Puchar Polski - skrót do Europy. Dla Lecha Poznań nigdy nie brzmiało to tak prawdziwie

- To najkrótsza droga na europejskie stadiony - mówi o Pucharze Polski prezes Ruchu Chorzów Dariusz Smagorowicz przed meczem z Lechem Poznań. To stwierdzenie dotyczy dziś jednak przede wszystkim do ?Kolejorza?.
Lech Poznań zagrał od lipca osiemnaście meczów we wszystkich rozgrywkach, w których uczestniczył (dla porównania chorzowianie przy Bułgarskiej zagrają dopiero jedenaste spotkanie w sezonie). Połowę z tych meczów przegrał - to siedem porażek w ekstraklasie i dwie z FC Basel w walce o Ligę Mistrzów.

Przegrana rywalizacja o te rozgrywki to na razie jedyna sprawa, którą zespół Macieja Skorży zawalił bezpowrotnie. Ale przecież do Champions League próbują się nieskutecznie dostać wszyscy mistrzowie Polski od prawie dwudziestu lat, więc "Kolejorza" trudno w tym gronie wytykać specjalnie palcem.

Co innego w ekstraklasie, w której w weekend wylądował na dnie. Jest na dziś najgorszym obrońcą tytułu w historii całej polskiej ligi, leje go właściwie każdy, ale... w niej wszystko jest jeszcze do naprawienia. Reforma rozgrywek, która dzieli punkty zdobyte w części zasadniczej, jest jakby stworzona dla drużyn, które nie potrafią pogodzić gry w ekstraklasie z meczami w europejskich pucharach. Dziś Lech Poznań traci do lidera siedemnaście punktów (piętnaście do miejsca pucharowego). Nawet dla drużyny, która przegrywa siedem z dziewięciu meczów otwarcia, nie są to straty nie do odrobienia, tym bardziej gdy punkty podzieli się przez dwa. Nie chodzi tu o to, żeby usprawiedliwiać nieudolność lechitów, ale tak po prostu jest - przy takim systemie wyłaniania mistrza ten sezon jest jeszcze do uratowania.

W środowy wieczór (początek meczu o godz. 20.30) Lech Poznań stanie jednak do boju, którego przegrać nie może, bo w przypadku porażki z Ruchem Chorzów straci szansę na zdobycie jednego z trofeów, na które czaił się w tym sezonie. 1/8 finału Pucharu Polski to ostatnia runda, w której rozgrywa się jedno spotkanie (dopiero od ćwierćfinałów zespoły grają mecz i rewanż). Dla Lecha Poznań to fatalna wiadomość, bo przez zapaść, którą teraz przechodzi, może wylecieć z rozgrywek, w których w poprzednim sezonie dotarł do finału. Poznał też zalety zreformowanego i odświeżonego Pucharu Polski, smak występu na Stadionie Narodowym. - Wzrosła ranga rozgrywek, także poprzez większe nagrody finansowe, poza tym to najkrótsza droga na europejskie stadiony - przypomina teraz Dariusz Smagorowicz, prezes Ruchu Chorzów. Przed rokiem chorzowianie szybko zostali zdjęci z tej drogi - przegrali 1:2 z Ostrovią Ostrów Wlkp.

Czy teraz "niebiescy" wrócą do Wielkopolski i zafundują Lechowi Poznań dziesiątą porażkę w sezonie? Z ich zapowiedzi wynika, że chcą w Poznaniu poprawić sobie humory po niedzielnej przegranej 1:4 z Legią Warszawa i że raczej serio potraktują występ w pucharze.

A co zrobi z pucharem Maciej Skorża? Słabszy skład Lecha Poznań zremisował ostatnio z Belenenses Lizbona, a ten mocniejszy przegrał zasłużenie w Białymstoku. - Chcemy zajść w pucharze jak najdalej - mówią tajemniczo przy Bułgarskiej. Wiadomo, że przeciwko Ruchowi będzie mógł zagrać chory w weekend Kasper Hamalainen, ale wykluczony jest występ Łukasza Trałki, Macieja Gajosa i Marcina Robaka, choć ten ostatni powinien znaleźć się w kadrze na sobotni mecz z Górnikiem Zabrze.

Zagadką jest też reakcja kibiców, którzy w poniedziałek usłyszeli apel kapitana Łukasza Trałki i grup kibicowskich, by mimo zawodu, jaki sprawiła im drużyna, przyszli jednak na stadion i dopingowali Lecha przeciw Ruchowi.

O tym, czy posłuchają, przekonamy się w środę o godz. 20.30, gdy rozpocznie się spotkanie na Inea Stadionie.