Sport.pl

FK Sarajevo - Lech Poznań. Niezwykły patron Stadionu Olimpijskiego w Sarajewie

Lech Poznań zagra we wtorkowy wieczór na największym stadionie piłkarskim Bośni i Hercegowiny. Obiekt ma tak niezwykłego patrona, Asima Ferhatovicia Hase, że punkrockowa grupa Zabranjeno Pusenje nagrała poświęcony mu utwór. Początek meczu o godz. 21, relacja na żywo w Sport.pl


"Nedelja kad je otisao Hase", czyli "Dzień, w którym odszedł Hase" - śpiewa w refrenie zespół Zabranjeno Pusenje (czyli po prostu Zakaz Palenia), założony na początku lat 80. w Sarajewie. To piosenka hołd złożona Asimowi Ferhatoviciowi Hase, zmarłej w 1987 roku legendzie FK Sarajevo. Nie jest to największy przebój grupy, ale bez wątpienia należy go uznać za szczególny utwór, bo jest poświęcony piłkarzowi. A takie nagrania są raczej rzadkością.



Czym zasłużył sobie Asim Ferhatović Hase, że nagrano o nim piosenkę, a potem jego imieniem nazwano największy stadion w kraju, ulicę w Sarajewie, zbudowano pomnik i uczyniono z niego patrona kilku wydarzeń sportowych w mieście? Urodzony w 1933 roku piłkarz nie ma jakichś wybitnych dokonań sportowych. W reprezentacji Jugosławii zaliczył tylko jeden występ (w 1961 roku przeciwko Korei Południowej), raz został mistrzem Jugosławii (w 1967 roku, oczywiście w barwach FK Sarajevo) i raz był królem strzelców tamtejszej ligi (w 1964 roku, gdy zdobył dziewiętnaście bramek), a jednak dzień, w którym kończył karierę, został uznany za jedno z największych wydarzeń sportowych w historii miasta. A kroniki klubowe nie piszą Asimie Ferhatoviciu Hase inaczej niż o legendzie i najlepszym strzelcu w dziejach FK Sarajevo. Jedynym piłkarzu, który zdobył sto bramek w oficjalnych meczach. - Uważam, że najlepszym piłkarzem w historii bośniackiego futbolu był Safet Susić, ale to Hase był kimś wyjątkowym. Nie tylko świetnie grał w piłkę, ale był uwielbiany przez ludzi, mimo że nigdy nie miał ambicji, by być gwiazdą - mówił były selekcjoner Miroslav Blazević.

Podobno jeden z kibiców podczas nabożeństwa, na zawołanie kapłana "Jeden jest Bóg", odpowiedział "Nazywa się Asim Ferhatović Hase". Gdy 25 stycznia 1987 roku piłkarz zmarł na zawał serca, dzień po swoich 54. urodzinach, w miejscowej prasie ukazał się całostronicowy artykuł z tytułem "Jedan je Haze". Takie zawołanie można jeszcze dziś usłyszeć na stadionie na Koszewem Polu.

Patron stadionu i legenda FK Sarajevo trafił do klubu jako 15-latek w 1948 roku, trzy lata później był już w pierwszym zespole. Grał w nim przez szesnaście lat od 1951 do 1967 roku. Wystąpił w ponad 250 meczach, zdobył 100 bramek (łącznie z nieoficjalnymi spotkaniami było to 198 goli w 422 występach). Ukochane miast opuścił tylko raz, gdy w 1963 roku podpisał kontrakt z Fenerbahce Stambuł. Tęsknił jednak, dzwonił codziennie do Sarajewa. W Turcji zagrał dziewięć spotkań i rozwiązał umowę. Wrócił i od razu wspomógł drużynę w ważnym meczu. "Nie mogę grać nigdzie indziej niż w Sarajewie" - miał wyjaśnić.



Ulubieniec kibiców, czasem z nimi rozmawiał podczas meczów. Ku radości tłumów mijał rywali, strzelał im gole, a potem można było go spotkać, gdy kopał piłkę na jednym ze skwerków w mieście. Albo gdy grał w szachy pod gołym niebem. Nie były go w stanie złamać nawet mniej lub bardziej istotne urazy, bo potrafił wyjść ze szpitala na żądanie, by zagrać dla FK Sarajevo. W 1967 roku musiał się jednak poddać. Kontuzja okazała się zbyt poważna. Musiał skończyć z piłką. Asim Ferhatović Hase przestał grać, ale jego legenda w Sarajewie trwa.



Więcej o: