Jan Urban rozpoczyna leczenie Lecha Poznań. Czas na pierwszą tabletkę

Dopiero zaczyna, dopiero się rozgląda. Jeszcze myli imiona piłkarzy Lecha Poznań i własnych trenerów. Ale wraz z Janem Urbanem nadciąga nadzieja. W sobotę o godz. 18 jego pierwszy mecz - z Ruchem Chorzów


- Zamordysta? To nie ja - powiedział trener Jan Urban, gdy w poniedziałek objął Lecha Poznań po Macieju Skorży.

- Kat? To także nie ten adres.

- Pesymizm? Ja jestem wygrzany słońcem Hiszpanii. Tam nie ma miejsca na pesymizm - dodaje były szkoleniowiec Osasuny Pampeluna.

- Tym chłopakom potrzeba nie kata, ale pomocy - diagnozuje.

Kapitan Lecha próbuje odczytać opinię społeczną: - Wielu pewnie chciałoby dla nas kata. Że skoro nie wygrywają, to niech chociaż teraz dostaną w kość i biegają. Rozmawialiśmy z kolegami z innych drużyn, które prowadził trener Urban. Wszędzie atmosfera była dobra, więc u nas też może być. Ale to nie znaczy, że nic nie będziemy robić. Nie oznacza lenistwa.

Trener Jan Urban przeprowadził dotąd pięć treningów. Na razie stwierdza, że nie widzi żadnych problemów fizycznych, aczkolwiek na szczegółowe badania nie było czasu.

- Nie mam porównania z tym, co było, ale widzę drużynę całkiem w porządku - mówi. A ludzie, którzy obserwują Lecha nie od wczoraj, powiadają, że w chłopaków wstąpiła nowa nadzieja.

- Z kilkoma już dłużej rozmawiałem i widzę tu zawodników otwartych, którym strasznie zależy na tym, by zmienić swą trudną sytuację. To widać, to da się wyczuć. Oni wszyscy liczą na to, że ja im w tym pomogę.

Na razie Jan Urban dopiero się rozgląda i poznaje zespół. Nie wszystko jeszcze wie. Jeszcze myli imiona, obrońcę Tomasza Kędziorę nazywa Wojciechem (Wojciech Kędziora to gracz Termaliki Nieciecza, którego trener Urban zna z Zagłębia Lubin), a trenera bramkarzy Andrzeja Dawidziuka zwie Adamem Dawidziukiem (to z kolei piszący o Legii dziennikarz "Przeglądu Sportowego"). - W sprawie Denisa Thomalli nie będę udawał mądrali. Za mało o nim wiem - mówi na przykład.

Skąd więc optymizm? - pytają dziennikarze. - Ano stąd - mówi Jan Urban - że chociaż wszystko to musimy udowodnić na boisku, to jednak nowa miotła, jaką jestem, bodziec w postaci nowego trenera, innych treningów i przede wszystkim perspektywy zmiany powodują, że piłkarze są nastawieni optymistycznie.

Bez zwycięstw jednak cały ten optymistyczny domek z kart ustawiany od poniedziałku szybko runie.

- Lech musi strzelać, bo inaczej nie wyjdziemy z tej sytuacji - mówi Jan Urban. - Musi być bramkostrzelny, wreszcie wygrywać. Potrzebujemy tego od zaraz. Pocieszające jest to, że Lech kreuje sytuacje. Nie wykorzystuje ich, ale one są.

Całkiem niedawno Lech Poznań stanął już przy Bułgarskiej naprzeciw Ruchu Chorzów, by się w meczu z nim przełamać. By wygrać mecz, który wygrać musiał. Było to spotkanie Pucharu Polski, jeszcze pod wodzą trenera Macieja Skorży. Męczył się wówczas Kolejorz, męczył, ale zwyciężył 1:0. Uratował ten front.

Teraz znów mecz z Ruchem Chorzów ma mu pomóc w wyjściu z problemów. - Skoro padło na Ruch, to niech tak będzie. Ktokolwiek by to był, i tak musielibyśmy wygrać - mówi Łukasz Trałka.

Trener Jan Urban widzi w meczu z chorzowskim Ruchem pierwszą tabletkę, którą Kolejorz ma zażyć, aby się wyleczyć.

- Może źle zdiagnozowaliśmy chorobę. Może to nie była grypa, a jednak zawał serca - diagnozuje pacjenta, którego lekarzem prowadzącym właśnie został. - To się okaże. W każdym razie Lech nadal jest na intensywnej terapii. Zwycięstwo z Ruchem to pierwsza ważna tabletka w tej kuracji.

Pomocy iście pielęgniarskiej wygląda u kibiców. - Już w poniedziałek mówiłem, że skoro kibice Lecha to wiara, to ta wiara powinna się trzymać razem - stwierdza. - Proszę kibiców, by przyszli i nam pomogli. Rozumiem, że mogą powiedzieć: jak długo jeszcze? Ile takich próśb już było...

Akurat Jan Urban prosi po raz pierwszy - napisali na Twitterze kibice.

Mecz Lecha z Ruchem Chorzów w sobotę o godz. 18 na Inea Stadionie.