Sport.pl

Lech Poznań nie sprowadzi zimą napastnika? Wiceprezes Piotr Rutkowski: Mamy kandydatów, ale nie musi się udać [ROZMOWA]

- Mamy dwóch, trzech kandydatów na napastnika Lecha Poznań, ale jeśli ich nie zdołamy sprowadzić, nie zatrudnimy nikogo innego na siłę - mówi wiceprezes Lecha Poznań Piotr Rutkowski
Radosław Nawrot: Czy wy w ogóle zamierzacie konkurować z Legią Warszawa na rynku transferowym? I na wiosnę? Ona się bardzo zbroi.

Piotr Rutkowski: O tym, że Legia się zbroi słyszymy od kilku lat. I co roku Lech podejmuje to wyzwanie. W ostatnim czasie jesteśmy od niej lepsi.

Chodzi o mistrzostwo?

- O mistrzostwo i bezpośrednie starcia z Legią w 2015 roku. Nie ustępujemy jej.

Ale Legia sprowadziła Kaspra Hämäläinena, na którego was nie było stać. 400 tysięcy euro rocznego kontraktu, podaje się nieoficjalnie. Nie mieliście pieniędzy, żeby spełnić jego żądania?

- Mieliśmy. Dysponujemy takimi pieniędzmi.

No to o co chodzi?

- O to, że oznaczałoby to, iż Kasper zarabiałby dwa i pół raza więcej niż nasi najlepsi gracze. A czy jest dwa i pół raza lepszy od swoich kolegów?

Najlepszy w ostatnim czasie.

- Ale nie o tyle. Poza tym, co mnie bardzo dziwi, nigdy od Kaspra nie usłyszeliśmy konkretnych oczekiwań finansowych.

Nie rozmawialiście z nim?

- Rozmawialiśmy, ale to od nas wychodziły propozycje przedłużenia kontraktu. Pierwsza była jeszcze w marcu, bo chcieliśmy mieć temat załatwiony do czerwca. W czerwcu po raz pierwszy usłyszeliśmy, że Kasper będzie chciał zmienić kraj. Spodziewał się dziecka, chciał wyjechać do lepszej ligi, ostatni kontrakt, i tak dalej. Że to z powodów rodzinnych. I taka informacja była powielana przez długi czas.

Kasper powiedział wam, że chce wyjechać z Polski?

- Tak.

Czyli wykluczyliście jego przejście do Legii?

- Przede wszystkim wykluczyliśmy jego pozostanie w Lechu.

Rozmowy z Kasprem Hämäläinenem o nowych pieniądzach w ogóle nie było?

- Próbowaliśmy w lipcu coś z niego bądź jego agenta wydusić.

Czyli zapytaliście, ile chce zarabiać?

- Tak. Chcieliśmy, aby się ustosunkował do naszej oferty.

Co odpowiedział?

- Rzucił jakąś kwotę.

Taką jak 400 tys. euro?

- Wyższą. Chcieliśmy negocjować, ale na przeszkodzie stały cały czas te względy rodzinne, które rozumieliśmy i chcieliśmy uszanować, bo i tak trafialiśmy poniekąd w próżnię. Podobnie jak to, że chciał zagrać w lepszej lidze, za większe pieniądze. Dlatego nie było podstaw do skutecznych negocjacji. Ostatnie rozmowy konkretne na ten temat były we wrześniu. Odtąd już tylko próbowaliśmy go przekonać, żeby został w kraju i tyle.

Z tej rozmowy wynika, że Kasper nie był w ogóle zainteresowany dalszą grą w Lechu?

- Przede wszystkim cały czas powtarzał, że nie jest zainteresowany grą w Polsce. I wtedy było to dla nas w porządku, bo uznaliśmy to za przejaw szczerości. Dlatego nas rozczarował przejściem do Legii. Rozczarował, gdyż mówił co innego, inaczej się żegnał. Nie wspominał nigdy o Legii ani o pozostaniu w kraju. Takie transfery się zdarzają, pewnie nie ostatni raz, ale rozczarowuje brak szczerości. Tylko to. Nie wiem, jak przebiegały rozmowy z Legią, zakładam że sprawy potoczyły się bardzo szybko.

Lech nie chciał mu zapłacić tyle, ile dostał od Legii, bo nikomu tak nie płaci?

- I na dodatek już raz zapłacił, po czym tego gorzko żałował.

No tak, ale astronomiczny kontrakt Manuela Arboledy to jest rok 2010. Rafał Murawski z kolei to rok 2011. Minęły ponad cztery lata i Lech nadal nie jest w stanie płacić takich pieniędzy jako standard. Dlaczego?

- Jest w stanie, ale nie chce. Nadal uważamy, że piłkarze w latach 2010-2011 byli mocno przepłacani. Pieniądze nie odpowiadały jakości polskiej piłki. Viktoria Pilzno płaciła wtedy znacznie mniej niż my, BATE Borysow także. Kupowaliśmy od nich piłkarza, dawaliśmy większe zarobki. A te zespoły grają w Lidze Mistrzów. Nasz ówczesny rynek, z Polonią Warszawa i Wisłą Kraków, przepłacał piłkarzy. A my płacimy dzisiaj zawodnikom mniej niż płaciliśmy za niektóre kontrakty w roku 2011, a mamy lepsze wyniki niż wtedy.

Tak, Lech ma mistrzostwo Polski. W europejskich pucharach jednak nie osiągnął żadnego postępu.

- Osiągnęliśmy to, co w 2010 roku.

I miejsce w fazie grupowej całkowicie was zadowala!

- Nie, nie zadowala. Nie zaprzestajemy rozwoju. Mamy strategiczne założenie by grać w fazie grupowej możliwie najczęściej, a występ raz na pięć lat na pewno nie będzie nas zadowalać.

Tego się nie zrobić bez wzrostu kosztów np. transferów czy zarobków piłkarzy.

- Oczywiście. I nasz budżet co roku rośnie. Teraz też urósł.

To gdzie są te pieniądze?

- Mamy w kadrze znacznie więcej zawodników niż kiedyś i zarabiają oni łącznie więcej pieniędzy. Dopracowaliśmy się w zeszłym roku bardzo szerokiej kadry. Już w styczniu liczyła 31 graczy. Średnia zarobkowa się podniosła. Nam nie zależy na tym, by ktoś zarabiał wyraźnie więcej, ale aby średnia zarobków się podnosiła.

Dodajmy do tego transfery. W 2011 roku kupiliśmy tylko Tonewa, w 2012 roku dokonaliśmy trzech transferów, w roku 2014 było tych transferów więcej i wydaliśmy wówczas ponad 5 mln złotych. W zeszłym roku wydaliśmy prawie 9 mln złotych. To pokazuje bardzo wyraźny wzrost i że nas wreszcie stać na to, by zdecydowanie inwestować w zespół. Nas interesuje stworzenie zdrowego miksu stałej pensji i premii zawodnika. Twierdzę, że podnieśliśmy jakość zespołu, tworząc jaśniejsze limity zarobkowe niż pięć lat temu.

Transferów jest więcej, nie przeczę. Ale czy są one lepsze jakościowo? Mówimy przecież także o transferach Djouma, Keity czy Thomalli...

- Choćbyśmy się zarzekali, że jest inaczej - błędy transferowe są wkalkulowane w piłkę nożną, nie da się ich uniknąć i popełniają je wszyscy. Interesuje nas skuteczność na poziomie 75 procent.

Nie macie już takiej.

- Za ostatni rok nie. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę ostatnie pięć lat, to mamy. A to ustawia nas w czołówce w całej Europie. W 2015 roku ta skuteczność spadła, bo tworzyliśmy bardzo szeroką kadrę, jak nigdy. Arnaud Djoum pewnie swoje zrobił, biorąc pod uwagę ile za niego zapłaciliśmy i jak w związku z tym nikłe było ryzyko z nim związane. Więcej spodziewaliśmy się po Davidzie Holmanie, to było pudło, ale tu podobnie ryzyko było niewielkie, bo niewielkie były związane z nim koszty. Spudłowaliśmy, ale nie straciliśmy przez to dużo. Na takie pudła nas stać. Problem jest z droższymi transferami, jak Denis Thomalla czy Muhamed Keita. Za nich zapłaciliśmy sporo i tu pudło jest kosztowne.

Tracicie jednak wizerunkowo. Omylny skauting traci swój prestiż, naraża się na zarzut o nieprofesjonalności.

- Podkreślę zatem jeszcze raz. Nie będziemy trafiali wszystkich, pomimo że w ostatnich kilku latach dokonaliśmy wiele bardzo dobrych ruchów na rynku transferowym. Wciąż mamy wymaganą 75-procentową skuteczność, najwyższą w kraju.

Po czym bierzecie Keitę, obserwowanego od dwóch lat także pod względem charakteru, który do Lecha w ogóle nie pasuje. Nie rozumiem.

- Muhamed Keita przyszedł za czasów Mariusza Rumaka. Dwa miesiące potem nastąpiła zmiana i nowy trener już go w składzie nie czuł jak poprzedni. Popełniliśmy też sporo błędów we wprowadzaniu tego zawodnika do zespołu, do nowego środowiska. Wiedząc o jego charakterze, o tym że potrzebuje wsparcia i motywacji, poczucia że jest potrzebny, odsunęliśmy go.

On przyszedł z małego Stromgodset Drammen, by wpaść na ścianę oczekiwań i krytyki.

- Artjoms Rudnevs też był z małego TE Zalaegerszeg, a sobie poradził. Gergo Lovrencsics z Lombardu Papa również.

O co wam chodziło z transferem Denisa Thomalli? Przecież to katastrofa.

- Rzeczywiście, czego innego oczekiwaliśmy, ale on został potraktowany bardzo ostro.

Ostro? Od lata nie strzelił gola! jak należało go w tej sytuacji potraktować?

- Kiedy rozpoczął się hejt na Thomallę?

Kiedy zaczął się kopać po głowie.

- Rozpoczął się niemal od razu, po lipcowym meczu z FC Basel, a kulminacja nastąpiła po meczu z Podbeskidziem. Można to sprawdzić. I już we wrześniu miał na plecach balast nie do udźwignięcia. Już wtedy słyszał, że jest do niczego i Lech potrzebuje nowego napastnika. Łukasz Teodorczyk dostał takie zaufanie, choć w pierwszych 16 meczach miał jednego gola, czyli mniej niż Thomalla. Dostał je również Zaur Sadajew, choć już w grudniu, po pół roku gry wielu chciało go odesłać do Czeczenii. A Denis zderzył się z hejtem i ma rację, rzeczywiście zrobiono z niego kozła ofiarnego już we wrześniu, odpowiedzialnego za 16. miejsce w tabeli. Nikt nie patrzył na to, że w lipcu i sierpniu grał we wszystkich meczach, bo Marcin Robak i Dawid Kownacki byli kontuzjowani. Nie rotowaliśmy Denisem aż do trenera Jana Urbana.

Przyszły rotacje i nadal nie strzelał.

- Dlatego zapadła decyzja o wypożyczeniu go do 1. FC Heidenheim. Nie spełnił oczekiwań, rozczarował nas. Pomyliliśmy się, przyznaję, ale nie w ocenie jego umiejętności, ale znów we wprowadzaniu go do zespołu i braku wsparcia. Przecież jeszcze w Superpucharze i z FC Basel piłka mu nie odskakiwała, grał na jeden kontakt z kolegami z zespołu, wypracowywał sytuacje. Źle oceniliśmy jego odporność na presję i krytykę. Łukasz Teodorczyk sobie z nią radził, miał to gdzieś, Zaur Sadajew też przechodził obok tego. Denisa Thomallę to złamało.

Odejście Denisa Thomalli stawia sprawę jasno - Lech potrzebuje teraz nowego napastnika. Przyjdzie?

- Potrzebuje. Czy przyjdzie, to się okaże.

Jak to? Mógłby nie przyjść? Jak wtedy grać? Marcinem Robakiem, który do formy może dojść na koniec wiosny?

- Mistrzostwo Polski zdobyliśmy, grając bez typowego napastnika.

Sadajew! Sadajew!

- Nie był typowym napastnikiem z pozycji określanej na boisku numerem 9. Dla jasności podkreślę bardzo wyraźnie - chcemy, by napastnik przyszedł, pracujemy nad tym i czujemy taką potrzebę. Mamy dwóch, trzech kandydatów, ale jeśli ich nie zdołamy sprowadzić, nie zatrudnimy nikogo innego na siłę. Na pokaz.

Brzmi to niepokojąco.

- Ale szczerze i jasno, bez opowiadania bajek. Kiedy odchodzili Lewandowski, Rudnevs, Teodorczyk, wszyscy też się niepokoili. Teraz niepokoją się po odejściu Hämäläinena. A my nadal będziemy walczyli o mistrzostwo, jak co roku. I które potrafimy zdobywać. Odpowiedzialność za zdobywanie bramek muszą przejmować inni zawodnicy, nie może ona spoczywać na barkach jednego napastnika. Więcej szans musi dostawać Dawid Kownacki, ale on też nie może być jedynym odpowiedzialnym. Nie ściągniemy napastnika tylko po to, żeby jakiegoś mieć. Ściągniemy takiego, który nam pasuje i żadnego innego.

Od września jakoby był hejtowany Denis Thomalla, zatem był czas by poszukać kogoś odpowiedniego. Mamy się przygotować na brak takiego wzmocnienia?

- Trwają negocjacje, mogą potrwać i nie wiemy czym się zakończą. Sytuacja, że napastnik nie przyjdzie jest możliwa.

Nie mam pojęcia, jak wtedy chcecie walczyć o tytuł.

- Borussia Dortmund wiedziała o tym, że odda Roberta Lewandowskiego do Bayernu Monachium ze sporym wyprzedzeniem. Miała czas, by znaleźć nowego napastnika. Nie znalazła do tej pory. Nie chciała obojętnie kogo. Gra Aubameyangiem, który klasycznym snajperem nie jest i gra bardzo dobrze.

Czy rozmawiacie z Artjomsem Rudnevsem?

- Prowadziliśmy z nim rozmowy, ale w tym wypadku wielką trudnością jest jego wynagrodzenie w Hamburgu. Rzadko kiedy trafia się taki piłkarz zagraniczny, który tak bardzo identyfikuje się z klubem. Artjoms tak ma i to cieszy, chcielibyśmy by do nas wrócił, jesteśmy w stałym kontakcie, regularnie nas odwiedza, ale czy wróci na dłużej dziś trudno to powiedzieć.

Kasper Hämäläinen i Denis Thomalla to nie wszystko. Przecież jest bardzo możliwe, że zimą odejdzie Karol Linetty. Ma klauzulę odstępnego.

- Nie potwierdzam tego. Ma natomiast z nami umowę dżentelmeńską, że gdy pojawi się oferta dla niego dobra, zgodzimy się na transfer.

Jeżeli odejdzie Karol Linetty, co to zmieni w kwestii transferów.

- Niczego to nie zmieni.

No jak to? Przecież będziecie mieli sporą sumę na górkę. Mowa była o tym, że Lech do zblilansowania budżetu potrzebuje albo awansu do fazy grupowej pucharów, albo sprzedaży jednego gracza. Za chwilę mogą zaistnieć obie te okoliczności. Na co pójdą pieniądze ze sprzedaży Linettego?

- Na transfery, Akademię i działalność bieżącą, ale niekoniecznie teraz. Nie dokonamy ich na łapu capu, bo nie tak działamy w Lechu Poznań. My nie kupujemy nie dlatego, że nie mamy kasy, ale dlatego że szukamy odpowiadających nam wzmocnień. Zimą, w środku sezonu trudniej znaleźć takich zawodników, jedynie jedna czwarta sezonowych transferów odbywa się w tym okresie. Dlatego ważniejsze jest letnie okno transferowe i proszę zwrócić uwagę, że wówczas dokonujemy kluczowych transferów. Planujemy je z myślą o letnich okienkach.

Sprowadziliście Hiszpana Sisiego za namową trenera Jana Urbana?

- Zawodnika tego znaliśmy z czasów gry w Osasunie, mieliśmy go na liście i raportował go nasz skaut z Hiszpanii. Nie był jednak naszym celem, zwłaszcza wtedy, ale znaliśmy go już. Przyszedł trener Urban, który do naszych obserwacji dołożył wiedzę o mentalności zawodnika, o jego charakterze i przydatności. To złożone razem dało transfer. Uważam, że to idealna korelacja transferowa, wiedza skautów i trenera.

Przed chwilą mówiliśmy o tym, jak zmieniła się sytuacja Muhameda Keity po zmianie na stanowisku trenera w Lechu. FC Basel nie nauczyło was, że to nie trener powinien decydować o transferach?

