Sport.pl

Lech Poznań zupełnie jak pięć lat temu. Znów wszystko przegra?

Z sześciu ostatnich meczów piłkarze Lecha Poznań wygrali zaledwie jeden. Sytuacja klubu przypomina tę sprzed pięciu lat, gdy Kolejorz jako mistrz Polski wszystko roztrwonił.


Na rozpoczęcie rundy finałowej Lech Poznań przegrał z Legią Warszawa, ale sposób gry zespołu mógł napawać umiarkowanym optymizmem. Potem przyszedł jednak mecz z Piastem Gliwice i obnażył wszelkie ułomności Kolejorza. Oto okazało się, że Lech w swym absolutnie najsilniejszym składzie, bez kontuzji czy chorób kluczowych graczy, nie jest w stanie pokonać na własnym boisku Piasta, mimo prowadzenia 2:0 i gry w przewadze jednego piłkarza. Lech nawet nie próbował narzucić Piastowi swego stylu gry (co bez ogródek przyznał trener Urban) i radził sobie gorzej od świetnie zorganizowanych taktycznie rywali. - Jestem strasznie wkurzony, bo właśnie w takich spotkaniach musimy umieć wykorzystać doświadczenie zdobyte w europejskich pucharach - pieklił się po meczu trener Kolejorza.

Problemem nie jest jednak jeden mecz z Piastem, bo Lech nie potrafił wygrać żadnego z trzech spotkań z zespołem z Gliwic w tym sezonie! Rewelacja tych rozgrywek znów była w stanie bez problemu zaprezentować wszystkie swoje atuty.

A Lech? Spadł na siódme miejsce w tabeli i do podium traci już cztery punkty. Nic już w walce o puchary poprzez ligę nie zależy od niego. Poznaniacy muszą liczyć na potknięcia innych i sami wygrywać swoje mecze. A czekają ich aż trzy wyjazdowe spotkania z Pogonią Szczecin, Cracovią i Zagłębiem Lubin (z dwiema ostatnimi drużynami Lech w rundzie zasadniczej przegrał). Czy poznański zespół będzie w stanie na finiszu ligi seryjnie wygrywać, jeśli z sześciu ostatnich meczów wygrał zaledwie jedno?

- Sami sobie komplikujemy sytuację w lidze. W meczu z Piastem mieliśmy już trzy punkty, a zostaliśmy z jednym - wściekał się Karol Linetty. Trener Urban przekonuje, że nic nie jest jeszcze stracone, bo walka o europejskie puchary będzie trwała do końca. Szkoleniowiec wie, że jego pozostanie w Poznaniu może być zależne od tego, czy zdoła zakwalifikować zespół do europejskich pucharów. Takie były bowiem ustalenia stron przy podpisywaniu umowy.

Bez względu na to, czy cel zostanie osiągnięty, czy nie, latem Lecha czeka rewolucja. Odejdzie pewnie kilku kolejnych kluczowych piłkarzy (Linetty, Kamiński, Lovrencsics, może Kadar, Kownacki), w ich miejsce przyjdą inni, których Kolejorz już intensywnie szuka. Zarząd klubu stoi więc przed dylematem, czy powierzyć misję budowy nowego zespołu aktualnemu szkoleniowcowi.

Czy swoją dotychczasową pracą w Lechu Jan Urban zdołał przekonać do siebie kibiców? Jedno jest pewne. W roli strażaka, który wyciągnął zespół z poważnych opałów, spisał się bez zarzutów. W połowie rundy jesiennej nikomu nie śniło się, że Lech nagle zacznie seryjnie wygrywać. Gdy jednak wiosną przyszło wyłączyć tryb awaryjny, okazało się, że w systemie wciąż jest mnóstwo błędów.

Sytuacja łudząco przypomina tę sprzed pięciu lat, gdy Lech zdobył mistrzostwo Polski, po czym bardzo szybko rozmienił się na drobne i w kolejnym sezonie nie zakwalifikował się nawet do europejskich pucharów. W trakcie sezonu trenera Jacka Zielińskiego zastąpił Jose Bakero, który - podobnie jak trener Urban - doraźnie wydostał zespół z kryzysu. Wszyscy jednak pamiętamy, co było później...

Więcej o:
Komentarze (3)
Lech Poznań zupełnie jak pięć lat temu. Znów wszystko przegra?
Zaloguj się
  • tomekdp

    Oceniono 2 razy 2

    Ale przecież Rutkowskim nie chodzi o to, by budować zespół i odnosić kolejne sukcesy, tylko prześlizgiwać się przez puchary (zawsze to jakaś kasa wpadnie), tanio kupować i drożej sprzedawać. Cała filozofia prowadzenia przez nich klubu - dosyć prosta w sumie.

  • plendz

    0

    Ten sezon nie przestaje być dziwny. Lech miał tragiczne osiągnięcia, rekordy poniesionych porażek, plagę kontuzji, a mimo wszystko również teraz ma matematyczne szanse nawet na mistrzostwo... Wszystko wskazywało na to, że ten sezon będzie "do wyrzucenia" - praktycznie zawsze, gdy Lech znajdował się w sytuacji, że wystarczyło wygrać mecz u siebie, żeby nawiązać kontakt z czołówką, to taki mecz przegrywał! W efekcie sukcesem jest to, że gra w pierwszej ósemce, bo w drugiej drżelibyśmy czy się utrzyma.
    A to wszystko jest również rezultatem tego jak grają rywale - gubią notorycznie punkty, liderzy przegrywali z beniaminkami i ostatnimi drużynami tabeli nawet u siebie (raz taką sytuację zafundował Legii Lech), drużyny z czołówki poprzedniego sezonu biją się o utrzymanie, a beniaminek - Zagłębie i 12 w poprzednich rozgrywkach Piast, biją się o mistrza. Cały ten sezon to jedno wielkie zawirowanie i żaden wynik mnie nie zdziwi. Lech się zarzeka, że walczy do końca, ale dotychczas z tych zarzekań wynikło niewiele. Gdy zaś się nie zarzekał, to awansował z ostatniego miejsca do pierwszej ósemki. Więc sobie patrzę, już bez emocji co się zdarzy. Trzymam kciuki, żeby zrealizował cele sportowe, bo to ważne w kontekście przyszłości, ale ich osiągnięcie będzie dla mnie przyjemną niespodzianką, realizacja wyższych aspiracji (jak np. zdobycie PP) można by wręcz traktować jako sensację, gdyby nie to, że Legia też robi psikusy swoim fanom i stawiana przeciw trudnym przeciwnikom obnaża swoje słabości. To trochę mało optymistyczne w kontekście występów w europejskich pucharach - nie ma ani jednego zespołu, o którym moglibyśmy powiedzieć, że nie zawiedzie w tych rozgrywkach, bo po prostu tego nie wiemy: wszystkie grają w kratkę.

  • chateaux

    0

    Jak to miało być? Na Ligę Mistrzów gotowi w roku 2020?
    W jakim elemencie jesteśmy bliżej niż w roku 2010?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX