Sport.pl

W Lechu Poznań wszystko na jedynkę [OPINIA]

- Wszystko się dopiero zaczęło - uspokajał trener Lecha Poznań Jan Urban po przegranym 0:2 meczu z Jagiellonią Białystok. Problem w tym, że dla Kolejorza chyba właśnie się wszystko skończyło - na czele z marzeniami o obronie tytułu.
Gdyby rozgrywki ekstraklasy kończyły się po trzydziestej kolejce, bez rozgrywania rundy finałowej - tak jak to było przed wprowadzeniem obecnej reformy - to Lech Poznań miałby już tylko matematyczne szanse na to, by znów zostać mistrzem Polski. Mimo że mamy za sobą tylko trzy kolejki ligowe w tym roku i sześć pozostałych do rozegrania, obrońcy tytułu tracą do lidera osiemnaście punktów. Oznacza to, że musieliby wygrać wszystkie spotkania do końca, a prowadząca w tabeli Legia - wszystkie przegrać. Scenariusz to tak nieprawdopodobny, że nie warto w ogóle brać go pod uwagę. Pokazuje jednak szybki upadek drużyny, która po jesiennej serii wygranych wydawała się stać już solidnie na nogach, a jej piłkarze zaczęli znów mówić o obronie mistrzostwa.

Oczywiście, Lech Poznań ma jeszcze rundę finałową, wcześniej podział punktów i teoretycznie jego szanse na tytuł nie są jeszcze fatamorganą. Czy jednak ktoś, kto patrzył w niedzielę na zupełnie bezradnych lechitów, którzy w atakach na bramkę Jagiellonii byli groźni jak pluszowy miś, wierzył jeszcze w to, że ogląda zespół zdolny do walki o tytuł?

W niedzielę wszystko wokół Lecha Poznań kręciło się wokół JEDYNKI. Przez cały mecz lechici oddali właśnie JEDEN celny strzał na bramkę przeciwników (i to w 90. minucie!). Wynik to żenujący. Do piłkarzy trener Jan Urban nie miał pretensji i w sumie trzeba się z tym zgodzić, bo zaangażowania i chęci do ataków lechitom nie sposób było odmówić.

Wyobraźni i elastyczności zabrakło jednak szefom klubu, którzy na miesiąc, bo tyle ma jeszcze potrwać leczenie Nickiego Bille, pozostawili zespół z JEDNYM zdrowym napastnikiem, Dawidem Kownackim. A miesiąc to dokładnie jedna trzecia rundy rewanżowej w tym sezonie. Problemy ze zdrowiem Duńczyka były znane od ponad tygodnia. Oczywiście można było jeszcze wierzyć, że Dawid Kownacki, który bardzo dobrze zaczął rundę, nadal będzie trafiał do siatki. Nie sposób jednak zapomnieć o tym, że jest dopiero 18-letnim graczem i już w przeszłości wypadał z gry przez kontuzje, które często wynikały z tego, że był nadmiernie eksploatowany. Jan Urban o tym wie, chce oszczędzać piłkarza, a tym samym skazuje się na grę bez nominalnego napastnika.

Po meczu z Jagiellonią był jeszcze JEDEN dzień na przeprowadzenie transferu (można go było przygotować w ubiegłym tygodniu!), ale jeszcze w niedzielę trener Lecha dał do zrozumienia, żeby kibice w poniedziałek, czyli w ostatnim dniu nie wypatrywali nowego napastnika w klubie. Zarząd stracił więc niepowtarzalną szansę na to, by pokazać, że potrafi działać szybko, reagować na bieżąco na sytuację kryzysową w zespole. Myślę, że zjednałby tym sympatię, bo pokazałby, że stara się, próbuje coś zrobić. Z napastnikami wyszło jak z bramkarzami - gdyby kontuzji doznał Jasmin Burić, zespół zostałby z JEDNYM zawodnikiem, który grał na tej pozycji w ekstraklasie, 40-letnim już blisko Krzysztofem Kotorowskim.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że po jesiennym zrywie, który wyrwał zespół ze strefy spadkowej, znów wszystko się przy Bułgarskiej rozlazło. Zaczęło się jeszcze w grudniu porażką w Gliwicach, a po tegorocznych przegranych z Podbeskidziem i Jagiellonią Lech ma już jedenaście meczów bez punktu - czyli dwie JEDYNKI. To wyrównanie rekordu z sezonu 2010/11 - w erze Jacka Rutkowskiego Kolejorz nigdy nie przegrał więcej niż jedenastu meczów w sezonie, a teraz jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że ten niechlubny wynik przebije.

Do niedzieli zespół Jana Urbana przegrywał u siebie tylko z rywalami z Ligi Europejskiej - Fiorentiną i FC Basel. Teraz ma też na koncie JEDNĄ porażkę w ekstraklasie. A przecież wydawało się, że początek wiosny mistrzowie kraju mieli idealny do tego, by wyłącznie wygrywać. Stało się jednak inaczej, a nie bez winy jest tu sam trener. W trzech meczach dał zagrać dwudziestu piłkarzom, w tym dziewiętnastu z pola, czyli właściwie wszystkim, których miał do dyspozycji. Jesienią miał nosa, wymieniał graczy, a zespół grał, jak miał grać, wygrywał. Teraz zmiany rozbiły zespół, który już w okresie przygotowawczym nie grał najlepiej. - Wszystko się dopiero zaczęło, nie myśleliśmy, że będziemy mieli takie wyniki na wiosnę - bronił się trener Jan Urban, który nie przypuszczał, że na koniec lutego będzie miał JEDNĄ wygraną w tym roku. Ten bilans sprawia, że zapowiedzi walki o czołówkę przestają brzmieć poważnie w ustach lechitów.

Duża liczba zmian w składzie ma ten plus, że po meczu z Jagiellonią JEDEN ligowy mecz w Lechu Poznań ma już Kamil Jóźwiak. Debiut 17-latka wypadł co najmniej obiecująco i śmiało możemy wypatrywać jego kolejnych występów. I tu pojawia się problem, bo podstawowym prawoskrzydłowym był ostatnio Sisi, który na początku swojej przygody z ekstraklasą nie zachwyca. Czy Jan Urban nadal będzie stawiał na piłkarza, którego tu polecił i liczył na to, że bardziej doświadczeni zawodnicy zapewnią Lechowi miejsce w europejskich pucharach? Czy jednak pozwoli grać utalentowanemu nastolatkowi z klubowej akademii z myślą o przyszłości klubu, która wcale nie musi należeć do obecnego trenera? Jeśli Lech nie zakwalifikuje się do pucharów, to umowa z Janem Urbanem nie zostanie automatycznie przedłużona, a przygoda trenera z Poznaniem zakończy się po JEDNYM i to niepełnym sezonie.

Więcej o:
Komentarze (1)
W Lechu Poznań wszystko na jedynkę [OPINIA]
Zaloguj się
  • trottel

    0

    mecz w Gliwicach i z Jagiellonią pokazał, że brakuje tego JEDNEGO zawodnika, który sobie gdzieś sobie bryka w rezerwach Legii za prawie pół bańki ojro rocznie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX