Maciej Wilusz walczy o miejsce w składzie Lecha Poznań. Sezon drugi, odcinek piąty

Pauzującego za żółte kartki Paulusa Arajuuriego w meczu z Pogonią Szczecin na środku obrony Lecha Poznań zastąpi najprawdopodobniej Maciej Wilusz. Będzie to już piąte w tym roku podejście byłego reprezentanta Polski do walki o miejsce w składzie Kolejorza.
Dawno nie było w Lechu Poznań piłkarza, któremu tak brakowałoby szczęścia jak Maciejowi Wiluszowi. Gdy prawie dwa lata temu przychodził z GKS Bełchatów jako reprezentant Polski, wydawało się, że szybko stanie się ostoją defensywy Kolejorza. Tymczasem już w swoim pierwszym meczu, przeciwko Kalju Nomme w eliminacjach Ligi Europy, popełnił fatalny błąd, podając piłkę pod nogi rywala. Lech sensacyjnie przegrał w Estonii 0:1, a kibice z trybun pytali wtedy Wilusza: "Ej, ty z brodą, ty umiesz grać w piłkę?".

Wkrótce obrońca otrzymał kolejny cios od losu, gdy w meczu z Legią Warszawa doznał kontuzji barku. Wypadł z gry do końca sezonu, bo choć wiosną wrócił do treningów, to w meczu rezerw Kolejorza złamał nos. Drugi sezon w Lechu rozpoczynał niby z czystą kartą, ale trener Maciej Skorża nie widział dla niego miejsca w składzie. Nie dał mu szansy nawet wtedy, gdy nie mogli grać Paulus Arajuuri lub Marcin Kamiński, ówczesny szkoleniowiec sięgał po Dariusza Dudkę. Wilusz w końcu nie wytrzymał i odszedł na wypożyczenie do Korony Kielce. Pod jego wodzą żółto-krwiści byli jedną z lepszych defensyw w ekstraklasie, więc 27-latek postanowił znów podjąć próbę i zimą wrócił do Poznania.

Szybko dostał szansę od trenera Jana Urbana, bo już w drugiej tegorocznej kolejce. Tyle że Lech przegrał z Podbeskidziem Bielsko-Biała aż 1:4. Wilusz zagrał jeszcze z Legią (0:2) i Śląskiem (0:1) i tylko z Zagłębiem Sosnowiec w Pucharze Polski Kolejorz z nim w składzie potrafił wygrać (1:0). - Byłem zadowolony, że wracam z Korony i mogę znów walczyć o miejsce w Lechu. Może trochę inaczej to sobie wyobrażałem, ale z drugiej strony jestem w drużynie, która ma naprawdę wielkie umiejętności. Ten sezon trzeba zaliczyć do ciężkich, ale ja wiem, na co stać ten zespół - przyznaje.

Maciej Wilusz nigdy nie był jednak zadowolony z tego, co prezentował do tej pory w Lechu. - Niedosyt jest bardzo duży - nie ukrywa. - Przytrafiały mi się momenty, które nie powinny się przytrafić. Ja wiem, na co mnie stać, jeśli jestem w formie. Można gdybać, jak by to było, gdyby nie kontuzja czy wypożyczenie. Ja staram się patrzeć w przód, a przed nami bardzo ważna końcówka sezonu.

- Nie uważam, że mam pecha. Zdarzały mi się błędy, ale były też mecze, które przegrywaliśmy, a ja w nich nie grałem - uważa. Są też tacy, którzy są zdania, że były reprezentant Polski nie poradził sobie z presją w dużym klubie. - Gdybym był mentalnie słaby, to już dawno bym odpuścił i szukał innego rozwiązania w swojej karierze - odpiera zarzuty Wilusz. - Nawet nie zastanawiałem się nad powrotem z Korony, bo wiedziałem, czego chcę. Przychodząc do Lecha, z góry założyłem sobie, co chcę osiągnąć, i nigdy nie słuchałem tego, co mają o mnie do powiedzenia inni.

W meczu z Pogonią Maciej Wilusz stanie przed kolejną szansą. Tylko czy jest w formie, by ją wykorzystać? - Formę buduje się poprzez regularne granie, zwłaszcza w przypadku obrońców. Brakuje mi trochę gry, ale wychodząc na boisko, daję z siebie wszystko - zapewnia lechita.