Jak wygląda dzień przed meczem Lecha Poznań? Sprawdziliśmy

LUKASZ OGRODOWCZYK

Kibice Lecha Poznań przychodzą na stadion krótko przed meczem i nie wiedzą, co dzieje się, zanim się on rozpocznie. A przygotowania do każdego meczu Kolejorza trwają bardzo długo. Sprawdziliśmy, co dzieje się na stadionie w ostatnich 24 godzinach.
Kto stoi za projektem "mecz"? Docieramy do osób, bez których piłkarskie spotkanie byłoby mniej efektowne, mniej bezpieczne i słabiej zorganizowane. Zaglądamy za kulisy.

Dzieci w eskorcie

Moment wyjścia piłkarzy na boisko to dla młodych matek najważniejszy fragment piłkarskiego widowisk. Radość z oglądania swojej pociechy na boisku przy Bułgarskiej słono jednak kosztuje. Miejsce w dziecięcej eskorcie sprzedawane jest na zasadzie pakietów, których ceny wahają się między 300 a 1400 złotych. Każdy z nich zawiera wyprowadzanie piłkarza na boisko, ale różnią się dodatkami typu najlepsze miejsce na trybunach (dla dziecka i rodzica), catering, oprowadzanie po stadionie, gadżety (koszulka, szalik, fankarty), zdjęcia z piłkarzami, wjazd na parking.

- Do dziecięcej eskorty można trafić albo poprzez udział w akcji organizowanej przez klub, albo w ramach prezentu, który młodym kibicom mogą przygotować najbliżsi. Zainteresowaniem cieszą się zwłaszcza pakiety obejmujące wyprowadzanie piłkarzy Lecha i trójki sędziowskiej. Zawodnicy zespołu przyjezdnego? No, tu już wiele zależy od tego, z kim gramy - tłumaczy Weronika Tadeusz, która nadzoruje dziecięcą eskortę. Sama przed meczem ma mnóstwo roboty przy próbach zapanowania nad ponad dwoma tuzinami maluchów: - Na 90 minut przed meczem musimy już być gotowi, bo trzeba dzieci poinstruować, przeszkolić, rozebrać, ubrać, opatrzyć kolano, przyprowadzić na chwilę rodziców. Czasami trzeba poprosić o pomoc mamę lub tatę, bo trzy- lub czterolatek może samemu nie udźwignąć stresu, dlatego staramy się angażować w eskortę nieco starsze dzieci. Po meczu, gdy maluchy spotykają się jeszcze z piłkarzami, niewiele już możemy zrobić. Już nas nie słuchają, są zapatrzeni w swoich bohaterów. Zresztą dzieci wieczorem są już tak zmęczone psychicznie, że wcale im się nie dziwię. Rodzice pewnie w domu nie mają już z nimi za wiele do roboty, bo szybko dopada je sen.

Półtorej godziny przed meczem dzieci są już przeszkolone, ubrane i gotowe na występ wieczoru. Pozostaje tylko najważniejsza kwestia - kto z kim będzie wychodził? W Lechu od jakiegoś czasu nie ma już możliwości wyboru zawodnika, które dziecko będzie wyprowadzało. Powód jest prozaiczny - nie da się przewidzieć wyjściowej jedenastki. Jasne, występ niektórych zawodników jest przypuszczalny, ale dziecku nie da się wytłumaczyć, że "miał wyprowadzać Lovrencsicsa, ale trener Urban wystawił Formellę albo kogoś innego". - Dziecko tego nie chce zrozumieć i mamy gotową małą katastrofę.- tłumaczy Weronika. Czas jest niewiele, więc zdarzają się wpadki. Zdarza się, że starsze i bardziej wyrośnięte dzieci dorównują wzrostem niektórym piłkarzom. - Czasami dzieje się to wszystko tak szybko, że najniższy w zespole Szymon Pawłowski wychodzi z naprawdę wyrośniętym chłopakiem - mówi Weronika, która już zrozumiała, że nad wszystkim nie da się zapanować: - Zawsze w szatni jest próba generalna, zawsze powtarzamy te same zasady, ale gdy dzieciaki już są na boisku, kibice śpiewają... Czasami muszę wbiec na boisko, żeby zabrać jakiegoś malucha, który stoi jak zaczarowany.

Kiedyś sporym powodzeniem cieszył się Łukasz Teodorczyk, dziś dzieci najchętniej chcą stawać z Karolem Linettym. Zdarzały się jednak przypadki, gdy dziecko przyznawało, że tata radził mu nie wyprowadzać piłkarza czarnoskórego.

Wielki ogród z trawą

Grzegorz Szulczyński zajmuje się na stadionie murawą. Ma pod opieką "ogródek" o powierzchni ponad 8900 metrów kwadratowych. - Greenkeeper, groundsman czy, po swojsku, ogrodnik? - pytamy go o funkcję. - Fachowo greenkeeper jest od pól golfowych, a groundsman odpowiada za boiska - tłumaczy.

Praca z trawą to ciągła walka z pogodą. - Wiele od niej zależy. Inaczej będzie wyglądał nasz dzień zaraz po meczu Ligi Europy, a inaczej po trzytygodniowej przerwie w rozgrywkach. Czasami wystarczy zwałowanie trawy czy poranne koszenie - mówi Szulczyński. Gorzej, gdy prognozy przepowiadają ulewne deszcze: - Wtedy pracujemy na stadionie do późnych godzin nocnych.

- Na wszystko potrzebujemy czasu - tłumaczy Szulczyński. - Koszenie to dwie godziny, malowanie linii to dwie kolejne, do tego dochodzi jeszcze wstawianie bramek. Wiele wymusza na nas telewizja, bo oni muszą mieć tutaj wszystko gotowe trochę wcześniej.

Ekipa zajmująca się murawą pracuje w rytmie drużyny - mecz jest momentem kulminacyjnym, ale wytężona praca trwa właśnie między spotkaniami. Praca nad przygotowaniem trawy na kolejny mecz zaczyna się tuż po zakończeniu poprzedniego. - Jeśli padało, to po spotkaniu zostawiamy murawę do kolejnego dnia, żeby ona do siebie doszła. Jeśli nie, to wchodzimy na boisko z urządzeniami, które są takimi miniodkurzaczami i nimi zbieramy te poszarpane kawałki trawy - mówi groundsman Lecha, który w tej branży pracuje już 15 lat.

Niejeden kibic zastanawia się nad tym, jak powstają poprzeczne pasy na boisku? I czy to faktycznie muszą być pasy, a nie - jak czasami widzimy chociażby w Anglii - inne figury? Ekspert odpowiada: - Ekstraklasa zaleca, by były to chronologicznie ułożone pasy, ale nie wymusza tego na nas. Nie zabraniają, ale wypadałoby zapytać, jeśli chcemy zrobić inny wzór. W Anglii jest większa dowolność. W rozgrywkach europejskich muszą być już pasy, które spełniają rolę pomocy dla sędziów liniowych. Żeby jednak były wyraźnie widoczne, to trzeba je skosić w tym samym układzie co najmniej trzy razy.

Kluczowa organizacja

Organizacja meczu zaczyna się trzy dni lub tydzień wcześniej - wszystko zależy od rangi meczu, rozgrywek, spodziewanej publiczności. - Nie ma czegoś takiego jak "otwarcie stadionu". Tutaj ciągle coś się dzieje. Na stadionie 24 godziny na dobę jest sześciu ochroniarzy, a od ósmej rano przychodzi dodatkowa ochrona meczowa - kolejne sześć osób. Chodzi o to, żeby nikt niepożądany nigdzie nie wszedł. Ruch zaczyna się na 4,5 godziny przed meczem. Częściej zdarza się, że cała operacja "mecz" zaczyna się na sześć godzin przed pierwszym gwizdkiem. Jako jedni z pierwszych przychodzą ludzie od cateringu i sprzątania. Stadion zaczyna żyć. UEFA wymaga, by na godzinę i piętnaście minut przed pierwszym gwizdkiem wszystko było gotowe - tłumaczy Radosław Sołtys, kierownik ds. organizacji i bezpieczeństwa na Lechu.

Były prezes Lecha Poznań przed meczami spotyka się z delegatami, oficerami, dyrektorami. Jest i UEFA, i PZPN, i policja, i straż pożarna, i stewardzi - wszystko trzeba dogadać, załatwić i dopiąć. Tak jak pierwszy gwizdek sędziego nie rozpoczyna pracy, tak i ostatni jej nie kończy. - Kiedy koniec? Zaczniemy o godz. 20.30, 22.30 kończy się mecz... O godz. 1 wychodzimy ze stadionu. Zdarzają się jeszcze spotkania z delegatami. W fazie grupowej LE mamy np. obowiązkowe spotkanie wszystkich przedstawicieli klubu z venue directorem. Średnio do meczu trzeba doliczyć 2,5 godziny zanim wszyscy opuszczą stadion - mówi Sołtys.

"Jesteśmy pomocą dla kibica"

Na dwie godziny przed meczem parking przy stadionie Lecha zapełnia się żółtymi i pomarańczowymi kamizelkami. Kilkudziesięciu stewardów ma właśnie przedmeczową odprawę. Łączą się w grupy, rozmawiają, każdy dostaje wytyczne.

