Videoton Szekesfehervar - Lech Poznań. Polak i Węgier z tej samej bajki

"Jeżeli zespół przechodzi kryzys, to trzeba pamiętać, że takie sytuacje nie są niczym nagłym. Są długotrwałe" - mówi o swoim zespole trener Videotonu przed meczem z Lechem Poznań. Ale równie dobrze można by to powiedzieć o "Kolejorzu"
Lecha Poznań i jego czwartkowego rywala Videoton Szekesfehervar łączy wiele. Jak mówi lider drużyny z Węgier, były gracz Anderlechtu Roland Juhasz (wyleczył już więzadła i może zagrać z poznaniakami w czwartek): - W zeszłym sezonie wszystko nam wychodziło. Teraz nie wychodzi nam nic.

Równie dobrze mógłby to powiedzieć kapitan Lecha Łukasz Trałka.

Oba zespoły w nowym sezonie wpadły w potężne tarapaty, przegrywają w lidze mecz za meczem, kompromitując się jako mistrzowie. W jednym i drugim wypadku trenerzy nie potrafią tego powstrzymać.

"W historii sportu zupełnie normalne jest, gdy komuś przez długi czas coś się nie udaje, nawet wtedy, gdy udawało się wcześniej. Wtedy jedynym rozwiązaniem jest zachować spokój i wierzyć w pracę. Jeśli jest solidna, przyniesie w sporcie owoce. My w pracę wierzymy". Czyje to słowa? Trenera Lecha Macieja Skorży czy szkoleniowca Videotonu Tamasa Petö? Odpowiedź prawidłowa: B. Ale równie dobrze mogłaby być również A, bo trener Skorża często mówi podobnie.

Jest jednak pewna rzecz, której trener Maciej Skorża dotąd nie powiedział, a węgierski szkoleniowiec podzielił się z nią w Szekesfehervar z dziennikarzami. - Jeżeli zespół przechodzi kryzys, to takie sytuacje nie są niczym nagłym. Powody kryzysów są długotrwałe - powiedział. Wskazał na przyjście nowych graczy, którzy jeszcze nie zostali wkomponowani w całość, a także problemy z kontuzjami, ale trener Tamas Petö wie, że przyczyn kryzysu w jego drużynie należy szukać dalej wstecz niż tylko w początkach tego lata. Może w polityce kadrowej, w latach zaniedbań, wiary w coś, co nadziei nie daje - tego nie sprecyzował.

Trener Maciej Skorża bez ogródek powiada, iż jego szacunek do rywali z Węgier zauważyć można najłatwiej w tym, że oszczędzał graczy Lecha w lidze, w tym w ostatnim meczu z Piastem Gliwice. Taka postawa jest wynikiem określenia przez klub z Poznania priorytetów na ten sezon. Skorża miał awansować do fazy grupowej któregoś z pucharów. - Wszystko temu podporządkowałem, ustalanie składu niemal w każdym meczu ligowym było tym podyktowane - powiedział w Szekesfehervar, choć kibice "Kolejorza" burzą się, że liga i walka w kraju nie są mniej ważne. Trener Lecha woli jednak zagrać słabszym składem z Piastem niż choćby o jotę zaryzykować odpadnięcie z Videotonem nawet przy 3:0 w meczu u siebie. - Bo w sporcie nawet 6:0 nie daje pełnej gwarancji - tłumaczy. Czytaj: bo takiej wpadki nie da się naprawić, a wyniki w lidze jeszcze można. Zeszły sezon nauczył, że chwilowa słabość uchodzi w zreformowanej ekstraklasie płazem.

Węgry są specyficznym miejscem, bo pokazują, że jeśli chodzi o piłkarską degrengoladę, to właściwie nie ma ona dna, od którego można się odbić. W Szekesfehervar trudno uwierzyć, że kiedyś Węgry były wiodącym piłkarsko krajem świata, że miały kiedyś Puskasa, Kocsisa, Hidegkutiego, że rozbijały Anglię na Wembley 6:3 i Niemców 8:3. Trudno uwierzyć, że tu na stadionie Sostoi, gdzie zagra w czwartek Lech, w 1985 roku zespół Videotonu grał nie o żadną czwartą rundę czy jakąś fazę grupową, ale w samym ścisłym finale Pucharu UEFA. I to tu w finale biegał Real Madryt, pokonany zresztą przez Madziarów na wyjeździe. To był ostatni moment, gdy Węgry uważały, że mogą się liczyć. Podobnie zresztą jak Polacy. Od tamtej pory pikują, a dna nie widać.

A jednak kibice Videotonu i fani piłki nożnej na Węgrzech wciąż wierzą w to, że przyjdzie chwila, gdy to się zmieni. Że ich zespół zaistnieje w Europie, znów będzie pokonywać Paris St. Germain, Manchester United czy Real Madryt jak w sezonie 1984/1985. - Piłka wodna, piłka ręczna, hokej na lodzie, kajakarstwo... Węgrzy odnoszą w nich światowe sukcesy, ale to wciąż piłka nożna i Videoton cieszą się w Szekesfehervar największą popularnością. Nie zmienia się to od lat - mówi rzecznik klubu Gergely Gresso.

Czy u nas, w Poznaniu jest inaczej?

Początek meczu Lecha z Videotonem w czwartek o godz. 19.