Sport.pl

Lech Poznań. Łukasz Trałka: Wracam do swojej normalnej dyspozycji [ROZMOWA]

- Nigdy w życiu nie grałem tak dużo, jak teraz. Końcówka poprzedniego sezonu i początek tego to był dla mnie naprawdę morderczy czas. Sam nie wiedziałem, dlaczego tak się stało, ale w pewnym momencie przyszedł lekki dołek - przyznaje pomocnik Lecha Poznań Łukasz Trałka.


Łukasz Trałka był kluczowym piłkarzem w strategii poprzedniego trenera Lecha Poznań Macieja Skorży. U trenera Jana Urbana 31-letni pomocnik i kapitan zespołu stracił miejsce w składzie na mecze ligowe. W sobotę we Wrocławiu pojawił się na murawie dopiero w 81. minucie. "Kolejorz" zremisował ze Śląskiem 1:1.

Piotr Leśniowski: Poprzednie trzy mecze Lech Poznań wygrał, bo atakował głównie z kontry. W meczu ze Śląskiem Wrocław musieliście grać atakiem pozycyjnym i wygrać się nie udało.

Łukasz Trałka: - Nie zawsze tak będzie, że będziemy grali z kontrataku, strzelimy jedną czy dwie bramki i wygramy mecz. To jest normalne. Ja szanuję ten punkt zdobyty we Wrocławiu. Zagraliśmy dwie różne połowy: pierwszą słabą, a drugą zdecydowanie lepszą, z dużą liczbą sytuacji. Niestety nie udało się strzelić tego zwycięskiego gola, mimo że klarownych szans było kilka. Nie wygraliśmy, ale mamy za sobą czwarty z rzędu wyjazd, z którego coś przywozimy, tym razem punkt.

Jak dużo Lech Poznań traci przez to, że gra teraz bez napastnika?

- W ostatnich meczach też graliśmy bez nominalnego napastnika i wygrywaliśmy.

Ale nie musieliście grać w ataku pozycyjnym, jak ze Śląskiem.

- Wiadomo, że lepiej byłoby gdyby był z nami napastnik, który gwarantuje te piętnaście bramek w sezonie. To w ogóle nie ma o czym rozmawiać. Na razie jednak Marcin Robak jest cały czas kontuzjowany i nie wiadomo, kiedy wróci. Denis Thomalla gra raz lepiej, raz gorzej - nie ma tu co ukrywać, ale też nie każdy od razu wchodzi do drużyny i strzela gola. Być może potrzebuje trochę czasu na to, by się zaaklimatyzować, poczuć się pewniej i zacząć zdobywać bramki. Na pewno przydałby nam się napastnik, który w polu karnym potrafiłby zrobić coś z niczego, ale nie mamy na ten moment takiego gracza i nie ma co narzekać.

Ale właśnie mecz ze Śląskiem był wyraźnym przykładem na to, że Lech bardzo cierpi bez klasycznego snajpera. Mieliście wiele dośrodkowań i wiele czasu, żeby dobrze podać w pole karne, ale często nie było do kogo kierować tam piłek.

- Faktycznie, mieliśmy dużo miejsca do tego, żeby stwarzać sytuacje... Nie chcę jednak marudzić. Nie ma takiego napastnika i na razie nie będzie. Nie chcę oceniać chłopaków, a skoro nie mamy w polu karnym typowego łowcy bramek, to trzeba sobie radzić inaczej.

U trenera Jana Urbana grasz teraz w tygodniu, a ten silniejszy skład jest wystawiany na weekendowe mecze w lidze. Trudna to dla Ciebie rola, jako niedawnego kapitana drużyny?

- Nadal jestem kapitanem Lecha Poznań i tu się nic nie zmieniło, a jeśli chodzi o rotację, to trener przyjął taką właśnie zasadę. Grałem ostatnio mecz pucharowy z Zagłębiem Lubin, a wcześniej we Florencji. Przeciwko Legii Warszawa grać nie mogłem, bo byłem zawieszony za kartki. We Wrocławiu wszedłem z ławki rezerwowych i zobaczymy, co będzie w czwartek, przeciwko Fiorentinie. Nie ma co narzekać. Na mojej nominalnej pozycji gra teraz Aziz [Abdul Aziz Tetteh] i uważam, że gra bardzo dobrze.

Zdecydowanie wykorzystał swoją szansę.

- Tak na pewno, prezentuje się dobrze. Podchodzę do tego wszystkiego spokojnie, bo też nie byłem ostatnio w jakiejś optymalnej formie, ale po meczu w Lubinie i teraz przeciwko Śląskowi mogę powiedzieć, że wracam do swojej normalnej dyspozycji, więc jakoś nie mam obaw o swoją pozycję w zespole, bo myślę, że będę grał.

Skąd wziął się ten spadek formy w ostatnich tygodniach?

- No mnie też to dopadło, jak się okazuje. Nałożyło się na siebie wiele różnych spraw. Nigdy w życiu nie grałem tak dużo, jak teraz. Końcówka poprzedniego sezonu i początek tego to był dla mnie naprawdę morderczy czas. Sam nie wiedziałem, dlaczego tak się stało, ale w pewnym momencie przyszedł lekki dołek. Kto oglądał mecze Lecha widział to, a ja też sam czułem, że nie gram na swoim poziomie. Nie ma tu co ukrywać. Cieszę się jednak z tego, że to już jest za mną.

Dodatkowym ciężarem było to, że gdy nie szło Lechowi, to kapitan był pierwszą osobą, od której trenerzy, kibice wymagali więcej?

- Na pewno też. Oprócz naszych wyników, to jeszcze ta duża liczba meczów i jeszcze parę innych czynników zbiegło się w jednym czasie i to na pewno był ciężki okres dla mnie. Do tego jeszcze siadłem trochę fizycznie i nie miałem możliwości pociągnąć mocniej gry Lecha Poznań.

Czy trener Jan Urban zmienił jakoś skład rady drużyny, kwestie tego, kto jest kapitanem, a kto jego zastępcą?

- Do tej pory nic się nie zmieniło, więc obowiązują dotychczasowe ustalenia. Nie wiem, czy coś się zmieni zimą.

Przed Lechem Poznań mecz z Fiorentiną. Jeżeli udałoby wam się wygrać z Włochami po raz drugi, to awans z grupy Ligi Europejskiej byłby całkiem realny.

- Tak, wygrana we Włoszech wiele zmieniła. Teraz jeszcze okazało się, że zagramy ze wsparciem kibiców, choć zanosiło się, że stadion będzie pusty na tym meczu. Jeżeli znów zagramy na wysokim poziomie taktycznym i będziemy mieli szczęście, to jest szansa znów wygrać z Fiorentiną, ale zdaję sobie sprawę tego, że to zespół bez porównania lepszy od nas. Mimo to, że wygraliśmy we Florencji, to nie będziemy przecież faworytami meczu u siebie. Na pewno podejdziemy jednak to tego meczu z takim nastawieniem, żeby sprawić kolejną niespodziankę.

Rozmawiał we Wrocławiu Piotr Leśniowski



Więcej o: