Nowy trener Śląska Wrocław prowadził kiedyś Lecha Poznań. Był tu "katem" i zasłynął z "pokerowej zagrywki"

Romuald Szukiełowicz został trenerem Śląska Wrocław, ostatniej drużyny w tabeli ekstraklasy. Był nim już dwadzieścia lat temu, a do Śląska trafił wówczas wprost z Lecha Poznań, w którym pracował przez rok.


W latach 90. XX wieku Romuald Szukiełowicz był jednym z niewielu trenerów, którzy przepracowali cały sezon z "Kolejorzem". Trafił na Bułgarską latem 1994 roku, gdy sekcja piłkarska oddzieliła się od pozostałych i utworzono Poznański Klub Piłkarski Lech, który po niemałych perturbacjach zastąpił Kolejowy Klub Sportowy Lech.

Wrocławski szkoleniowiec zapowiedział na dzień dobry, że jego zespół będzie lokomotywą, która będzie uciekała przeciwnikom na boisku. - Będziemy tak przygotowani do rozgrywek, że od 70. minuty zaczniemy odjeżdżać rywalom - mówił. Jak czytamy w "Encyklopedii Fuji", "Szkoda, że zazwyczaj na boisku było odwrotnie. Piłkarze narzekali, że nie mają sił biegać w końcówkach meczów. Szukiełowicz wśród piłkarzy za »kata «. Gdy lechici pokonali 2:0 Katowice, które kilka dni wcześniej wyeliminowały z pucharów fracuski zespół z Bordeaux, Szukiełowicz mówił podniecony: - W szatni każdy leżał umęczony. Tak musi wyglądać zespół po meczu. Wypowiedź po kolejnym meczu była w podobnym tonie: - Boisko jest odpowiednio zryte butami piłkarzy. Znaczy to, że chłopcy walczyli".

Zespół z debiutującymi w ekstraklasie Piotrem Reissem i Bartoszem Bosackim, a także m.in. Pawłem Wojtalą, Jackiem Bąkiem, Waldemarem Krygerem, Markiem Rzepką, Mirosławem Trzeciakiem czy Jackiem Dembińskim skończyła sezon na szóstym miejscu w ekstraklasie. Największą szansę na zakwalifikowanie się do europejskich pucharów "Kolejorz" miał w Pucharze Polski, ale w półfinale odpadł z GKS Katowice. Po 90 minutach był remis 1:1 i wynik nie zmienił się w dogrywce. W jej ostatniej minucie Romuald Szukiełowicz zdecydował się na - jak to później określano - "pokerową zagrywkę". Zdjął z boiska Jacka Przybylskiego, ale wcale nie zdecydował się na Roberta Mioduszewskiego. Ci dwaj bramkarze bronili wówczas na zmianę w lidze. Trener postawił na Jacka Rucińskiego, mimo że ten w całym sezonie zagrał tylko jedno spotkanie w ekstraklasie. - Wystawiłem Rucińskiego, bowiem z całej trójki bramkarzy on najlepiej broni jedenastki - tłumaczył po meczu Romuald Szukiełowicz ten manewr.

Manewr nieudany, bo Jacek Ruciński nie obronił żadnego z czterech strzałów graczy GKS: Mariana Janoszki, Krzysztofa Maciejewskiego, Piotra Świerczewskiego i Jerzego Brzęczka. Dla Lecha trafili tylko Jacek Dembiński i Ryszard Remień, a Marek Rzepka kopnął w słupek, zaś Marek Czerniawski w ogóle nie trafił w bramkę Janusza Jojki.

Po sezonie umowa Romualda Szukiełowicza z Lechem Poznań nie została przedłużona. Największym chyba osiągnięciem tego trenera było zwycięstwo przy Łazienkowskiej w Warszawie z Legią. Jedyny w meczu gol Jacka Dembińskiego przerwał blisko trzyletnią passę meczów gospodarzy bez porażki na swoim stadionie.

W połowie 1995 roku "Kolejorza" przejął Zbigniew Franiak, dotychczasowy trener rezerw.