Pogoń Szczecin - Lech Poznań 1:0. Czesław Michniewicz: Pokonaliśmy mistrzów Polski jak najbardziej zasłużenie

- To była kwestia szczęścia, kto wygra, nie uważam, że ktokolwiek tu kogoś zdominował - mówi trener Pogoni Szczecin Czesław Michniewicz po wygranej 1:0 nad Lechem Poznań w 33. kolejce ekstraklasy


- Dużo można powiedzieć o tym meczu. Po nienajlepszym występie w Gdańsku musieliśmy powalczyć z psychiką, po po tamtym spotkaniu spadło na nas wiele nieuzasadnionej krytyki. Nie mogliśmy dać sobie wmówić, że nie potrafimy grać w piłkę. Udało nam się oczyścić głowy piłkarzy - mówi Czesław Michniewicz. - Wmówiłem moim zawodnikom, że jesteśmy dobrym zespołem i zagraliśmy dobry mecz, z dużym zaangażowaniem, stworzyliśmy sobie wiele sytuacji bramkowych. Chcę podziękować kibicom, którzy odważyli się przyjść na stadion mimo pogody. Na szczęście brzydki deszcz szybko ustał. Ci, którzy przyszli, będą pewnie długo pamiętać i mówić o tym spotkaniu. Kto nie był, niech żałuje.

Po bardzo dobrej pierwszej połowie w wykonaniu obu ekip, drugą część lepiej rozpoczęli gospodarze. Zwycięską bramkę w 59. minucie zdobył Łukasz Zwoliński. - Pokazaliśmy, że potrafimy zwyciężać w fazie mistrzowskiej. Mamy już cztery punkty w fazie mistrzowskiej. W tamtym roku zdobyliśmy tylko jeden punkt. Pokonaliśmy mistrzów Polski jak najbardziej zasłużenie, choć Lech też mi groźne sytuacje. Nam z kolei zabrakło spokoju i skuteczności, by podwyższyć prowadzenie - ocenia trener Pogoni, który po raz drugi w tym sezonie poprowadził swój zespół o wygranej z Kolejorzem. - Nie mam patentu na Lecha, na nikogo nie mam. Nie pamiętam też, żebym wygrał mecz przeciwko Jankowi Urbanowi, to on miał patent na mnie. Lech postawił na sześciu świeżych zawodników, którzy nie grali ostatnio od pierwszej minuty. Obawiałem się, że te zmiany zaważą na wyniku. Potem każda kolejna zmiana spychała nas coraz bardziej do defensywy. Ja miałem na ławce głównie zawodników z Centralnej Ligi Juniorów

Czesław Michniewicz dodaje: - Zagraliśmy bardzo dobrą pierwszą połową, ale powiedziałem zawodnikom w przerwie, że muszą wspiąć się na wyżyny, grać jeszcze szybciej, szybciej biegać i szybciej reagować. To była kwestia szczęścia, kto wygra, nie uważam, że ktokolwiek tu kogoś zdominował.

Jednym z bohaterów ekipy gospodarzy był bramkarz Jakub Słowik, który zastąpił w bramce Dawida Kudłę. - Zdecydowałem się postawić Jakuba Słowika w bramce, myśląc, że może będzie miał szczęście. Dawidowi Kudle tego szczęścia ostatnio trochę brakowało, ale nie znaczy to, że jest gorszy. Mam dwóch bardzo dobrych bramkarzy. Nic się nie zmieniło, jesteśmy tą samą Pogonią, która cztery dni temu przegrała z Lechią Gdańsk i tą samą, która dziś wygrała z Lechem - mówi szkoleniowiec.