Lech Poznań - Jagiellonia Białystok 0:2. Dawid Kownacki: Gol po naszym błędzie, a później karny, którego nie było. Robi się naprawdę gorąco

- Być może powinniśmy atakować pole karne większą liczbą zawodników. Zabrakło dośrodkowań i pomysłu już pod koniec meczu - powiedział Dawid Kownacki po porażce Lecha Poznań z Jagiellonią Białystok.
Już w pierwszych minutach niedzielnego meczu Dawid Kownacki ruszył na bramkę Jagiellonii po tym, jak odebrał piłkę w środku pola. Chwilę później niecelnie strzelał głową na bramkę gości. Dalej strzelali już tylko rywale - i to wprost do siatki bramki Jasmina Buricia. Skończyło się tym, że goście pokonali Lecha - Zaczęliśmy obiecująco, dobrze graliśmy w piłkę. Pierwsza bramka padła po naszym błędzie, ta piłka długo wisiała w powietrzu i powinniśmy ją wybić. A my czekaliśmy, czekaliśmy, a Jagiellonia nam strzeliła gola. Później karny, którego w ogóle nie było i tak naprawdę to już ustawiło mecz - mówi wspomniany Kownacki: - W drugiej połowie Jagiellonia ustawiła się na własnej połowie i czekała na kontry, było naprawdę trudno przedostać się pod ich pole karne, bo mieli naprawdę dobrze zagęszczony środek pola. Jedyne, gdzie mogliśmy szukać swoich szans, to na bokach boiska. Zabrakło dośrodkowań i pomysłu już pod koniec meczu.

Lech przez 90 minut oddał zaledwie jeden celny strzał - w końcówce meczu Darko Jevtić uderzył płasko z dystansu, a piłkę na rzut rożny sparował Bartłomiej Drągowski. Długimi fragmentami lechici posyłali czcze dośrodkowania na pole karne, które bez problemów przejmowali Madera i Tarasovs. - Być może powinniśmy większą liczbą zawodników atakować pole karne. Tam wszystko się może zdarzyć, bo albo ktoś się poślizgnie, albo źle wybije i trzeba tam być. Nie daliśmy przeciwnikowi szans na pomyłki. Czasem jak nie idzie, to trzeba wywrzeć presje na rywalu, żeby on sam się pomylił - twierdzi napastnik "Kolejorza".

Kac lechitów po porażce z Jagiellonią możę być nawet większy niż po przegranej 1:4 z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Przed tygodniem Lech przegrał wyżej, ale przynajmniej stworzył sobie jakiekolwiek okazje na zdobycie bramki. - I to martwi, że nie stworzyliśmy sobie żadnej sytuacji. W poprzednich meczach mieliśmy okazje. Nawet w Bielsku-Białej, gdzie wynik nie był pozytywny. Dzisiaj zero - przyznaje wyraźnie rozczarowany Kownacki. 18-letni piłkarz Lecha przez większość meczu biegał między obrońcami gości, ale właściwie nie dostał żadnego dobrego podania w okolicach pola karnego: - Nie mam żalu do kolegów. Na początku próbowaliśmy dośrodkowań, dwa razy strzelałem głową, ale gdzieś z linii pola karnego, więc ciężko było trafić. Strzelili nam gola, wycofali, strzelili drugą, cofnęli jeszcze mocniej. Szczególnie środkiem trudno było się przedrzeć. Troszkę zabrakło pomysłu w niektórych sytuacjach.

W środę Lech jedzie do Zabrze, by zmierzyć się z ostatnim w tabeli Górnikiem Zabrze. Oba zespołu mają nóż na gardle - Górnikowi widmo spadku coraz głębiej zagląda w oczy, z kolei Lech ma już tylko jeden punkt przewagi nad dziewiątym w tabeli Górnikiem Łęczna. Do końca sezonu zasadniczego zostało już tylko sześć kolejek. Dla "Kolejorza" każde miejsce poza pierwszą ósemką będzie ogromnym rozczarowaniem. - Nie oczekujemy, że ktoś się położy przed nami. Do końca rundy zasadniczej pozostało już niewiele czasu i za wszelką cenę trzeba te mecze wygrywać. Z Zabrze trzeba przywieźć trzy punkty, bo robi się naprawdę gorąco. Tabela jest spłaszczona i drużyny z dolnej ósemki nas gonią, a to przecież my mieliśmy gonić czołówkę. Trzeba chyba zacząć się oglądać za siebie, bo reszta stawki jest już blisko nas - kończy Kownacki.