Sport.pl

Denis Thomalla ma nadzieję, że nie wróci już do Lecha Poznań. "To nie miałoby sensu"

- Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby 1. FC Heidenheim wykupiło mnie po sezonie z Lecha Poznań - mówi w rozmowie z dziennikarzem "Heidenheimer Zeitung" Denis Thomalla, napastnik wypożyczony z Kolejorza do klubu 2. Bundesligi.


Denis Thomalla spędził w Lechu Poznań pierwszą część tego sezonu. Po obiecującym początku i golach strzelonych w eliminacjach do Ligi Mistrzów, spisywał się coraz gorzej - w trzynastu meczach ligowych ani razu nie trafił do siatki. Zimą został bez żalu oddany na wypożyczenie do 1. FC Heidenheim. Na zapleczu niemieckiej ekstraklasy 23-letni napastnik radzi sobie całkiem nieźle. W siedmiu spotkaniach zdobył dwie bramki i zaliczył asystę. Po jednym z goli włożył kciuk do ust, by w ten sposób zadedykować bramkę synkowi Liamowi, który urodził się pod koniec lutego w Heidenheim. Jak mówi zawodnik, choćby z tego powodu to niemieckie miasteczko będzie już do końca życia wyjątkowym miejscem dla niego.

Były reprezentant młodzieżówki Niemiec zapewnia jednak, że chętnie związałby z Heidenheim także swoją najbliższą przyszłość. - Chciałbym tu zostać na dłużej. 1. FC Heidenheim ma możliwość wykupienia mnie po sezonie. Zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby przekonać klub swoimi dobrymi występami do tego, by skorzystał z tej opcji - zapewnia Denis Thomalla w "Heidenheimer Zeitung".

Dodaje też, że umowa z Kolejorzem wiążę go jeszcze do lata 2018 roku, ale że nie za bardzo wyobraża sobie możliwość powrotu do Lecha Poznań. - W ostatnim okresie mojej gry w Lechu czułem, że klub nie postępuje ze mną uczciwie, brakowało mi wsparcia. Nie sądzę, by teraz klub chciał ściągać z powrotem zawodnika, który nie jest zadowolony. To nie miałoby sensu - tłumaczy piłkarz i podkreśla, że to on poszedł pod koniec roku do władz Kolejorza i poprosił o zgodę na odejście.

Denis Thomalla opisuje także różnice w grze w 2. Bundeslidze i ekstraklasie. Twierdzi, że w Polsce tempo spotkań i siła w grze dominują nad techniką. Opowiada o meczach rozgrywanych przy ponad 40-tysięcznej widowni i wielkiej presji ze strony kibiców. - Gdy po dziesięciu kolejkach jako mistrz Polski znaleźliśmy się na ostatnim miejscu w tabeli, fani potrafili reagować błyskawicznie. Wcześniej nigdy nie doświadczyłem takich sytuacji, by kibice zatrzymywali na autostradzie autokar wiozący drużynę czy w mało przyjazny sposób witali nas po powrocie z przegranych meczów wyjazdowych - mówi.

Więcej o: