Sport.pl

Jan Urban odmienił Lecha Poznań, ale co dalej? "Dotrwać do zimy i kupić napastnika"

- To, co trener Jan Urban mógł zrobić na szybko z Lechem Poznań, zrobił bardzo dobrze - uważa były napastnik Kolejorza Andrzej Juskowiak po trzech kolejnych wygranych mistrzów Polski. - Lech musi dotrwać do zimy i sprowadzić dobrego napastnika - podkreśla jednak.
Zaledwie tydzień temu, w ubiegły czwartek, piłkarze Lecha Poznań po godzinach oczekiwania na samolot i podróży samolotem opóźnionej o kilkanaście godzin w podłych nastrojach szykowali się do meczu z Fiorentiną. Wydawało się, że mistrzowie Polski w starciu z liderem Serie A powinni poprosić o najniższy wymiar kary. Tymczasem lechici nie dość, że wygrali z Włochami i wrócili do gry o wyjście z grupy Ligi Europejskiej, to kilka dni później pokonali na wyjeździe Legię Warszawa 1:0, a w środę po zwycięstwie nad Zagłębiem Lubin 1:0 przybliżyli się do awansu do półfinału Pucharu Polski. - Czasami takie trudne chwile paradoksalnie wychodzą na dobre. Zawodnicy zamiast na starciu z najlepszym zespołem ligi włoskiej skupili się na czymś zupełnie innym, a to zmieniło ich podejście do meczu i pomogło wygrać, wydawałoby się, przegrany mecz - uważa były napastnik Lecha Poznań, Andrzej Juskowiak.

Strzelać, a nie być przy piłce

Siedem dni zupełnie odmieniło sytuację mistrzów Polski, do tej pory niemiłosiernie wyszydzanych, niezdolnych do wygrania meczu w lidze przez trzy miesiące. Teraz wreszcie zaczęli zwyciężać, choć przecież wcale nie zaczęli grać jakoś zdecydowanie lepiej. W Warszawie Lech został zepchnięty do głębokiej defensywy i zachowanie czystego konta zawdzięcza głównie bramkarzowi Jasminowi Buricowi. Także w konfrontacji z Zagłębiem Bośniak miał wyjątkowo dużo pracy. Co zatem sprawiło, że Kolejorz wszystkie te mecze jednak wygrał? Przecież zwycięstwo nad Legią to była dopiero druga wygrana mistrzów Polski w tym sezonie ekstraklasy! - Te zwycięstwa zostały zbudowane na zmianie taktyki i podejścia do gry. Lech przestał grać ładnie dla oka, ale zaczął być skuteczny. Za kadencji Macieja Skorży poznaniacy często grali efektownie, ale nic z tego nie wynikało - ocenia Juskowiak i dodaje: - Czasami wydawało mi się, że Lech za wszelką cenę chciał pokazać, że potrafi utrzymywać się przy piłce. Posiadał ją nawet przez 60-70 procent czasu, a przecież mając posiadanie piłki na poziomie 30 proc., też można wygrać mecz. Brakowało mi ze strony lechitów takiego grania na wynik.

Denis Thomalla to nie jest to

Trener Jan Urban szybko odbudował grę obronną Lecha, choć przecież jeszcze w jego debiucie w meczu z Ruchem Chorzów zespół szybko stracił dwa gole i musiał odrabiać straty. W starciu z Fiorentiną znów stracił gola, ale w dwóch kolejnych spotkaniach zachował czyste konto, co wcześniej w lidze udało mu się tylko raz (w meczu z Koroną Kielce 0:0)! - Zatrudnienie Jana Urbana to było dobre posunięcie - uważa Andrzej Juskowiak. - Gdyby przyszedł trener, który jeszcze bardziej przykręciłby śrubę, zafundował drużynie jakieś katorżnicze treningi i oczekiwał natychmiastowej poprawy i wyników, to nic by z tego nie wyszło. Zawodnicy jeszcze bardziej baliby się ryzykować. Jan Urban umiejętnie zdjął z zespołu presję związaną z oczekiwaniami, pokazał im, jak mają bronić i sprawił, że grają z jeszcze większym poświęceniem.

O ile nowemu trenerowi udało się poprawić grę w defensywie, o tyle Lech wciąż ma ogromny problem ze strzelaniem goli. W Lubinie zwycięstwo zapewnił środkowy obrońca Paulus Arajuuri, w Warszawie do bramki rywali trafił z konieczności grający w ataku Kasper Hämäläinen, a we Florencji na listę strzelców wpisał się też Maciej Gajos. - Nie można cały czas oczekiwać od napastników, że będą strzelać gole. Czasem muszą ich wyręczać obrońcy czy pomocnicy - broni snajperów Juskowiak. Tylko że dorobek strzelecki nominalnych napastników Kolejorza jest dramatyczny. Denis Thomalla, Marcin Robak i Dawid Kownacki zdobyli zaledwie po dwa gole. Dwaj ostatni są zresztą notorycznie kontuzjowani. - Jak poprawić skuteczność wśród napastników Lecha? Trener Urban by się musiał chyba sam przebrać i wbiec na boisko - żartuje Juskowiak, ale zaraz dodaje: - Szkoda pastwić się nad Denisem Thomallą, jednak jest to zupełnie nietrafiony transfer. Nie twierdzę, że gdzieś indziej by sobie nie poradził, ale nie w Lechu - ocenia król strzelców Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie.

Musi przyjść porządny napastnik

Marcin Robak to już jednak zawodnik sprawdzony w polskiej ekstraklasie. - Jego postawa w Lechu to rozczarowanie. Wydawało się, że to napastnik wartościowy, dosyć silny, twardo grający z obrońcami, potrafiący wykorzystywać sytuacje. Być może w Lechu gra jest szybsza, ma mniej miejsca na boisku, inne jest też nastawienie rywali na mecze z Lechem. Jego forma to rozczarowanie, sprawia wrażenie, jakby uciekał i nie chciał brać odpowiedzialności za strzelanie goli - surowo ocenia Juskowiak. - Lech musi jakoś dotrwać do zimy i sprowadzić dobrego napastnika - nie ma wątpliwości.

To dopiero po rundzie, a przecież jesienią lechici mają jeszcze do rozegrania dwanaście meczów! Nikt w zespole nie ogłasza końca kryzysu, bo Lech nie stał się hegemonem, którego nic nie jest w stanie ruszyć. - Ten zespół ma ogromny potencjał i może znów grać nie tylko skutecznie, ale też widowiskowo. Teraz trzeba jednak w zespole zbudować zaufanie, a na to potrzeba trochę czasu. Nie da się tego zrobić w tak krótkim czasie. To, co trener Urban mógł zrobić na szybko, zrobił bardzo dobrze - twierdzi Juskowiak.



Więcej o: