Liga Europejska. Lech Poznań zagra tam, gdzie kiedyś zbierała się elita

Jeszcze półtora miesiąca temu wydawało się, że Lech Poznań zaprzepaścił szanse na wyjście z grupy Ligi Europejskiej. Przyszedł Jan Urban i je odzyskał. Ale by tego nie zmarnować, dzisiaj musi pokonać Belenenses.


Podróż z dworca Cais do Sodre do położonej na zachód Lizbony dzielnicy Belem trwa 40 minut. Zabytkowy, żółty tramwaj leniwie mija kręte i wąskie uliczki stolicy Portugalii. Zanim dotrze do celu, wydaje się trwać to wieczność. A to ledwie kilka kilometrów. Dziś dzielnica zajmuje miejsce na obrzeżach centrum, ale w ubiegłym stuleciu, gdy powstawało Belenenses i odnosiło największe sukcesy w swojej historii, były to odległe przedmieścia Lizbony.

Centrum Lizbony niczym nie różni się od innych europejskich stolic, gdzie gwar ulicy miesza się z głosami w licznych językach. W Belem jest inaczej, ciszej, jakby dostojniej. Też nie brakuje turystów, którzy zwiedzają liczne zabytki (choćby okazały pomnik odkrywców), pozostałości po czasach wielkich odkryć geograficznych. To z Belem (po portugalsku po prostu Betlejem) wyruszali w rejs najwięksi żeglarze z Vasco da Gamą na czele. To tutaj też przypływali imigranci z licznych kolonii portugalskich. Specjalnie osadzano ich w Belem, z dala od centrum miasta. Dlatego też to tutaj, wokół stadionu Estadio do Restelo, budowano ambasady i placówki dyplomatyczne tych krajów.

Belenenses powstało więc w jakimś stopniu jako awangarda do istniejących już i uwielbianych przez zwykłych Portugalczyków Benfiki i Sportingu.

- Przez lata na mecze Belenenses chodzili głównie oficjele, artyści czy politycy. Tak zwana elita - tłumaczy mi Marcin Zatyka, korespondent Polskiej Agencji Prasowej w Lizbonie. Dziś klub wciąż cieszy się sympatią elit, ale już dużo mniejszą. Na czwartkowy mecz przyjdzie dwa i pół, może trzy tysiące kibiców (przy pojemności obiektu 22 tys. miejsc). I to biorąc pod uwagę to, że bilety można było kupić już za 7,5 euro, czyli mniej niż na mecz Lecha. - Nawet gdyby bilety były jeszcze tańsze, to i tak nie byłoby więcej kibiców - z rozbrajającą szczerością przyznaje jeden z portugalskich dziennikarzy.

Dziś to Belenenses, które wciąż jest awangardą w portugalskiej piłce (składa się niemal z samych Portugalczyków, a od Ligi Europejskiej woli ligę krajową) będzie rywalem Lecha Poznań w najważniejszym obecnie meczu dla "Kolejorza". Przed mistrzem Polski nieoczekiwanie otworzyła się bowiem szansa na wyjście z grupy. Żeby szansa nie zgasła, lechici nie mogą w Portugalii przegrać, a najlepiej, gdyby wygrali, bo wtedy losy awansu będą zależały tylko od nich. - Przyjechaliśmy tu pewni swego celu. To dla nas oczywiste, że chcemy wygrać po to, żeby ostatni mecz z Basel był o wyjście z grupy - zapewnia obrońca Lecha, Marcin Kamiński. - Uważam, że w tej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, brak awansu spowodowałby w naszym zespole spore rozczarowanie - dodaje.

"Kolejorz" złapał wiatr w żagle. Ostatnie zwycięstwa mocno podniosły morale w drużynie. - Dobrze to wygląda. Awansowaliśmy do półfinału Pucharu Polski, w lidze zaczynamy wychodzić z dołka, a europejskich pucharów nie możemy odpuścić, bo zbyt długo na nie czekaliśmy - nie ma wątpliwości Kamiński.

Trener Jan Urban przywiózł do Lizbony praktycznie najsilniejszy skład. Poza długotrwale kontuzjowanymi Marcinem Robakiem i Dawidem Kownackim nie przyleciał jedynie Paulus Arajuuri. - Paulus został w Poznaniu i odpoczywa. Nie, nic mu nie jest - wyjaśnia szkoleniowiec Lecha.

Jan Urban dał się już poznać jako zwolennik częstych zmian składu drużyny. Grając na trzech frontach, w każdym meczu potrafił wystawić zupełnie inną jedenastkę. - Teraz te rotacje też będą, bo muszą być - potwierdza. Już w niedzielę w Gdańsku Lech zmierzy się z Lechią.

- Na razie myślimy jednak tylko o Belenenses - przekonuje Kamiński. Gospodarze też mają jeszcze nadzieje na awans i też muszą wygrać, a potem w ostatniej kolejce wspiąć się na wyżyny swoich możliwości i pokonać Fiorentinę. Remis Lecha z Belenenses sprawi, że obie ekipy wypuszczą z rąk kwestię wyjścia z grupy i będą zdane na wyniki konkurencji. - Myślę, że nikt się nie spodziewał, że Lech i Belenenses mogą na poważnie włączyć się do walki o awans. Ale to właśnie Lech i Belenenses doprowadziły do takiej ciekawej sytuacji w grupie. I teraz w nagrodę jedno z nas będzie miało szansę na wyjście z grupy - uważa Urban. - Najgorsze, co możemy zrobić, to zremisować. I jedni, i drudzy - dodaje szkoleniowiec Kolejorza.

Mecz Lecha z Belenenses o godz. 19 czasu polskiego. Do Lizbony przyjedzie około 450 kibiców z Poznania.