Na stadionie jest ich ok. stu, więc przy frekwencji na poziomie 20-25 tysięcy osób powinni wtapiać się w tłum i być niemal niewidoczni. Dzięki jaskrawym, odblaskowym kamizelkom rzucają się w oczy. Na żółto ubrana jest służba informacyjna, na pomarańczowo służba porządkowa. W pracy korzystają z perswazji, a nie siły. - Nie jesteśmy "policją light" - mówi jedna ze stewardes. Kobiet w tym zawodzie jest wiele, około połowa stewardów na stadionie. - Na trybunach spotykamy się z różnymi sytuacjami i często my, kobiety, mamy większą siłę przebicia i załatwiamy konflikty, które dla mężczyzn są nierozwiązywalne - tłumaczy nasza rozmówczyni i dodaje, że elastyczność plus umiejętny kontakt z kibice to podstawa dobrego stewarda.

Jedna ze stewardes na wniosek delegata została odsunięta od pracy przy boisku. Delegat PZPN zauważył, że przed meczem witała się z członkami sztabu trenerskiego Lecha. W opinii oficjela było to niedopuszczalne. - Steward ma być kartonową figurką - uzasadnił.

Strefa pitch-side

Doktor Piotr Andrzejewski zajmuje się na stadionie strefą pitch-side. - Pitch-side to wydzielona strefa boiska. Naszemu zabezpieczeniu w tej strefie podlegają zawodnicy, sędziowie, osoby zasiadające na ławce rezerwowych - wyjaśnia.

- Jeśli zawodnik dozna kontuzji, wtedy pierwszą osobą przy nim jest lekarz drużyny. On udziela mu pierwszej pomocy. Jeżeli kwalifikacje i możliwości tego lekarza są w danym momencie niewystarczające, to my na jego wyraźny sygnał wchodzimy do akcji. Pacjent przechodzi w nasze ręce, dzieje się to najczęściej w przypadkach zagrożenia zdrowia lub życia. Lekarze klubowi to na ogół ortopedzi, którzy znają się na swojej pracy, natomiast na wszystkie pozostałe poważne wypadki reagujemy my - dodaje Andrzejewski.

Całkiem niedawno Andrzejewski i zespół jego współpracowników musiał zareagować, gdy Bartosz Szeliga, zawodnik Piasta Gliwice, upadł na rękę po starciu z obrońcą Lecha. - Zdiagnozowałem uraz więzozrostu barkowo-obojczykowego i naszą karetką został przewieziony do szpitala. Najczęściej mamy na meczu trzy karetki, czasami jednak musimy dostosować się do wymagań UEFA - mówi.

Wszystko dla jednego meczu

Lekarze, stewardzi, catering, ochrona, biuro prasowe, delegaci, skauci, dziennikarze, dziecięca eskorta, podawacze piłek, groundsmani, hostessy, cheerleaderki, praczki, medycy, ekipy telewizyjne, strażacy, policjanci i pewnie wielu innych, o których zapomnieliśmy. Na projekt o nazwie "mecz" pracują setki osób. Ostatecznie liczy się dziewięćdziesiąt minut i dwudziestu dwóch piłkarzy. I tysiące ludzi, którzy chcą na to wydać pieniądze.



Zobacz także
  • Węgrzy w meczu z Norwegią Węgry pokonały Norwegię w Oslo. Tamas Kadar od pierwszej minuty, Gergo Lovrencsics po przerwie
  • Tomasz Kędziora i Dariusz Formella zagrali w beznadziejnym meczu Polski z Norwegią. Wygrana 1:0

LOTTO Ekstraklasa 2018/19

lp. Drużyna M Pkt Br. Zw. R Por.
1 Piast Gliwice 37 72 57-33 21 9 7
2 Legia Warszawa 37 68 55-38 20 8 9
3 Lechia Gdańsk 37 67 54-38 19 10 8
4 Cracovia Kraków 37 57 45-43 17 6 14
5 Jagiellonia Białystok 37 57 55-52 16 9 12
6 Zagłębie Lubin 37 53 57-48 15 8 14
7 Pogoń Szczecin 37 52 57-54 14 10 13
8 Lech Poznań 37 52 49-48 15 7 15
9 Wisła Kraków 37 49 67-63 14 7 16
10 Korona Kielce 37 47 42-54 12 11 14
11 Górnik Zabrze 37 46 48-53 12 10 15
12 Śląsk Wrocław 37 44 49-45 12 8 17
13 Arka Gdynia 37 42 49-51 10 12 15
14 Wisła Płock 37 41 50-58 10 11 16
15 Miedź Legnica 37 40 40-65 10 10 17
16 Zagłębie Sosnowiec 37 29 49-80 7 8 22

  • Grupa mistrzowska
  • Grupa spadkowa