Lech - Legia 1:2. Dlaczego goście przegrali? Zabrakło zmienników, zawiódł Gostomski

Maciej Gostomski nie uniósł rangi spotkania. Zresztą nie pierwszy raz, bo choć gra w tym sezonie dużo częściej od Jasmina Buricia, to ma dużo gorsze statystyki od Bośniaka - analizuje Hanna Urbaniak z Poznań.Sport.pl. W finale Pucharu Polski Lech przegrał z Legią w Warszawie 1:2.
Lech Poznań wyszedł na finałowy mecz Pucharu Polski bez bramkarza. Maciej Gostomski, któremu kiedyś nie dano szansy w Legii Warszawa, od pierwszych minut był bardzo spięty i nerwowy w swoich interwencjach.

Już na początku meczu jego nieporozumienie z Marcinem Kamińskim mogli wykorzystać warszawiacy. Później Gostomski niepotrzebnie wyszedł z bramki, czym stworzył dogodną okazję do oddania strzału na pustą bramkę Markowi Saganowskiemu. Lechita nie ustrzegł się także błędu przy pierwszej bramce dla Legii, kiedy nie zdołał sięgnąć piłki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, a ta spadła prosto na głowę Tomasza Jodłowca.

Bramkarz Lecha reklamował co prawda, że był faulowany przez Saganowskiego, co nie zmienia faktu, że trudno doliczyć się jego skutecznej interwencji w tym spotkaniu. Co ciekawe, w poprzednim meczu Lecha z Legią przy Bułgarskiej w Poznaniu, to bramkarz warszawskiej drużyny Arkadiusz Malarz miał największy wpływ na porażkę Legii. Tym razem to Gostomski nie uniósł rangi spotkania. Zresztą nie pierwszy raz, bo choć gra w tym sezonie dużo częściej od Jasmina Buricia, to ma dużo gorsze statystyki od Bośniaka. Co najgorsze, nie sprawdził się w meczu o wysoką stawkę.

Lech Poznań nie potrafił wykorzystać okresu przewagi po objęciu prowadzenia. Kolejorz powinien pójść za ciosem, ale dogodne okazje zmarnowali Zaur Sadajew (po ograniu dwóch legionistów strzelił obok bramki) oraz Dawid Kownacki, który po niezłej, indywidualnej akcji nie zdołał zmieścić piłki przy krótkim słupku bramki Legii.

Wcześniej młody piłkarz Lecha zmarnował bodaj najlepszą okazję dla drużyny Macieja Skorży, gdy otrzymał idealne podanie od Tomasza Kędziory i przez nikogo niepilnowany uderzył prosto w Dusana Kuciaka. To jednak po faulu na Kownackim i dośrodkowaniu Barrego Douglasa z rzutu wolnego samobójczą bramkę strzelił Tomasz Jodłowiec.

Lechowi zabrakło zmienników. O ile w pierwszej połowie Lech sprawiał lepsze wrażenie od Legii i wydawało się, że po przerwie dopnie swego, to okazało się, że poznaniacy w drugiej odsłonie stracili większość atutów.

Na domiar złego sporym rozczarowaniem okazali się rezerwowi w drużynie Lecha. Trener Maciej Skorża nie zwlekał długo ze zmianami, ale żaden z wprowadzonych przez niego zawodników, a byli to piłkarze, którzy powinni ciągnąć grę tego zespołu (Jevtić, Formella, Keita) nie potrafili dodać jakości drużynie i odmienić losów spotkania. Lech znów przegrał z Legią walkę o trofeum.