Lech Poznań. W niedzielę albo mistrzostwo, albo...

Gdy dzwoni do ciebie dawny kolega, którego nie widziałeś od 15 lat, i pyta, czy nie masz biletów na mecz Lecha Poznań, to wiedz, że coś się dzieje: ?Kolejorz? walczy o mistrzostwo Polski. W niedzielę Poznań albo oszaleje, albo trafi go jasny szlag
- Napięcie związane z końcówką tego sezonu jest trudne do wytrzymania - zwierzył się trener Lecha Poznań Maciej Skorża. Już niedługo jednak, już tylko kilkadziesiąt godzin... W niedzielę o godz. 18 zespoły piłkarskiej ekstraklasy rozpoczną ostatnią kolejkę spotkań, wszystkie o tej samej porze. Lech Poznań zagra u siebie z Wisłą Kraków, jego rywalka Legia Warszawa podejmuje Górnika Zabrze. By zdobyć mistrzowski tytuł, Lech nie musi w niedzielę nawet wygrać. Ba, może wręcz przegrać, a i tak będzie mistrzem, o ile Legia nie wygra swojego meczu. To oznacza, że szanse na triumf "Kolejorza" są bardzo duże, a podniecenie w całej Wielkopolsce ogromne.

Kibice Kolejorza mogą być głośni

Nic dziwnego, trudno znaleźć w Poznaniu jakiekolwiek wydarzenie, jakiekolwiek zjawisko, które wywołuje tak gigantyczne zainteresowanie. Bilety na ten ostatni mecz z Wisłą Kraków skończyły się w poniedziałek. Spotkanie obejrzy komplet 40 tys. kibiców - tylko dlatego, że stadion przy Bułgarskiej nie mieści więcej. To są właśnie chwile, które pokazują, po co go zbudowano i dlaczego jest tak duży. Stadion piłkarski ma sens bowiem dopiero wtedy, gdy jest pełen. Zamienia się wtenczas w jeden wielki, tętniący, żywo reagujący i rozemocjonowany organizm, podobny do jakiegoś bajkowego stworzenia, które tworzą ci wszyscy ludzie. Przyjazd papieża, może jakiś fenomenalny koncert - nawet te okoliczności mogłyby nie zebrać w jednym miejscu takiej rzeszy pełnych ekscytacji ludzi, którzy przez kilka ostatnich miesięcy wspólnie przeżywali gorycz, złość, rozczarowania, wespół karmili się nadzieją, że jednak będzie lepiej, by wreszcie na koniec razem przeżyć eksplozję radości.

To jest chwila, w której pochowani gdzieś kibice Lecha Poznań wychodzą z kryjówek. Opuszczają swoje biura, korporacje, zdejmują garnitury i wychodzą z banków, odkładają narzędzia i ryglują warsztaty, nie przyjmują więcej pacjentów w przychodniach i klientów w salonach fryzjerskich, a na drzwiach sklepów wieszają karteczki "Zaraz wracam". Idą na najważniejszy mecz, o ile tylko byli dość przezorni, by zawczasu kupić bilet.

Nocą z niedzieli na poniedziałek, już po meczu Lecha z Wisłą i - oby - po zdobytym mistrzostwie, zapewne będą hałaśliwi. Pewnie rykną, odpalą race, może nie poprzestaną na oranżadzie, zaczną podskakiwać i klaskać, z pewnością zablokują ruch (policja zamknie na czas przemarszu kibiców ze stadionu na pl. Mickiewicza kolejne ulice: Grunwaldzką, Zeylanda, Dąbrowskiego, Wieniawskiego, ale tylko tymczasowo), by ostatecznie wykrzyczeć na całe gardło "Mistrz, mistrz, »Kolejorz «!".

Feta ma się odbyć pod Krzyżami Czerwca 1956, w pobliżu Auli UAM i pomnika Adama Mickiewicza. Tam po meczu z Wisłą przyjedzie autobus z piłkarzami i trenerem. Tam też będą czekali kibice. Lech zgłosił już wniosek o zgromadzenie, a miejsce jest na tyle specyficzne, że nie powinno zakłócić ruchu w mieście, niedużego o tej porze (początek fety w niedzielę o godz. 22). Odcinek św. Marcina przy Krzyżach i tak jest nieczynny, reszta ulic będzie wyłączana jedynie na czas przemarszu.

Nie zapeszmy!

Zapowiada się długa noc, która pokaże, jak gigantyczny potencjał drzemie w Lechu Poznań, jak wielu ludzi on obchodzi i dla jak wielu jest ważne to, co się z nim dzieje. Zapowiada się, ale mówić na razie o niej trudno, bo kibice są bardzo przesądni. Nie chcą zapeszać, odpukują w niemalowane i krzyżują palce, dopóki sędzia po raz ostatni nie zagwiżdże. Wszak tego uczy sport, tego uczy piłka nożna, by nigdy i pod żadnym pozorem nie tracić nadziei oraz pod żadnym pozorem nie być pysznym i zbyt pewnym siebie. Przecież gdy "Kolejorz" był mistrzem poprzednio, zdecydował o tym niesamowity zbieg okoliczności - Lech strzelił bramkę w doliczonym czasie swojego meczu, a jednocześnie główna rywalka Wisła Kraków w doliczonym czasie gola straciła, i to po strzale samobójczym! Sport pisze niekiedy scenariusze, których zwykłe życie powstydziłoby się, zlane rumieńcem.

Kiedy jednak się już uda, tysiące szczęśliwych z tego powodu ludzi pomaszeruje na plac Mickiewicza, by dać upust radości. Pewnie świętowaliby na Starym Rynku, ale tam akurat trwają prace archeologiczne. Dla wielu obecnych kibiców Lecha o archeologię zahaczają wspomnienia o wcześniejszych tytułach mistrzowskich Lecha - poprzedni został zdobyty w 2010 roku, a wcześniejszy w 1993 roku...

Polecamy: Człowiek do ozłocenia - trener Lecha Poznań Maciej Skorża



To naprawdę nie zdarza się tak często.

Ten Poznań - taki standardowy, taki "akuratny", który wszystko ma w miarę dobre, ale nie najlepsze; Poznań, który ustępuje szybko rozwijającej się Warszawie na kolejnych polach, w niedzielę może być w czymś najlepszy w Polsce. I to w nie byle czym - w piłce nożnej.

Kiedy Francja w 1998 roku wygrała piłkarskie mistrzostwa świata, na swoich autostradowych bramkach na granicy rozdawała kierowcom plakat drużyny z napisem "Witamy w kraju najlepszych piłkarzy na świecie". Jeśli Lech nie zawiedzie w niedzielę, także i Poznań będzie mógł nareszcie rozdawać w każdym punkcie CIM ulotki z hasłem "Jesteśmy najlepsi. Miłego dnia".

Wszystkie nasze artykuły znajdziesz na Twitterze i Google+
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas, dyskutuj i dziel się opiniami.