- I nie decyduje, ale musi brać w nich udział. W FC Basel trener też to robi i ma weto transferowe, jak u nas. Nie dostaje graczy, których nie chce i nie sprowadza też swoich.

A Dariusz Dudka chociażby?

- Chcieliśmy go ze względu na jego doświadczenie.

Ale nie trafił tu przed trenerem Skorżą.

- Bo byli Bartosz Ślusarski i Rafał Murawski, którzy takiego doświadczenia dostarczali. Mistrzostwo Polski w 2015 roku zdobyliśmy składem bardzo młodym. Chcieliśmy dodać doświadczenia. Trener Skorża nie stawiał nam warunków transferowych. Nie zgadzamy się na to, to byłoby niebezpieczne dla klubu. Miał jednak prawo wskazać swoje zapotrzebowanie i współpraca trenera ze skautingiem jest kluczowa przy decyzjach transferowych.

Dlaczego wstrzymaliście się z ofertą nowego kontraktu dla Gergo Lovrencsicsa? Chodzi o wywarcie na nim presji, by grał lepiej?

- Nie inaczej. Liczymy na to, że Gergo ustabilizuje formę i w walce o wyjazd na Euro 2016 i nowy kontrakt, dostarczy nam wiosną wiele jakości. Nie rezygnujemy z niego, chcemy by u nas grał.

Kiedyś chcieliście go sprzedać. Nie udało się. Dlaczego?

- Myślę, że z powodu braku stabilizacji formy.

Macie teraz kilku graczy z wygasającymi kontraktami, jak on, Barry Douglas, Marcin Kamiński. Nie boicie się, że oni też trafią do Legii?

- Nie, nie boimy się. Dobrze pracujemy w akademii i skautingu. Już po Bereszyńskim i Bieliku wiemy więc, że Legia będzie chciała naszych piłkarzy, ale nie przeraża nas to. Tomasz Kędziora i Karol Linetty mieli od niej propozycje i odmówili.

Kasper Hämäläinena nie odmówił. Przetarł szlak.

- My z Legią chcemy walczyć swoimi sposobami i nie damy się wciągnąć w rywalizację, którą nam proponuje. Często się mówi, że Legia się zbroi i że zdominuje ligę, ale póki co tego nie zrobiła.

Uważacie, że Lech przygotował się na odejście Fina?

- Tak. Dowodem jest transfer Macieja Gajosa dokonany już latem. To była nasz ruch uniezależniający się od Kaspra Hämäläinena, bo już wtedy przewidywaliśmy, że odejdzie. Nie do Legii, ale że wyjedzie z kraju. Nie było to łatwe, bo to ważny gracz i sporo dla nas robił. Od pół roku jednak mamy Macieja Gajosa, jest Darko Jevtić, a i Karol Linetty także grywa wyżej. To nie przypadek. Opcji na tej pozycji mamy sporo.

Czy to prawda, co mówi Ricardo Alonso, że negocjował z Lechem przejście tu Marco Paixao?

- Sondowaliśmy taką możliwość, bo ten gracz nas interesował. Tylko tyle. Marco Paixao miał ciężką jesień, menedżer szukał dla niego różnych opcji. Sondowaliśmy, ale zorientowaliśmy się, że Ricardo Alonso nie jest partnerem do tego typu rozmów i nie ma przełożenia na Marco Paixao.

Chcieliście Adama Gyurcso?

- W grudniu dostałem od jego menedżera SMS. Odpisałem, że nie chcemy. Od lat go obserwowaliśmy, ale realnie jego pozyskanie rozważaliśmy wtedy, gdy ostatecznie trafił do nas Gergo Lovrencsics. Oglądaliśmy i analizowaliśmy go, gdy graliśmy z Videotonem. Bardziej z ciekawości.

Ile jest prawdy w doniesieniach prasy rumuńskiej, że intensywnie oglądacie tam graczy?

- Prasa rumuńska sprzedała nam już trzech albo czterech zawodników (śmiech).

Pamiętam, że mówiliście, iż z krajów Europy Wschodniej odpada właśnie Rumunia, bo ceny tam jak na "Batorym".

- Tak było, ale zmienia się. Kryzys ekonomiczny i finansowy rumuńskich klubów otwiera możliwości. Obserwujemy tę ligę, ale pamiętajmy że od trzech lat obserwujemy też hiszpańską i dopiero teraz mamy pierwszego Hiszpana. W 2008 roku zaczęliśmy przyglądać się Szwecji i po latach doszło do pierwszego transferu.

Te nieosiągalne 400 tysięcy euro rocznego kontraktu wciąż chodzi mi po głowie. Kiedy Lech będzie w stanie tyle płacić nie na zasadzie ekstrawagancji, ale standardowo?

- Według naszych symulacji, za trzy-cztery lata. Życie jednak weryfikuje symulacje.

Wam co chwilę życie coś weryfikuje.

- Na razie od 3 lat realizujemy dokładnie wszystkie nasze założenia ekonomiczne, krok po kroku, co m.in. umożliwiło o czym już wspominałem nowe transfery na coraz szerszą skalę, poszerzenie składu I drużyny do niespotykanej przedtem liczby zawodników, ale tez wzrost przeciętnego wynagrodzenia w zespole. Nie zapominajmy także o rosnących nieustannie nakładach na Akademię Lecha to jest nasz priorytet. Kierunek pozostaje jednak niezmienny, modyfikują się sposoby dojścia do celu.

Więcej o:
Komentarze (57)
Lech Poznań nie sprowadzi zimą napastnika? Wiceprezes Piotr Rutkowski: Mamy kandydatów, ale nie musi się udać [ROZMOWA]
Zaloguj się
  • sternickone

    Oceniono 13 razy 9

    Prawda ,przy całym szacunku dla Lecha,jest taka. Z takim podejściem nigdy w Poznaniu nie będzie klubu na europejskim poziomie.Ba. Mistrzostwo Polski też będzie miłą niespodzianką raz na 5,7 lat.

  • marce1977

    Oceniono 21 razy 9

    Mam wrażenie jak bym czytał wywiad z rzecznikiem PiS. Dziennikarz pyta się dlaczego jest do d... a on na to jak jest pięknie i co robią by było jeszcze bardziej. Np szeroka kadra - 31 zawodników - to chyba z wypożyczonymi i chorymi/kulawymi. Bo przy 31 chłopa w 18 meczowej nie ma JEDNEGO normalnego (nie hiper mega) napastnika tylko jego "protezą był Kaspar który też odszedł. Niech policzy zdrowych, będących na poziomie Ekstraklapy a nie na zasadzie "szt. jest szt. choć towar wybrakowany".

  • kabza1605

    Oceniono 14 razy 6

    Cała Polska widzi że Lech potrzebuje dobrego napastnika. Tylko ten typek tego nie widzi. Żałosne

  • freon

    Oceniono 11 razy 5

    Zaraz się okaże, że Sisiego obserwowali od kołyski. Jak się urodził to stał nad nim Piotr Rutkowski z notesikiem i zapisywał jego dane. Nie wiem po co rozmawiać z takim młotem. On ma kandydatów do gry w ataku? Chyba z Kiribati i to dopóki nie pójdą do Pogoni. Czarno widzę przyszłość Lecha z takim kimś u steru.

  • dryfulec

    Oceniono 8 razy 4

    Dajcie już spokój. Lech za tego zarządu już stał się karykaturą swoich własnych ambicji, jest śmieszny i żałosny jednocześnie, a tego rodzaju teksty tylko pogłębiają jego upadek. Wstyd czytać.

  • maciej.forum

    Oceniono 8 razy 4

    Osobiście uważam że w tym sezonie pierwsza ósemka to będzie sukces.

  • serbinek26

    Oceniono 8 razy 4

    7-8 lat temu pytanie do Rutkowskiego- Kiedy Lech dobije so sredniakow europejsskich ? Odpowiedz- za 3-4 lat sta nas bedzie na zakupy pilkary za milion euro i gaze 500 tys rocznie....widocznie czas sie zatrzymal

  • korkand

    Oceniono 8 razy 4

    "Odtąd już tylko próbowaliśmy go przekonać, żeby został w kraju i tyle." - no i przekonaliście, został w Polsce.

  • miromaz

    Oceniono 8 razy 4

    Cienias jesteś i tyle, i nie zachowuj się jak chłopczyk w piaskownicy...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX