Sport.pl

Zagłębie Sosnowiec - Lech Poznań w Pucharze Polski. Kolejorz pojechał ratować sezon

Lech Poznań będzie bronił w Sosnowcu skromnego 1:0 z pierwszego meczu z Zagłębiem. Stawką rewanżu jest finał Pucharu Polski i uratowanie sezonu.


- Gdy się patrzy na grę Lecha Poznań, to widać, że jest to drużyna do pokonania - wypalił prezes Zagłębia Sosnowiec Marcin Jaroszewski. A skoro mówi to szef zespołu, który przegrał cztery z ostatnich pięciu meczów i na dodatek o aktualnym mistrzu Polski, to znak, że z Lechem dzieje się coś niesłychanego. Sytuacja nie świadczy o tym, że w Sosnowcu mają przekonanie o własnej potędze, ale raczej o tym, że Kolejorz stał się ostatnio mocno pochylonym drzewem, na które każdy chce teraz wskoczyć.

Zagłębie to ostatni zespół, z którym Lech wygrał w tej rundzie - w pierwszym meczu półfinału Pucharu Polski. Potem przyszła porażka z Legią Warszawa, a trener Jan Urban uznał, że to normalna konsekwencja bardzo złej sytuacji kadrowej, w jakiej znalazł się jego zespół. Piątkowej wpadki z przedostatnim zespołem ekstraklasy nie da się już jednak zbagatelizować. Skoro więc wrocławianom udało się zwyciężyć przy Bułgarskiej, to dlaczego teraz, na swoim stadionie, przy komplecie publiczności, nie mieliby o tym marzyć piłkarze pierwszoligowca? - Byłbym zdziwiony, gdyby mówili inaczej. Każdy upatruje swojej szansy. W tamtym sezonie, gdy graliśmy z Błękitnymi Stargard, rywale też mówili, że chcą awansować. To jest normalne - uspokaja Łukasz Trałka, kapitan poznańskiej drużyny.

Od zdobycia Pucharu Polski w 2009 roku Lech Poznań po raz trzeci dotarł do półfinału rozgrywek. Za każdym razem miał na tym etapie przygody, mimo że mierzył się z niżej notowanymi zespołami. W 2011 roku kibice w Bielsku-Białej śpiewali, że "oto jest dzień, który dał nam Pan", gdy Podbeskidzie prowadziło z ówczesnym mistrzem 2:0, po remisie 1:1 w Poznaniu. Trzy gole w ostatnim kwadransie uratowały lechitów. Rok temu wspomniani Błękitni prowadzili już w dwumeczu 4:1, ale to Kolejorz awansował po dogrywce, choć zdążył wcześniej mocno poszerzyć granicę piłkarskiego obciachu.

Na czym opierać wiarę, że tym razem będzie inaczej? - Jestem już w Polsce trochę czasu i wiem, jak się gra z drużynami z I ligi. Musimy być dobrze przygotowani taktycznie, fizycznie i być odpowiednio skoncentrowani - zapewnia bramkarz Jasmin Burić i dodaje: - Lekko na pewno nie będzie, ale bardzo chcemy uratować ten sezon i zdobyć Puchar Polski.

Na blisko sześć tygodni przed końcem sezonu Lech ma już z głowy walkę o obronę tytułu. Awans do europejskich pucharów poprzez ekstraklasę też się oddalił i aż trudno sobie wyobrazić, jak smutno i beznadziejnie będą wyglądały mecze w grupie mistrzowskiej, gdyby poznaniacy nie mogli żyć drugim z rzędu finałem Pucharu Polski - 2 maja na Stadionie Narodowym. - Nie wyobrażam sobie, żeby Lech w przyszłym sezonie nie zagrał w pucharach. Nie myślę w ten sposób. Jestem przekonany, że w tych pucharach zagram - mówi stanowczo Łukasz Trałka.

Kolejorz pojechał do Sosnowca bez pięciu kontuzjowanych piłkarzy: Macieja Wilusza, Dawida Kownackiego, Sisiego, Marcina Robaka i Szymona Pawłowskiego.

Początek meczu na Stadionie Ludowym we wtorek o godz. 18, transmisja w Polsacie Sport.

Więcej o:
Komentarze (1)
Zagłębie Sosnowiec - Lech Poznań w Pucharze Polski. Kolejorz pojechał ratować sezon
Zaloguj się
  • plendz

    Oceniono 1 raz 1

    Zdaniem autorów, mówienie o złej sytuacji kadrowej to "bagatelizowanie" sytuacji? To właśnie powód do niepokoju i wyraz bezsilności. Mam nadzieję, że uda się ją przełamać i z przytupem wejść do finału PP oraz zacząć ciułać punkty w ekstraklasie, Stwierdzenie, że Lech stracił szanse na mistrzostwo też jest nieuprawnione. Matematyczne jeszcze pozostały, choć prawdopodobieństwo obrony tytułu jest nikłe. Przy zachowaniu obecnej różnicy punktowej podzielonej przez 2, żeby wyprzedzić rywali Lech musiałby wygrać wszystkie mecze, zaś Legia musiałby przegrać 4, Piast 3, Cracovia, Pogoń i Zagłębie po 1;-)) Lech w tym sezonie nie wygrał jeszcze tylko z Piastem, obecnie ma też bilans ujemny z Legią i Cracovią.
    Remisy mogą się okazać zabójcze dla wszystkich drużyn.
    Istotne dla resztek szans Kolejorza będą mecze w Łęcznej i Szczecinie, bardzo trudne dla ekip przyjezdnych. Jeśli różnica spadnie do 16 punktów (wygrana Lecha, przegrana Legii), wtedy po podziale Legia będzie musiała przegrać 3 mecze przy wszystkich wygranych Lecha, albo przy wygranej Lecha w Warszawie - ponieść 2 porażki i uzyskać 2 remisy. Jeśli Legii powinie się noga, to możliwe, że mistrzem zostanie inna drużyna.
    Szczerze mówiąc sądzę, że prawdopodobieństwo, że Lech nie przegra i nie zremisuje już żadnego meczu, albo, że osiągnie w inny sposób najwięcej punktów, jest mizerne, zatem powiedziałbym, że szanse na tytuł są bliskie zeru. Ale wciąż są. Ponadto zostaje jeszcze aspekt zakończenia sezonu z podniesioną głową, co przy porządnej grze jest możliwe także bez sięgnięcia po jakiekolwiek trofeum. Jeśli Lech zdobędzie puchar, to możliwe, że na fali euforii pokona też Legię w lidze. Wierzę, że w przeciwieństwie do "realistycznych" dziennikarzy poznańskiej redakcji sportowej, Lech jeszcze nie zwiesił głowy i cały czas zastanawia się jak wyciągnąć najwięcej z tego pokręconego sezonu. To sport i walczy się do końca o jak najlepszy wynik. I robią to wszystkie drużyny. Dlatego, tak długo, jak nie ma jeszcze rozstrzygnięć, liga jest ciekawa. Oby tak było do ostatniej kolejki tego sezonu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX