Liga Europejska. Dariusz Skrzypczak: FC Basel nie odpuści Lechowi Poznań [ROZMOWA]

- Lech Poznań nie ma co liczyć na rozprężenie FC Basel, ale właśnie teraz ma największe szanse, by wreszcie pokonać ten zespół - uważa były gracz Kolejorza Dariusz Skrzypczak, który od lat mieszka w Szwajcarii, ale w czwartek będzie przy Bułgarskiej


Rozmowa z Dariuszem Skrzypczakiem, byłym piłkarzem Lecha Poznań

Piotr Leśniowski: Lech Poznań przegrał w tym sezonie wszystkie trzy mecze z FC Basel. A teraz musi wygrać ze Szwajcarami, jeśli chce myśleć o wyjściu z grupy. Czy to jest w ogóle możliwe?

Dariusz Skrzypczak: Oczywiście! Są dwie główne przesłanki, które pozwalają Lechowi myśleć o sukcesie. Przede wszystkim sam zaczął wreszcie grać na miarę swoich możliwości, a poza tym FC Basel przyjedzie do Poznania mocno osłabione.

W kadrze gości z powodu kontuzji lub żółtych kartek może zabraknąć aż dziesięciu piłkarzy.

- Najpoważniejsze straty to brak środkowego obrońcy Marka Suchego i najlepszego strzelca Marca Janko. Obaj są zawieszeni za kartki. A ponieważ kontuzjowany jest też drugi podstawowy stoper Daniel Hoegh, to robi się już duże osłabienie defensywy.

Kontuzjowany jest jeszcze pierwszy bramkarz Tomas Vaclik, a pod znakiem zapytania stoi występ dwóch ważnych pomocników Shkelzena Gashiego i Zdravko Kuzmanovicia.

- Dlatego właśnie mówię o mocno osłabionym zespole z Bazylei. To fakt. Nie zapominajmy jednak, że mecz zaczyna się od 0:0 i nikt Lechowi nie da wygranej tylko dlatego, że rywal gra tzw. drugim garniturem. Powiem więcej, na boisko wyjdą piłkarze, którzy dotychczas grali niewiele i będą chcieli pokazać się trenerowi. Tacy przeciwnicy są często bardzo niewygodni.

FC Basel skończyło właśnie rozgrywki ligowe, ma 10 punktów przewagi nad drugim zespołem w tabeli, a w Lidze Europejskiej ma pewne pierwsze miejsce i wyjście z grupy. Czy Lech może liczyć na rozprężenie rywali?

- Znam mentalność Szwajcarów i na to bym nie liczył. Oni mają takie podejście, że są pracownikami klubu FC Basel i ich obowiązkiem jest dawanie z siebie stu procent na każdym treningu, w każdym meczu. Owszem, bezpieczna przewaga w lidze i pierwsze miejsce w grupie w pucharach dają pewien komfort psychiczny drużynie, ale żadnej taryfy ulgowej dla Lecha nie będzie, bo Szwajcarzy lubią, jak wszystko jest załatwione od A do Z. A granie dla nich jeszcze się w tym roku nie skończyło.

A mogą pomyśleć tak: jeśli Lech wygra z nami, to być może pozbędziemy się silniejszej Fiorentiny z dalszej części rywalizacji w Lidze Europejskiej?

- Wiem, o czym pan mówi, ale takie myślenie w ogóle nie wchodzi w grę u Szwajcarów. Oni nie będą kalkulowali. Przed sezonem mieli za cel awans do Ligi Mistrzów. Gdy z niej odpadli, szefowie klubu wymagali, by zespół zagrał na wiosnę w Lidze Europejskiej i ten cel drużyna już osiągnęła. A to, czy obok nich z grupy wyjdzie Fiorentina, Lech czy Belenenses jest już Szwajcarom obojętne.

Czy dotarły do nich wieści o kolejnych zwycięstwach i odrodzeniu Lecha Poznań w polskiej lidze?

- Do mnie tak, bo śledzę występy Lecha od wielu, wielu lat. I cieszę się, że wreszcie karta się odwróciła. W Szwajcarii jednak nikt się tak losami Lecha nie interesuje, co nie znaczy, że FC Basel po trzech wygranych nad Kolejorzem teraz go zlekceważy. Jestem przekonany, że wysłannicy klubu oglądali Lecha i przekazali swoje spostrzeżenia trenerowi Ursowi Fisherowi.

Pan też przyjechał do Poznania.

- Tak, będę też oczywiście na meczu.

Jakiego widowiska możemy się spodziewać w czwartek?

- Myślę, że to będzie bardzo ciekawy mecz dla kibiców: przede wszystkim otwarty, toczony w dobrym tempie, z dużą liczbą sytuacji podbramkowych. Jeżeli Lech pierwszy strzeli gola, będzie miał naprawdę dużą szansę na sukces. W tych trzech wcześniej przegranych meczach tego mu właśnie zabrakło, choć okazje były. Uważam, że właśnie teraz Kolejorz ma największe szanse na to, by pokonać wreszcie FC Basel.

Co pan w ogóle sądzi o przemianie Lecha od czasu przyjścia trenera Jana Urbana?

- Nie jestem blisko drużyny, więc trudno mi powiedzieć, co tak naprawdę się w niej zmieniło. Z zewnątrz natomiast rzucają się w oczy dwie kwestie. To, że Lech wreszcie wykorzystuje szanse, które ma, a do tego bardzo poprawił grę obronną. Właściwie nie traci bramek. Za trenera Macieja Skorży, szczególnie w polskiej lidze, Lech grał w piłkę lepiej od większości swoich rywali, ale co z tego, skoro nie potrafił postawić kropki nad "i". Przegrywał, a co najwyżej remisował. Teraz zmiana jest wyraźna, zespół złapał wiatr w żagle i Lech jest teraz zdolny do tego, by sprawić niejedną niespodziankę.

Gdy Lech się odradzał, akurat drużynę z Bazylei dopadł kryzys. W listopadzie zaliczyła po kolei dwie porażki i remis.

- Nawet jeżeli zgodzimy się, że to był kryzys, to FC Basel ma go już za sobą. Ten zespół ma taki styl, że zawsze chce mieć inicjatywę i w lidze gra tak co tydzień. Rywale zaś wychodzą na boisko, by koniecznie utrzeć nosa mistrzowi i liderowi. Faktycznie, dwóm zespołom [Grasshopperowi Zurych i St. Gallen] udało się wygrać. Z tamtych spotkań płyną pewne wskazówki dla Lecha, bo jeśli Basel traci jedną czy dwie bramki, to często gubi pewność siebie.

Do Poznania Szwajcarzy przylecą po wyjazdowej wygranej 2:0 z FC Thun.

- Oglądałem ten mecz przed podróżą do Polski i powiem tak: widać, że FC Basel nie jest w najwyższej formie. Gospodarze byli lepszym zespołem w tym meczu, mieli więcej sytuacji podbramkowych, ale je marnowali. Zdecydowała skuteczność drużyny, a raczej obecność takiej klasy napastnika jak Marc Janko. Przez całe spotkanie był niewidoczny, a potem wykorzystał dwie okazje, które miał, i to wystarczyło. Ale właśnie Marca Janko zabraknie w Poznaniu.

Wierzy pan w awans Lecha do 1/16 finału?

- Wiadomo, że po remisach z Belenenses Lech nie zależy tylko od siebie. Czy wierzę? Odpowiem tak: życzę Lechowi, żeby rozstrzygnął losy meczu z FC Basel na swoją korzyść, żeby piłkarze mogli powiedzieć po meczu, że zrobili to, co do nich należało. To jest najważniejsze, a jeśli jeszcze mecz Fiorentiny z Belenenses ułożyłby się po myśli Lecha, to...

Rozmawiał Piotr Leśniowski

W czwartek Lech Poznań...
Więcej o: