Sport.pl

Fiorentina - Lech Poznań. W takiej atmosferze z takim rywalem Lech nie grał od czasu... wielkiego meczu z FC Barceloną

Tylko raz dotąd zdarzyło się, aby Lech Poznań przystępował do meczu z tak uznanym rywalem w tak kiepskiej kondycji i tak niedobrej atmosferze. Było to w 1988 roku. Omal nie wyeliminował wówczas FC Barcelony. Mecz z Fiorentiną we Florencji - w czwartek o godz. 19
- Interesuje mnie walka na wszystkich frontach - powiedział nowy trener Lecha Poznań Jan Urban, postponując wcześniejsze zalecenia władz klubu, by europejskie puchary uważać w tym sezonie za drugorzędne. Zapowiedział jednak, że będzie stosował rotację, a żaden z dziennikarzy ani kibiców tak naprawdę nie będzie wiedział, w jakim meczu właściwie wystawił najlepszy możliwy skład - ligowym czy pucharowym.

Lech gra w czwartek z wielką Fiorentiną, jednym z najbardziej znanych włoskich klubów i dzisiaj czołówką Serie A, wiceliderką włoskiej ligi. Poprzednie dwa starcia Lecha z włoskimi klubami odbywały się w bardzo podniosłej atmosferze i miały ogromną stawkę - w 2009 roku mecz z Udinese Calcio decydował o awansie do kolejnej rundy Pucharu UEFA już po wyjściu Lecha z grupy; w 2010 roku pojedynek z Juventusem Turyn ustawił Lecha w kontekście walki grupowej w Lidze Europejskiej, po sensacyjnym remisie w Turynie poznaniacy zyskali wielką szansę na awans i wykorzystali ją.

Oba te pojedynki zapisały się w dziejach Kolejorza w sposób bardzo dobitny i przeszły do legendy klubu. Mecz z Fiorentiną też ma taką szansę?

Lech trafia na Fiorentinę w sytuacji dla siebie bardzo trudnej, gdy fatalnie idzie mu w lidze, a atmosfera wokół klubu i drużyny jest bardzo gęsta. To przypadek szczególny, tak szczególny, że długo by szukać podobnego. Ostatni raz Lech Poznań grał z tak silnym rywalem w tak trudnym położeniu w 1988 roku, kiedy to bardzo źle szło mu w lidze, miał serię porażek (nawet u siebie 1:2 z Olimpią Poznań, a na początku listopada 1988 roku - aż 0:3 z Legią Warszawa), a w europejskich pucharach, a dokładnie w Pucharze Zdobywców Pucharów wylosował FC Barcelonę.

- Bez szans - mówiono w Poznaniu, zastanawiając się, ile goli straci Kolejorz i ile z nich wbije mu kat polskich zespołów, Anglik Garry Lineker. Tymczasem Kolejorz przywiózł z Camp Nou sensacyjny remis 1:1, po czym podczas rewanżu w Poznaniu, pełen wiary w to, że jest w stanie powalczyć z silnym rywalem, omal nie wyeliminował FC Barcelony. Przegrał po rzutach karnych, choć od awansu dzielił go zaledwie jeden dobry strzał z jedenastu metrów. Było tak blisko, a jednak to hiszpański klub z Jose Bakero w składzie przeszedł dalej.

Wyjaśnienie, jakim cudem tak przeciętna w lidze drużyna, jaką wtedy jesienią 1988 roku był Lech, zdołała nawiązać walkę z FC Barceloną, późniejszym zdobywcą tego pucharu i niemal ją pokonać jest właściwie niemożliwe. Podobnie jak wyjaśnienie, jakim cudem Kolejorz zdołał objąć prowadzenie 2:0 z Juventusem w Turynie, by ostatecznie zremisować 3:3, choć wówczas, w 2010 roku w lidze także nie wiodło mu się zbyt dobrze.

Na podobny paradoks Lech musi liczyć także teraz, gdy znajduje się w podobnej, a nawet trudniejszej sytuacji. Co ciekawe, wtedy w 1988 roku mecz wyjazdowy z FC Barceloną poprzedził niezbyt udany pojedynek Lecha u siebie z GKS Katowice. Zremisował wówczas 2:2.

Więcej o:
Skomentuj:
Fiorentina - Lech Poznań. W takiej atmosferze z takim rywalem Lech nie grał od czasu... wielkiego meczu z FC Barceloną
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX