Marcin Kamiński: Byłem kiedyś skutecznym napastnikiem. Środek obrony początkowo mnie nie uszczęśliwiał

- Zaczynałem jako napastnik, to była moja nominalna pozycja, na której grałem jeszcze w Koninie. Zdobywałem wtedy naprawdę dużo bramek i chciałem być napastnikiem - mówi Marcin Kamiński w rozmowie z lechTV. Piłkarz po 11 latach gry w Lechu Poznań opuszcza klub
Najpierw został lewym pomocnikiem, na która to pozycję przestawiono go w kadrze Wielkopolski. - Zacząłem się lepiej czuć na tej pozycji i jako skrzydłowy przyszedłem do Lecha - mówi Marcin Kamiński. - Rozmowa z trenerem Mariuszem Rumakiem była jednak krótka, miałem grać na środku obrony, o ile chciałem grać w ogóle. Nie byłem z tego powodu początkowo szczęśliwy.

Marcin Kamiński opowiada o swojej karierze, o swoim debiucie w meczu z Ruchem Chorzów w 2009 roku. Pamięta ten moment, choć wszedł na końcówkę i miał raptem jeden kontakt z piłką. Debiutem Marcina Kamińskiego przy Bułgarskiej (po oddaniu do użytku nowego stadionu, wcześniej Kolejorz musiał grać we Wronkach) był pamiętny mecz z Juventusem Turyn. - Na szybko ściągałem dres w tym mrozie, trener Bakero mnie poganiał, ale spełniło się moje marzenie - mówi.

Wspomina o tym, że najbliższymi jego kolegami w Lechu byli najpierw Mateusz Możdżeń i Bartosz Bereszyński, a gdy odeszli - Tomasz Kędziora, Szymon Pawłowski i Maciej Gajos. Najwspanialszym momentem w Lechu było dla niego mistrzostwo w 2010 roku, zdobyte po tylu latach czekania. - Nie miałem w to dużego wkładu, ale byłem częścią tej drużyny. W drugie mistrzostwo w 2015 roku miałem większy wkład - wspomina. Moment najgorszy? To, co stało się obecnie i odejście z Lecha po oskarżeniach o słowa "że też im się chciało" pod adresem kibiców. - Za słowa, których nie powiedziałem i które różnie można rozumieć na różne sposoby - dodaje.

Rozmowa znajduje się tutaj