Kibice skandują "Zaur Sadajew". Czeczeniec zostanie w Lechu Poznań?

Owacje kibiców Lecha Poznań dla Zaura Sadajewa, który butami niemal przeorał boisko podczas meczu z Wisłą Kraków znaczą jedno - Czeczeniec ma zostać w Poznaniu. Tego chce publika. Nie będzie to jednak proste
"Zaur Sadajew! Zaur Sadajew! Zaur Sadajew!" - najpierw nazwisko napastnika Lecha było skandowane na stadionie, a później na placu Mickiewicza, gdzie piłkarze wraz z kibicami świętowali zdobycie mistrzostwa Polski. Niewielu piłkarzy "Kolejorza" zgarnęło tak wielką owację jak właśnie Czeczeniec. Jedynie kapitan Łukasz Trałka, twardziel Paulus Arajuuri i zadziorny Karol Linetty byli oklaskiwani równie głośno. A sam Czeczen był tak oszołomiony, że niewiele z tej fety do niego docierało. Nigdy wcześniej nie przeżywał czegoś podobnego. Kibice stanęli za nim murem, a ich przekaz dla zarządu Lecha Poznań jest jasny - ten brodacz ma zostać w Poznaniu na dłużej.

Sadajew to ten typ piłkarzy, których najbardziej lubi widownia w Poznaniu. Nie jest skuteczny, ale zostawia na boisku serce i pot. Atakuje rywali bezpardonowo, biega do każdej piłki. I za to czeczeński piłkarz dostał owacje na koniec sezonu.

Nikt nie klaskał Sadajewowi we wrześniu zeszłego roku. Reakcja poznańskiej na jego przyjście do Lecha była bardzo chłodna. Zaur Sadajew nie strzelał goli w Lechii Gdańsk ani wcześniej w Tereku Grozny, nie udawało mu się to w Beitarze Jerozolima. Nie strzelał ich także w Lechu - skuteczniejsi od niego są przecież w "Kolejorzu" i Kasper Hamalainen, i Szymon Pawłowski, nawet Darko Jevtić. Zaur Sadajew robi jednak rzeczy, których żaden z tych piłkarzy nie potrafi.

W 40. minucie meczu z Wisłą Kraków Zaur Sadajew wyszedł z kontrą, samotnie wbiegł z piłką między czterech rywali, wyprzedził jednego z nich, ale padł na murawę po ostrym wślizgu Łukasza Burligi. Sędzia Szymon Marciniak już chciał zagwizdać faul, ale Czeczeniec - ku zaskoczeniu wszystkich - podniósł się z kolan, dopadł do piłki i kontynuował swój rajd! Na trybunach zawrzało. Słowa "biegać, walczyć i się starać" stały się ciałem.

Sadajew nie zerwał jednak z łatką napastnika, który ze strzelaniem goli jest na bakier. Sezon zakończył z dziewięcioma bramkami na koncie, choć to i tak jego rekordowy dorobek. Snajper, który dziewięcioma trafieniami w sezonie pobija swój rekord życiowy, nie zasługuje na miano dobrego napastnika. Jego umiejętności pozwalają jednak określić go świetnym piłkarzem. Dlatego i władze, i sztab szkoleniowy Lecha chciałyby, żeby Sadajew został w Poznaniu. Piłka jest po stronie samego Czeczeńca, który po zakończeniu okresu wypożyczenia wróci do Groznego.

W Lechu liczą na to, że w ściągnięciu Sadajewa pomoże im... sam Sadajew. W Tereku nie wiążą ze swoim piłkarzem zbyt dużych nadziei, ale oczekują za niego dużych pieniędzy. 25-latek miałby więc zachęcić swój rodzimy klub do tego, żeby ten rozwiązał z nim kontrakt. Wtedy "Kolejorz" mógłby go ściągnąć do siebie i nie płacić Terekowi miliona dolarów, jakich oczekują Czeczeńcy.

Z Sadajewem jednak trudno się porozumieć, a on sam nie kwapi się do podjęcia decyzji. Nawet Maciej Skorża mówi, że trudno mu dotrzeć do tego zawodnika. A to przecież trener Lecha zdołał odmienić tego egoistycznego i chaotycznego zawodnika. 25-latek w rundzie finałowej zostawił na boisku mnóstwo zdrowia, raz za razem przerywał ataki rywali i pomagał kolegom w rozgrywaniu akcji. Poznańskich kibiców już kupił, ale czy Lech wykupi jego?