Lech Poznań ma problem - traci bramki zaraz po ich zdobyciu. Jan Urban: To efekt zmian

Osiem goli strzelili Lechowi Poznań rywale w trzech ostatnich meczach. W obu wiosennych spotkaniach Kolejorz zdobywał bramkę, by po chwili ją stracić. - Musimy się zastanowić, czy nie zmienić czegoś w naszej grze - mówi trener Jan Urban.


Sytuacja, w której przeciwnicy dwa razy posyłają piłkę do bramki Lecha Poznań zdarzyła się tylko dwa razy w ekstraklasie, odkąd zespół przejął Jan Urban. Tymczasem w dwóch tegorocznych pojedynkach mistrzowie Polski stracili już sześć goli. Jak tłumaczy trener, wynika to ze zmiany sposobu gry zespołu. - W wielu momentach na boisku gramy i atakujemy rywali dalej od naszej bramki. Jesienią założenia było takie, żeby przede wszystkim zachować czyste konto, bo wiedzieliśmy, że i tak będziemy mieli swoje sytuacje. To nam przynosiło wyniki - uważa trener Kolejorza.

Jan Urban tłumaczy też, że w spotkaniach z Termalicą Nieciecza i Podbeskidziem Bielsko-Biała jego zespół starał się być bardziej aktywny z przodu. - I rywale nas pokarali. Dlatego musimy się zastanowić, czy nie trzeba czegoś zmienić w naszej grze, w zależności od tego, kto gra. W Bielsku w naszym składzie było wielu zawodników, którzy nie mają tak dobrego odbioru piłki i było to widać, na boisku. Inaczej jest, gdy mamy Karola Linettego i Łukasza Trałkę, którzy są bardziej efektywni w defensywie - mówi trener.

Pozbawiony swoich dwóch podstawowych środkowych pomocników mistrz Polski zupełnie przespał pierwszą połowę, a w drugiej, gdy strzelił wyrównującego gola, w ciągu dwóch minut znów pozwolił wyjść rywalom na prowadzenie. - Podbeskidzie starało się przekształcić pojedynek w mecz walki, bo wiedziało, że jeśli chodzi o umiejętności, to stoi na straconej pozycji i musi szukać innego sposobu zwiększenia swoich szans na dobry wynik. W tych trudnych warunkach, na ciężkim boisku, osiągnęło to, co chciało. My nie potrafiliśmy na to odpowiedzieć - wspomina trener Urban.