest potwierdzeniem prawidłowej pracy całego kolektywu - stwierdził. A cały kolektyw Poznania przyszedł na reklamowane przez prasę spotkanie z trenerem Łazarkiem do poznańskiego Empiku. Szpilki nie można było wetknąć, a kibice pytali o wszystko. Także o willę i mercedesa, których Łazarek miał się dorobić w Poznaniu. - Mieszkam w bloku i jeżdżę "maluchem" - mówił trener.

- Kiedy w 1982 r. zdobyliśmy Puchar Polski, dostaliśmy pieniężną premię, za którą można było wtedy kupić "malucha" - wspomina Mariusz Niewiadomski. - W 1983 r. za mistrzostwo dostaliśmy pieniądze warte pół "malucha". W kolejnym roku, gdy ustrzeliliśmy dublet, wystarczyło na ćwierć fiata 126p.

To jednak nie wszystkie nagrody, jakie dostali gracze Lecha. Władze wojewódzkie wręczyły im też po zegarku radzieckiej marki Poliot z okolicznościową grawerką. - Dałem go ojcu. Zegarek dziś nie chodzi - mówi Niewiadomski.

Radosław Nawrot

 

Mecze Lecha 1982/83 z kolejnymi w tabeli rywalami

Widzew Łódź

3:1 i 1:2

Ruch Chorzów

1:1 i 0:1

Pogoń Szczecin

1:0 i 0:2

Wisła Kraków

3:1 i 0:6

Śląsk Wrocław

2:0 i 1:2

ŁKS Łódź

2:1 i 1:2

Legia Warszawa

1:0 i 0:1

Szombierki Bytom

4:1 i 2:2

Bałtyk Gdynia

2:0 i 1:1

Zagłębie Sosnowiec

2:2 i 0:0

Górnik Zabrze

2:1 i 2:0

GKS Katowice

1:0 i 1:0

Cracovia Kraków

2:1 i 0:2

Stal Mielec

1:0 i 1:0

Gwardia Warszawa

3:2 i 1:0

na pierwszym miejscu - mecz w Poznaniu

17 zwycięstw, 5 remisów, 8 porażek

bramki 42:31

średnia widzów w Poznaniu - 24 tys.

Mistrzowie Polski 1983

Mirosław Okoński - napastnik,

30/15

Jacek Bąk - napastnik,

30/1

Hieronim Barczak - obrońca,

30/0

Bogusław Oblewski - pomocnik,

29/2

Krzysztof Pawlak - obrońca,

29/0

Andrzej Strugarek - pomocnik,

28/0

Józef Szewczyk - obrońca,

28/0

Mariusz Niewiadomski - napastnik,

27/7

Józef Adamiec - pomocnik,

25/5

Janusz Kupcewicz - pomocnik,

24/9

Janusz Małek - obrońca,

23/0

Jerzy Krzyżanowski - pomocnik,

18/1

Leszek Partyński - obrońca,

16/1

Zbigniew Pleśnierowicz - bramkarz,

16/0

Piotr Mowlik - bramkarz,

14/0

Rafał Stroiński - pomocnik,

7/0

Jarosław Araszkiewicz - napastnik,

3/0

Marek Skurczyński - pomocnik,

3/0

Damian Łukasik - obrońca,

2/0

Tadeusz Wiśniewski - pomocnik,

1/0

Grzegorz Łazarek - pomocnik,

1/0

Wojciech Łazarek - I TRENER

Włodzimierz Jakubowski - asystent trenera

Jerzy Danielewicz - LEKARZ

Stefan Kasprzak - LEKARZ

Czesław Gogolewski - LEKARZ

Kolejno: imię i nazwisko, pozycja, ilość gier/bramek

 

o tytule z 1984 r. czytaj tutaj

o tytule z 1990 r. czytaj tutaj

o tytule z 1992 r. czytaj tutaj

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Lechia Gdańsk 26 53 40-21 15 8 3
2 Legia Warszawa 26 51 40-25 15 6 5
3 Piast Gliwice 26 46 40-27 13 7 6
4 Pogoń Szczecin 26 41 38-33 12 5 9
5 Jagiellonia Białystok 26 40 41-37 11 7 8
6 Lech Poznań 26 39 38-35 12 3 11
7 Cracovia Kraków 26 39 31-29 11 6 9
8 Korona Kielce 26 39 34-36 10 9 7
9 Wisła Kraków 26 38 45-39 11 5 10
10 Zagłębie Lubin 26 37 41-36 11 4 11
11 Śląsk Wrocław 26 27 33-34 7 6 13
12 Górnik Zabrze 26 27 33-45 6 9 11
13 Miedź Legnica 26 27 27-48 7 6 13
14 Arka Gdynia 26 26 35-38 6 8 12
15 Wisła Płock 26 24 35-46 5 9 12
16 Zagłębie Sosnowiec 26 18 33-55 4 6 16

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa