Sport.pl

Lech Poznań - Fiorentina. Z Włochami zawsze przygody. Tym razem nie będzie śniegu, ale za to mgła

Dwa dotychczasowe mecze Lecha Poznań z włoskimi drużynami w europejskich pucharach rozgrywane były w niecodziennych okolicznościach, w śniegu i mrozie. Temu trzeciemu też towarzyszyć mogą niezwykłe wydarzenia. Nad Poznań znów nadciąga mgła i to nie byle jaka
Według prognoz - ma to być mgła lodowa. Tworzy się ona przy bardzo niskich, ujemnych temperaturach. Może się pojawić, jeśli zrobi się bardzo zimno, a przecież mecz rozpocznie się o godz. 21.05. Lech nigdy nie rozgrywał meczów później, niż w rozgrywkach Ligi Europejskiej.

Mecze we mgle mają w Poznaniu długa tradycję. Najbardziej pamiętnym jest ten z 21 listopada 1976 roku, gdy Lech na stadionie im. 22 Lipca (później Szyca) wygrał z RIW Rybnik 4:0 w tak gęstej mgle, że goście domagali się przerwania i odwołania meczu. - Panie sędzio, on nawet nie wie, na którą bramkę strzelać! - mówili, gdy Józef Gola z ROW wbił, nomen omen, gola samobójczego. Mgła była tak potężna, że przebiegu zdarzeń nie widzieli dokładnie ani widzowie, ani dziennikarze. "Prawdopodobnie tak było" - relacjonowały gazety.

Do legendy przeszedł także mecz z listopada 2006 roku w Pucharze Ligi, w którym Lech Poznań wygrał z Arką Gdynia (prawdopodobnie) 3:0. "Może i pojedynek Lecha Poznań z Arką Gdynia w Pucharze Ekstraklasy był miły dla oka. Jednak tylko dla sokolego, które potrafiło dostrzec ten mecz przez gęstą mgłę" - pisała "Gazeta Wyborcza". - "Gdyby był to zwykły sparing, pewnie zostałby odwołany. Bo jeśli grać w piłkę nożną, to nie po omacku. Poznań tymczasem spowiła mgła niczym śmietankowy budyń. Nie było widać niemal nic, łącznie z powodem, dla którego zaplanowane spotkanie z Arką miałoby się odbyć. Polskie władze piłkarskie uznały jednak, że informacje o tym, jakoby Polska leżała w okolicach 50. stopnia szerokości geograficznej północnej są grubo przesadzone i że pod koniec listopada można spokojnie grać w piłkę. A takiego meczu (przesuwanego już raz z powodu żałoby) odwołać nie wypada. Pucharowy jest przecież. Oficjalny."

I dalej: "Tyle że przybyli na to spotkanie kibice zapłacili za bilety nie na mecz, ale coś na kształt wystawy impresjonistów. Widzieli zamazane kontury postaci na tle białej poświaty. Mogli się jednak rozkoszować tym, jak piękna jest ta mgła i modyfikowane przez nią widoki. Dzięki niej mogło się wydawać, że na stadionie nie ma nikogo innego. Dopóki ten ktoś się nie odezwał. - Podobno jest 15 tysięcy ludzi - stwierdził Piotr Reiss, pytany o to, czy widzi kibiców na trybunach. - Widziałem, jak wchodzili.

Z dołu trybuny wyglądały jeszcze wspanialej - jedna wielka biała ściana wijącej się waty, zza której docierają jakieś głosy. I grupa zjaw przemykająca po trawie - jak w dobrym horrorze.

Reakcje kibiców przypominały meksykańską falę. Ci, którzy siedzieli najniżej i widzieli gola czy ciekawą akcję, podnosili się z krzykiem i uruchamiali w ten sposób reakcję pozostałych. Kiedy po jednej z ostatnich akcji Lecha w tym meczu rozległy się brawa na całym stadionie, można było stwierdzić, że publiczność opanowała sztukę komunikacji przez ten niezwykły głuchy telefon do perfekcji. Dowcipnisie podpowiadali spikerowi, aby dla taniej zgrywy podał w pewnym momencie widzom, że oto kolejną bramkę dla "Kolejorza" strzelił ten czy ten. Co się pocieszą, tego im już nikt nie zabierze..."

Niewykluczone, że w czwartek o godz. 21.05, podczas meczu Lecha Poznań z Fiorentiną będzie podobnie. Już w środę wieczorem gęsta mgła zaległa nad Poznaniem, uziemiła samoloty i spowodowała, że nie mogli dotrzeć tu tureccy sędziowie meczu pucharowego .

Byłby to trzeci kolejny mecz Lecha z włoskim zespołem, w którym nie brakuje przygód. Podczas starcia z Udinese Calcio w lutym 2009 roku mieliśmy atak śnieżycy, kontrastującej ze wspaniałą, słoneczną pogodą, w jakiej odbywał się rewanż we Włoszech dwa tygodnie później.



Mecz z Juventusem Turyn w grudniu 2010 roku przeszedł do legendy Lecha właśnie z uwagi na ekstremalne warunki pogodowe. Piłkarze grali w siarczystym mrozie (temperatura oficjalna -14 stopni, odczuwalna sięgała nawet -30 stopni), w śniegu. A i tak na mecz przyszedł komplet widzów.



Więcej o:
Komentarze (1)
Lech Poznań - Fiorentina. Z Włochami zawsze przygody. Tym razem nie będzie śniegu, ale za to mgła
Zaloguj się
  • janeklewandowski1957

    0

    Tylko nasi kibole niech się z kulturą zachowają .Bo inaczej stadion może być już zamknięty definitywnie .No i na pewno klatki metalowe mam zamontują ,a na innych stadionach taka kultura ???

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX