Lech Poznań - Zagłębie Lubin 2:0. Szymon Pawłowski: Powinienem się lepiej zachować i zdobyć drugą bramkę

W meczu z Zagłębiem Lubin drugiego gola dla Lecha Poznań strzelił Szymon Pawłowski. Skrzydłowy miał jeszcze jedną doskonałą okazję do wpisania się na listę strzelców, ale spudłował.
W 64. minucie Szymon Pawłowski otrzymał świetne podanie od Kaspra Hamalainena między obrońców Zagłębia Lubin i w sytuacji sam na sam pokonał bramkarza rywali. Trzy minuty później skrzydłowy Kolejorza miał niemal identyczną sytuację, ale tym razem nie trafił w bramkę Miedziowych. - Nie zabrakło mi szczęścia, tylko ja powinienem się lepiej zachować - ocenił siebie krytycznie Pawłowski. - Ta druga sytuacja była nawet dużo łatwiejsza niż ta pierwsza, ale przede wszystkim źle trafiłem w piłkę, a poza tym teraz już wiem, że powinien próbować minąć bramkarza, a nie od razu strzelać - przyznał skrzydłowy Kolejorza, który uważa, że zwycięstwo mistrzów Polski było w pełni zasłużone. - Na pewno cieszy nas to, że wygraliśmy kolejny mecz i podtrzymaliśmy dobrą serię. W kolejnym spotkaniu nie straciliśmy też gola. Myślę, że zagraliśmy dobre spotkanie, bo stworzyliśmy kilka dobrych okazji do strzelania goli. Cieszymy się, że robimy kolejny kroczek w górę tabeli - powiedział.

Szymon Pawłowski nie cieszył się zbyt ostentacyjnie po zdobytej bramce, a po meczu podszedł pod sektor kibiców Zagłębia. To z tego klubu skrzydłowy trafił do Kolejorza. - Sześć i pół roku grałem w Zagłębiu, tam dostałem szansę pokazania się w ekstraklasie, mam duży sentyment do tego klubu, kibiców i tego miejsca. Tak jakoś sobie założyłem, że po bramkach z Zagłębiem nie będę się mocno cieszył. Na pewno w duchu się cieszyłem, że strzeliłem kolejną bramkę, ale nie chciałem jakoś tego pokazywać - wyjaśnił.

Po meczu Szymon Pawłowski żałował, że był to prawdopodobnie ostatni występ na stadionie przy Bułgarskiej Kaspra Hamalainena, któremu w grudniu wygasa kontrakt z poznańskim klubem, a rozmowy na temat jego przedłużenia nie są prowadzone. - Wszyscy wiemy, że są nikłe szanse na to, żeby Kasper został w Poznaniu. Jeśli dzisiaj się pożegnał z publicznością to wychodzi na to, że nas opuszcza. Pewnie dowiemy się wszystkiego w szatni po ostatnim meczu. Zawsze szkoda tak dobrego zawodnika, który daje tyle drużynie - powiedział.

Dzięki wygranej nad Zagłębiem piłkarze Lecha awansowali na piąte miejsce w tabeli ekstraklasy. Jeśli utrzymają tą lokatę też po ostatnim meczu z Piastem Gliwice to zostaną im wypłacone premie, które zostały wstrzymane po fatalnych wynikach na początku sezonu. - Tak? No to super - uśmiechał się Pawłowski. - My powtarzamy, że cieszymy się, że wygrywamy kolejne mecze, bo ten impuls był nam potrzebny, bo przecież wiedzieliśmy od początku, że mamy dobry zespół, tylko gdzieś to wszystko się zacięło. Teraz to super wygląda i miejmy nadzieję, że w ostatnim meczu podtrzymamy to i wygramy siódmy mecz z rzędu.

Piłkarze Lecha będą mieli cały tydzień na to, żeby przygotować się do meczu z Piastem. To w porównaniu do ostatnich tygodni, gdy mistrz Polski grał co trzy dni, niezwykle komfortowa sytuacja. - Możemy zwariować, tyle wolnego czasu - żartował Pawłowski, który żałuje, że rozgrywki w tym roku już się kończą. - Wiadomo, że bardzo dużo meczów zagraliśmy i gdzieś odczuwamy zmęczenie, ale jak wszystko się układa dobrze, to każdy chce grać. Został nam jeden mecz, na tym jednym musimy się skupić, żeby dopisać trzy punkty po meczu z Piastem i wtedy wiosną będziemy się zastanawiać co dalej - powiedział Pawłowski.