Lech Poznań - FK Sarajevo 1:0. Barry Douglas: Moje biodro? Bardzo boli, ale będzie dobrze

- Prawie po każdym treningu ćwiczę stałe fragmenty gry. Właściwie robię to tak długo, aż trener nie powie, że już wystarczy, i nie wygoni mnie do szatni - opowiada Barry Douglas, który właśnie strzałem z rzutu wolnego zapewnił Lechowi Poznań wygraną 1:0 z FK Sarajevo w II rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów.


Mistrzowie Polski przywieźli z Sarajewa zwycięstwo 2:0, ale najświeższe w ich pamięci były wspomnienia z sobotniego meczu ligowego, gdy zagrali bardzo słabo i ulegli 1:2 Pogoni Szczecin. W tym spotkaniu Barry Douglas zmarnował niemal wszystkie rzuty wolne i rzuty rożne, do których podszedł. Tymczasem w środowy wieczór już w 5. minucie spotkania ślicznym strzałem zdobył jedyną bramkę w rewanżu z Bośniakami.

- Co się zmieniło? Teraz graliśmy naszymi nowymi piłkami, firmy Nike - odpowiada z uśmiechem Szkot. - A tak na poważnie, to czasem się tak zdarza, że próbujesz, próbujesz, a nic ci nie wychodzi. Pojedynek z Pogonią był właśnie jednym z takich meczów.

Pytany o to, na kim wzoruje się przy strzelaniu z rzutów wolnych, lechita znów odpowiada z uśmiechem: - To był gol w stylu "Bashera" [przydomek Szkota] Douglasa. He, he. Oczywiście fajnie jest zdobyć bramkę, ale oczywiście najważniejsze jest to, że wygraliśmy i jesteśmy w następnej rundzie. Tak, myślę, że początek meczu to był dobry czas na takiego gola. Szybko uspokoiliśmy nerwy, a potem kontrolowaliśmy spotkanie, nie pozwoliliśmy rywalom na wiele i to było najważniejsze. Potrzebowaliśmy tego zwycięstwa, żeby odzyskać pewność siebie po ostatniej porażce i przed sobotnim meczem z Lechią Gdańsk.

Barry Douglas opowiada też, że taka precyzja przy zagraniach nie bierze się znikąd. - Prawie po każdym treningu ćwiczę strzały i dośrodkowania ze stałych fragmentów gry. Właściwie robię to tak długo, aż trener nie powie, że już wystarczy, i nie wygoni mnie do szatni - wyjaśnia.

Szkot tłumaczy też, o czym rozmawiał z arbitrem środowego spotkania. Sędzią był bowiem jego rodak Kevin Clancy. - Prawda, że to fajnie jest spotkać tu, w Polsce, arbitra ze swojego kraju? Z tego co pamiętam, to gdy widzieliśmy się ostatnio na meczu, wyrzucił mnie z boiska - wspomina. - Teraz pytał mnie, jak mi się tu żyje, takie tam. Powiedziałem mu, że jeśli widzi atmosferę na meczu, to wie, że gra mi się w Poznaniu naprawdę dobrze.

Niewiele brakowało, a Barry Douglas nie dokończyłby meczu z FK Sarajevo. Zszedł nawet z boiska, a trener powiedział, że obrońca Lecha Poznań ma problemy z biodrem. - Faktycznie, boli bardzo, gdy gram. Teraz już nie, ale muszę się spotkać z lekarzem. Wszystko będzie dobrze - zapewnia.

Szkocki piłkarz "Kolejorza" podkreśla, że nikt w zespole nie myśli teraz o kolejnej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów i meczu z FC Basel. - Ze Szwajcarami łatwo nie będzie. Postaramy się dowiedzieć, ile się da, od Darko Jevticia, który jest przecież wychowankiem FC Basel. Teraz jednak najważniejszy dla nas jest pojedynek ligowy z Lechią - mówi Barry Douglas.