Wiceprezes Lecha Piotr Rutkowski: Dwóch piłkarzy w czerwcu, reszta - w zależności od potrzeb [ROZMOWA]

Na 50 procent ocenił szanse na pozostanie w Lechu Poznań Karola Linettego wiceprezes Lecha Poznań Piotr Rutkowski. Niestety, nie można wykluczyć odejścia i jego, i Dawida Kownackiego, choć Lech wolałby tego uniknąć
Radosław Nawrot: Jesień, Lech Poznań jednak awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Gra teraz z FC Barceloną, bo tak wylosował. Jak to widzisz przy obecnym składzie Lecha?

Piotr Rutkowski: Bardzo, ale to bardzo cieszyłbym się na taki mecz. Bo to mecz marzeń.

Zanim do tego dojdzie, Lech będzie musiał przejść przez eliminacje, w których do wyeliminowania będą takie zespoły jak Red Bull Salzburg, Celtic Glasgow czy wasz ulubiony FC Basel. Iloma piłkarzami trzeba wzmocnić Kolejorza przed takimi meczami?

- Nie czarujmy się, nie zbudujemy od razu zespołu na miarę Ligi Mistrzów. Co nie znaczy, że nie mamy szans. Naszym celem jednak jest budowa takiej kadry, która doprowadzi nas do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Wszystko co uda nam się wygrać więcej, będzie historycznym sukcesem nie tylko naszym, ale całej polskiej piłki.

Taki cel mieliście od jakiegoś czasu. Przyszło jednak mistrzostwo Polski. Zaskakujące?

- Dla nas nie. Dla nas była to tylko kwestia czasu. Długo na to pracowaliśmy, długo budowaliśmy zespół, by je zdobyć.

Naprawdę spodziewałeś się, że Maciej Skorża już w pierwszym sezonie pracy sięgnie po tytuł?

- Trudno się było tego spodziewać po Stjarnan i naszej porażce z Islandczykami. To były trudne dni, podczas których myślenie o mistrzostwie Polski było jeszcze niedorzeczne. Punktem zwrotnym był dla mnie mecz z Legią w Warszawie, gdy zagraliśmy bardzo dobrze. Zauważyliśmy, że tę drużynę można wyciągnąć z kłopotów. Sztab trenerski Macieja Skorży zrobił to bardzo szybko.

Ale czy fakt, że Lech jest mistrzem i ma szansę walczyć o Ligę Mistrzów, zmieniają plany transferowe?

- Nie. Wszystko pozostaje tak, jak było. Realizujemy nasz plan bez jakichkolwiek emocji. Nie ma sensu zmieniać planów transferowych, skoro jesteśmy już po 7 czerwca. Niczego nie będziemy robili na łapu-capu, szukać zawodników na pozycje, które nie są nam potrzebne albo piłkarzy, których wcześniej nie przygotowaliśmy. W Poznaniu robimy wszystko według planu.

Z kilkoma piłkarzami jednak nie wiadomo do końca, co zrobić. Na przykład z Zaurem Sadajewem.

- Ja bym bardzo chciał, aby on został.

Ale na jakich warunkach? Za milion dolarów?

- Oczywiście, że nie.

Chcecie go na powrót wypożyczyć? Rozwiązanie kontraktu?

- Rozważamy każdą ewentualność. Nawet wykup. Dużo będzie zależało od samego Zaura. Teraz pojechał do domu, do Czeczenii na rozmowy. Terek powiedział nam, że decyzję w tej sprawie musi podjąć zawodnik. Jeśli będzie chciał wrócić do Polski, to Terek się na to zgodzi. Sam Zaur powiedział nam jasno, że jeśli będzie miał ofertę z Rosji, to chciałby być bliżej domu. Natomiast jeśli ma grać w Polsce, to tylko w Lechu Poznań. Jesteśmy w stałym kontakcie z Terekiem i Zaurem i liczymy na korzystną decyzję. To zawodnik, który jest nam potrzebny. Prawdziwy wojownik. Braliśmy go latem na szybko, ale nie w ciemno, bo wiedzieliśmy, że to gracz z charakterem. Jesienią był niedostatecznie przygotowany, ale wiosną pokazał, na co go naprawdę stać. Z Wisłą Kraków walczył do ostatnich sił, a nawet więcej, walczył gdy tych sił już nie miał. Zaur Sadajew przyszedł do nas na szybko, ale nie bez obserwacji. Mieliśmy go na liście interesujących zawodników z polskiej ligi.

Gdy teraz myślicie o wzmocnieniach, to skłaniacie się głównie ku polskiej lidze?

- Zaczynamy od polskiej ligi, bo wiemy że najbardziej potrzebujemy doświadczonych Polaków.

Ilu to będzie zawodników?

- Tego nie wiem, bo to zależy od tego, ilu graczy od nas odejdzie.

Zatem a propos. Jaka jest szansa na to, że Karol Linetty zostanie w Lechu Poznań?

- (długie milczenie) Pół na pół, tak myślę. Mamy z nim umowę dżentelmeńską, że jeśli się ktoś w tym okienku zgłosi i zaproponuje ustaloną kwotę, będzie mógł odejść. Jeśli do końca przyszłego tygodnia nie pojawi się nic konkretnego, co odpowiada jemu i nam, będziemy chcieli, by wziął udział w przygotowaniach i grał u nas przynajmniej w kwalifikacjach do europejskich pucharów.

Wtedy będziecie się starali, żeby odszedł jak najpóźniej?

- Tak.

Karol Linetty zgodzi się wtedy na podpisanie nowej umowy, w ramach której jeśli odejdzie np. za rok, to wy na tym zarobicie?

- Tak.

Czy to prawda, że z 15 najważniejszych klubów Europy aż 10 się nim interesuje?

- Powiedziałbym, że kilkanaście z 30 najważniejszych. Zainteresowanie klubów nie jest jednak stałe, zależy od konkretnego momentu, od potrzeb, jakie taki klub w tej chwili ma. Z punktu widzenia Karola Linettego ważne jest nie tyle to, by poszedł do klubu wielkiego, ale takiego, który go naprawdę chce i potrzebuje, w którym będzie grał. On to rozumie, dokładnie wie, czego chce. To jest w tym transferze najważniejsze. Za rok mamy mistrzostwa Europy i jeśli Polska się na nie zakwalifikuje, to nie wyobrażam sobie tej imprezy bez Karola Linettego.

Twoim zdaniem Karol Linetty powinien zostać jeszcze przez rok w Lechu?

- Uważam, że doświadczenie pucharowe, jakiego może tu nabyć i którego dotąd nie miał, na pewno by mu się przydało. Zawodnik jednak jest świadomy, wie czego chce. Nie zamierzam psuć jego marzeń.

Kasper Hamalainen ma kontrakt do grudnia, ale wiem, że liczyliście na to, że gdy zdobędzie tytuł, zobaczy wielką fetę, może zechce zostać tu dłużej.

- Tak, to był nasz as w rękawie. Ta feta mistrzowska, którą w pełni zaplanowaliśmy właśnie pod kątem Kaspra po to tylko, żeby został. Kątem oka patrzyliśmy w jej trakcie na niego, co teraz... co teraz zrobi (śmiech). A serio, na dzisiaj wiemy, że zostaje z nami do grudnia. Mam poważne wątpliwości, czy uda nam się uzyskać coś więcej, ale w tym kluczowym momencie gry w pucharach będzie z nami.

Rezygnujecie w takim razie z pieniędzy, które za jego sprzedaż można by uzyskać tylko teraz?

- Tak, rezygnujemy. Absolutnie warto. Nie chodzi o to, by coś na nim jeszcze zarobić. Jaki to zarobek, skoro stawką jest to, by liczyć się w Europie, by zagrać w fazie grupowej?

Kto jeszcze jest piłkarzem, na którego odejście się zgodzicie, o ile pojawi się dobra oferta? Dawid Kownacki?

- (bardzo długie milczenie) To jest trudne pytanie, bo tak naprawdę nie chcemy nikogo sprzedawać na siłę, zresztą to zależy od bardzo wielu czynników. Dawid Kownacki złapał formę, niesamowicie się tej wiosny ustabilizował, coraz lepiej wygląda fizycznie. Nie chciałbym stracić jednocześnie i Karola Linettego, i Dawida Kownackiego. Niewykluczone jednak, że z jednym z nich będziemy musieli się pożegnać.

Co musi się stać, by odeszli obaj? Bardzo wysokie oferty, których nie możecie odrzucić?

- W pierwszej kolejności, wola i determinacja zawodników. Po drugie, oferta, obok której nie można przejść obojętnie.

Takie oferty najczęściej zdarzają się w sierpniu, jak w wypadku Łukasza Teodorczyka?

- Nie. Takie oferty najczęściej zdarzają się w maju. Maj już przeżyliśmy.

Widzę po Tobie, że były oferty, nad którymi się poważnie zastanawialiście.

- Były, ale wszystkie wykluczyliśmy. Nie sami, ale zawsze robimy to wspólnie z zawodnikami. Nie odrzucaliśmy ich lekką ręką. Czekamy teraz na rozwój wydarzeń i liczymy na to, że z możliwie najsilniejszą kadrą uda nam się rozpocząć przygotowania. Musimy jednak przyjąć do wiadomości, że Lech - niezależnie od tego, czy jest mistrzem, czy wicemistrzem - jest klubem skazanym na sprzedaż co roku jednego zawodnika. Spójrzmy na Sevillę - dwa razy wygrali Ligę Europy, ale gdy FC Barcelona zgłosiła się po Rakiticia, to go oddali. Ważne jest to, że udało nam się i uda utrzymać kręgosłup drużyny. Nie tracimy żadnego z filarów zespołu, do których bez wątpienia możemy zaliczyć Łukasza Trałkę, Paulusa Arajuuriego, Kaspra Hamalainena i Szymona Pawłowskiego. Starszych zawodników, którzy biorą w meczu na siebie odpowiedzialność. To wcale nie znaczy, że są oni naszymi najlepszymi piłkarzami, ja np. uważam, że bezdyskusyjnie najlepszym naszym graczem był Karol Linetty. W kluczowych momentach sezonu ci gracze pokazali jednak, jak są ważni i jak bardzo można na nich liczyć.

Załóżmy wariant pesymistyczny: Zaur Sadajew nie wraca do Lecha, trzeba sprzedać Karola Linettego, pojawia się fantastyczna oferta na Dawida Kownackiego, której nie można odrzucić...

- I do tego odejdzie od nas Marcin Kamiński, który również ma z nami dżentelmeńską umowę?

Czyli spodziewasz się, że znów sympatyczni Włosi z Sycylii zechcą go sprowadzić?

- Bardzo się cieszę na kolejne rozmowy z nimi, naprawdę...

No to mamy czterech. Jesteście gotowi na to, by sprowadzić czterech nowych?

- Gdyby tylu miało odejść, co uważam za bardzo mało prawdopodobne, to tak, jesteśmy przygotowani. Będziemy czekali na to, co się wydarzy.

Ilu jest takich zawodników, z którymi podpiszecie kontrakty teraz, w czerwcu?

- Dwóch.

Nazwiska?

- Nie podam.

A bramkarz? Myślicie o sprowadzeniu bramkarza?

- Myślimy o każdej pozycji, ale Maciej Gostomski przeszedł z nami już tyle i zagrał tyle meczów pod presją, że to, co najgorsze, ma już chyba za sobą. Oglądaliśmy wielu bramkarzy i pytaliśmy naszych trenerów, czy któryś z nich jest lepszy od zawodników, których mamy. Odpowiadali, że nie.

Radosław Janukiewicz też nie?

- Też nie. Stwierdziliśmy, że w polskiej lidze trudno będzie znaleźć bramkarza lepszego od naszych, o ile wykluczymy takich graczy jak Drągowski czy Kuciak.

Podziękowaliście trzem piłkarzom - Luisowi Henriquezowi, Vojo Ubiparipowi i Arnaud Djoumowi.

- Luis Henriquez to dla nas gracz szczególny, bo przez te osiem lat gry w Lechu zawsze mogliśmy na niego liczyć. A osiem lat to bardzo dużo. Arnaud Djoum miał nieco pecha. Na jego ocenę rzutuje ta czerwona kartka z meczu z Zawiszą Bydgoszcz, o dobrym występie z Podbeskidziem Bielsko-Biała już mało kto pamięta.

Dlaczego zatem go pożegnaliście?

- Bo mamy lepszych.

Po co go sprowadziliście?

- Szukaliśmy kogoś na tę pozycję, a był to okres, w którym schodziliśmy po naszej liście rankingowej coraz niżej i niżej. Wiązało się z nim pewne ryzyko, ale ma w swoim CV ponad sto meczów w lidze holenderskiej, doświadczenie międzynarodowe i to nas przekonało.

To był sygnał w stronę kibiców?

- Bardziej w stronę naszej szatni. Chcieliśmy dać piłkarzom do zrozumienia, że poszerzamy kadrę i nadchodzi wielka rywalizacja o miejsce w składzie. Nieoczekiwanie wiosną nie mieliśmy żadnych kontuzji w szeregach defensywnych, nie trzeba było wprowadzać rotacji. Jesienią sytuacja była przecież inna. Nie wszyscy piłkarze mogli zatem pograć, ale twierdzę stanowczo, że naszą stabilizację w szeregach obrony w dużej mierze zawdzięczamy transferowi Tamasa Kadara. Podczas treningów wywierał on szaloną presję na pozostałych. To m.in. dzięki niemu Paulus Arajuuri i Marcin Kamiński osiągnęli taką formę.

A co z Davidem Holmanem?

- Prosiliśmy w jego wypadku o cierpliwość.

Nadal prosicie? Zostaje?

- Zostaje. Pół roku cierpliwości dostał. Teraz musi walczyć o swoje. Zwijam niniejszym parasol ochronny, który nad nim był rozpięty.

Co z młodymi graczami? Kto będzie wkraczał do pierwszego zespołu?

- Bardzo liczę na Jana Bednarka. Czeka nas wiele meczów, chciałbym, aby dostał szansę. Zasługuje na to. Teraz nie było o tym mowy, bo Paulus Arajuuri i Marcin Kamiński wyglądali fantastycznie. Teraz jednak szykujemy kadrę na mecze rozgrywane co trzy dni i Jan Bednarek może okazać się kluczowym elementem tej układanki.

A w Jakuba Serafina wierzysz?

- Tak. Potencjał ma duży. Jego ścieżka rozwoju będzie jednak inna niż w wypadku Karola Linettego, który zaczął grę w pierwszym zespole znacznie wcześniej niż on. Marcin Kamiński też potrzebował wiele czasu nim rozwinął się w takiego zawodnika, jakim jest dzisiaj.

Ile dzisiaj jest w stanie płacić za zawodników Lech? Milion euro za zawodnika to nadal bariera nie do przekroczenia?

- Zdecydowanie. Już raz rzuciliśmy wszystkie środki na transfery i poszły one na marne.

Sezon 2010/2011, po poprzednim mistrzostwie?

- Tak. Teraz tego nie zrobimy. Nie jesteśmy jeszcze na tym etapie, by płacić za jednego zawodnika milion euro. To byłoby nieodpowiedzialne.

A kominy płacowe?

- Po wielu latach i dużej pracy mogę powiedzieć, że struktura płacowa w zespole jest teraz optymalna. Mamy bardzo sprawiedliwą piramidę zarobków. Nie ma sytuacji, by piłkarz lepszy od swego kolegi zarabiał teraz od niego mniej.

W tej sytuacji gdyby przyszedł do was piłkarz... dajmy na to Marco Paixao... trzeba by tę strukturę naruszyć.

- Nie. To taki piłkarz musiałby naruszyć swoją strukturą zarobków. Bo jeśli przychodzi do Lecha Poznań, to musi zasłużyć na grę w pierwszej jedenastce, czyli być lepszym od zawodników, których już mamy. To będzie trudne. jesteśmy w końcu mistrzem Polski.