Sport.pl

Czy Lech Poznań po porażce z Fiorentiną zdoła wyjść z grupy? Musi teraz wygrać wszystko

Po porażce z Fiorentiną szanse na wyjście Lecha Poznań z grupy LE wciąż są. Teoretycznie. Kolejorz musi jednak wygrać już wszystko
Trener Jan Urban zmienił wcześniejsze podejście Lecha Poznań do europejskich pucharów, które zostały zepchnięte na drugi plan i podporządkowane lidze. To w niej Kolejorz zawodzi i wciąż jest w strefie spadkowej, co stanowi dla mistrza powód do wstydu. Nowy trener zapowiedział, że chce walczyć na wszystkich frontach, że żadne odpuszczanie pucharów nie wchodzi w grę. I rzeczywiście, Lech zagrał pod jego wodzą dwa bardzo dobre mecze z Fiorentiną - jeden wygrany i ten czwartkowy, przegrany. Po tej porażce Lech nadal ma szanse na wyjście z grupy LE, na dwie kolejki przed końcem wszystko jest możliwe. Analiza tabeli i układu spotkań pokazuje jednak, że sytuacja Kolejorza stała się teraz dość trudna. Popatrzmy:

1. FC Basel9 pkt
2. Fiorentina6 pkt
3. Lech Poznań4 pkt
4. Belenenses Lizbona4 pkt
I pozostałe do rozegrania mecze:

26 listopada

Belenenses Lizbona - Lech Poznań

FC Basel - Fiorentina

10 grudnia

Lech Poznań - FC Basel

Fiorentina - Belenenses Lizbona

Jeżeli poznaniacy chcą wyjść z tej grupy śladem swoich osiągnięć z 2008 i 2010 roku, kiedy podobna sztuka im się udawała, będą musieli wygrać obydwa spotkania, jakie im pozostały. Jeżeli to zrobią, wywalczą awans. Wówczas wyprzedzą punktami albo Fiorentinę, albo FC Basel, z których ktoś punkty w następnej kolejce zgubi. Jeżeli za trzy tygodnie w meczu obu tych ekip padnie remis, wówczas przed ostatnią kolejką FC Basel będzie miało 10 punktów, a Fiorentina i Kolejorz - po 7 pkt. Przy wygranej lechitów o awansie z grupy będzie decydował bilans punktowy między tymi trzema ekipami. A ten w takim układzie najgorszy będzie miała Fiorentina.

Sytuacja Lecha stała się zatem jasna - musi wygrać dwa mecze, jakie pozostały mu do końca: 26 listopada w Lizbonie z Belenenses oraz 10 grudnia w Poznaniu z FC Basel. Z tym FC Basel, z którym nie udało mu się w dotychczasowych trzech pojedynkach wywalczyć choćby jednego remisu.

Mimo wygranej we Florencji pod taką ścianą postawił Lecha pierwszy mecz fazy grupowej LE, jaki Kolejorz rozegrał z Belenenses Lizbona. Na niemal pustym stadionie (kibicom nie spodobało się, że 1 euro z ich biletów idzie na rzecz uchodźców, uznali, że jest to ważniejsze niż Kolejorz), w atmosferze przygnębienia i odpuszczania pucharów, poznaniacy tylko zremisowali z portugalskim zespołem 0:0. Zespołem, który był w ich zasięgu. Gdyby wówczas lechici wygrali, dzisiaj mieliby jakiś margines na ewentualne jedno potknięcie. Nie stało się tak, więc go nie mają.

Stosunek Lecha do pucharów zmienił się pod wpływem trenera Jana Urbana, ale trzeba pamiętać o tym, że nad Kolejorzem wciąż wiszą kłopoty, jakie ma w lidze. Jest mało prawdopodobne, aby zostały całkowicie rozwiązane w trakcie najbliższego miesiąca przy pomocy jakiejś serii zwycięstw w ekstraklasie. Fakt, że Lech wciąż liczy się w walce o wyjście z grupy LE, wynika stąd, że zdołał zaskoczyć rywali i wygrać w zaledwie jednym meczu we Florencji. To na razie wszystko, czego dokonał w tej grupie.

Trener Jan Urban zapytany po czwartkowym meczu z Fiorentiną, jak widzi szanse awansu Lecha z grupy, odrzekł bez ogródek: - Ja wiem, że powinniśmy porozmawiać o tym meczu i sytuacji w grupie, ale ja mam już w głowie Górnika Łęczna, z którym gramy w niedzielę.

Więcej o: