Bruk-Bet Nieciecza - Lech Poznań 0:0. Kolejorz był bliżej wygranej, ale wraca z jednym punktem

Po raz drugi w tym sezonie Lech Poznań przywozi bezbramkowy wynik z meczu wyjazdowego. Po 0:0 w Niecieczy przynajmniej na chwilę opuścił strefę spadkową ekstraklasy


Wypiękniał stadion w Niecieczy od czasu, gdy po raz ostatni grali na nim piłkarze Lecha Poznań. Dokładnie trzy lata temu, 19 sierpnia 2013 roku zespół Mariusza Rumaka wpakował gospodarzom cztery gole i wyeliminował z Pucharu Polski. Wokół obiektu pierwszoligowca było przaśnie, jak okiem sięgnąć pola kukurydzy...

Teraz to co innego. Stanęła efektowna trybuna, za bramkami zaś postawiono potężne reklamy z produktami właściciela klubu. No i przede wszystkim zespół gospodarzy się podciągnął. Już nie jest - tak jak wtedy - nieopierzonym pierwszoligowcem, ale okrzepł w ekstraklasie. W tym sezonie wygrywał u siebie z każdym z trzech rywali, którzy przyjeżdżali grać do podtarnowskiej wsi.

Dobra passa Bruk-Betu musiała zrobić wrażenie na trenerze Janie Urbanie, który po jednym meczu przerwy wrócił do kontrowersyjnego dla wielu ustawienia z dwoma defensywnymi pomocnikami Łukaszem Trałką i Abdulem Tettehem. Trener Czesław Michniewicz przebił szkoleniowca Kolejorza i wystawił w środku aż trzech graczy, którzy mają za zadanie przede wszystkim rozbijać ataki rywali.

Efekt był łatwy do przewidzenia. Oba zespoły bardzo długo głównie sobie przeszkadzały. Przez dobre pół godziny nie doczekaliśmy się żadnego ataku, który niósłby chociaż cień zagrożenia dla którejkolwiek z bramek! Jedyny w tym czasie strzał - próba Szymona Pawłowskiego - był przeraźliwie niecelny.

Wystarczyło jednak dziesięć kolejnych minut, by lechici przeprowadzili akcje. Bohaterów tych ataków było dwóch. To Radosław Majewski i Szymon Pawłowski, czyli dwaj gracze, którzy są w stanie zrobić z piłką coś więcej niż tylko oddać ją do najbliższego kolegi.

Radosław Majewski strzelał na bramkę dwa razy. Najpierw został zablokowany, a potem pięknie przymierzył z narożnika pola karnego i Krzysztof Pilarz najpierw z trudem wybił piłkę lecącą pod poprzeczkę, a po chwili obronił też dobitkę Tomasza Kędziory.

Szymon Pawłowski natomiast po szybkim rajdzie kopnął piłkę w tzw. długi róg, ale i tym razem bramkarz Bruk-Betu rzucił się tam, gdzie trzeba. Nie wiadomo, co było bardziej efektowne - strzał lechity czy parada Krzysztofa Pilarza.

Druga połowa była mniej jednostronna. Przez pierwsze dwadzieścia minut po przerwie to Lech był w opałach. Po tym jak Tamas Kadar starł się w polu karnym z Vladislavsem Gutkovskisem, poznaniacy mogli się cieszyć, że sędzią był Szymon Marciniak. Uczestnik Euro 2016 uznał to za próbę wymuszenia faulu i nie przerwał gry.

Kilka minut później obrona Lecha została wyprowadzona w pole przez graczy z Niecieczy, ale Jan Bednarek zdążył wślizgiem zablokować Wojciecha Kędziorę i uratował sytuację. Później Patrik Misak strzelił z dystansu centymetry obok słupka.

Gospodarze zaatakowali, więc mecz zrobił się otwarty. Znów szansę miał Radosław Majewski - kopnął po ziemi, ale trafił w nogi bramkarza. Jeszcze bliżej gola był w 80. minucie Dariusz Formella, jednak piłka wpadła w słupek! Inny rezerwowy, Dawid Kownacki też był z piłką w polu karnym, ale zamiast strzelać źle ją przyjmował i zmarnował niezłą okazję.

W emocjonującej końcówce Radosław Majewski wybił piłkę z linii bramkowej, a Krzysztof Pilarz świetnie odbił piłkę po uderzeniu głową Jana Bednarka.

Wielkopolska na igrzyskach - historyczne medale i nadzieje w Rio