Maciej Gostomski: Tylko nie mówcie, że jestem bohaterem, bo od razu ładuję w czapę

Takim cytatem rozpoczął rozmowę z dziennikarzami Maciej Gostomski, którego interwencja w doliczonym czasie meczu Lechii Gdańsk z Lechem Poznań uratowała zwycięstwo Kolejorza. Pytany, jak wybił tę kluczową piłkę, odpowiedział: - Nie pamiętam. Naprawdę, nic a nic
- Za szybko się to wszystko działo - mówił Maciej Gostomski. - Pierwszy raz w życiu musiałem wejść na boisko z ławki, nigdy mi się to nie zdarzyło. Gdy mi powiedziano, żebym się grzał, myślałem, że to tylko taka rutyna. Często się tak mówi profilaktycznie. Jasmin Burić jednak leżał na murawie, nie wstawał, w końcu zszedł. Miałem trzy i pół sekundy na wejście. Niczego więcej nie pamiętam, przysięgam.

Maciej Gostomski dodał, że dopiero, gdy obejrzy powtórkę, będzie wiedział, jak udało mu się obronić piłkę w doliczonym czasie meczu . - Pamiętam, że się szybko kręciła, a ja robiłem, co w mojej mocy, żeby jednak nie wpadła. Nie wiem, jak leciałem, gdzie, skąd, dlaczego. Zaraz po wejściu na boisko byłem w takim stanie, że do pierwszej interwencji nie wiedziałem w ogóle, co się dzieje. To nie są jednak częste sytuacje. No ale po to jestem na ławce, żeby wejść i w takiej sytuacji pomóc. Udało się. Nie pamiętam dokładnie jak, ale się udało.

Bramkarz Lecha był krytykowany po kiepskim występie w finale Pucharu Polski, stracił miejsce w składzie. - Po Pucharze Polski nie czułem się dobrze, bo wiem, że słabo wtedy zagrałem - komentował. - Ludzie szybko jednak zapomnieli o moich wcześniejszych meczach, podczas których ratowałem im d... W piłce nożnej tak jest, że od bohatera do krytykowanego droga krótka, a w Poznaniu jest to szczególnie mocno widoczne. Przyjmuję to jednak, taki mam zawód. Za Puchar Polski skrytykowano mnie słusznie.

Pytany o kontuzję Jasmina Buricia, rzekł: - Mam nadzieję, że nic poważnego mu się jednak nie stało. Chciałbym, aby grał. W razie czego mamy Liska [Mateusz Lis], jestem ja, jest Krzychu Kotorowski. Ja byłem, jestem i będę gotowy do gry zawsze. Ta wygrana w Gdańsku bardzo, ale to bardzo przybliża nas do mistrzostwa. Zwłaszcza mentalnie, po wygranej Legii w sobotę. Ja Legii specjalnie się nie boję ani nie patrzę na jej wyniki, co najwyżej oglądam skróty. Graliśmy z nią kilka razy, wygrywaliśmy, wiemy, że nie jest taka mocna. Na nas natomiast nie ma już mocnych.