Lech Poznań zamienił presję na pressing. Kapitalna druga połowa i 2:0 ze Śląskiem Wrocław

Lech Poznań w pierwszej połowie zakrztusił się pressingiem Śląska. W drugiej udusił go własnym. Po tragicznej pierwszej połowie w drugiej zagrał bodaj najlepiej w sezonie. Dwa gole wbili Śląskowi Wrocław piłkarze z Finlandii - Kasper Hamalainen i Paulus Arajuuri
W meczu ze Śląskiem Wrocław nie mogli zagrać za kartki Zaur Sadajew i Darko Jevtić, a Kolejorz zachowywał się tak, jakby jednak na boisku byli. Stosował taktykę, która bez tych zawodników nie miała racji bytu. Dawid Kownacki, który wystąpił w ataku w miejsce Czeczeńca, nie jest takim typem zawodnika jak on. Rzadko dochodził do piłek zagrywanych dalekimi podaniami z głębi pola. Tam, w tyłach Łukasz Trałka cofał się głęboko, by rozgrywać piłkę ze środkowymi obrońcami. Wychodziło to średnio, a w każdym razie nie powodowało powstania groźnych akcji, które zaskoczyłyby rywali z Wrocławia. Śląsk jakby potwierdzał słowa trenera Górnika Łęczna Jurija Szatałowa, który po niedawnym meczu stwierdził, że wystarczy obejrzeć dwa, trzy mecze Lecha, by wiedzieć, jak z nim grać. Śląsk wiedział.

Zespół z Wrocławia bardzo mocno rozpoczął spotkanie. Agresywnie zaatakował Lecha, starał się odebrać mu piłkę na jego połowie, naciskał i zmuszał lechitów do nerwowych zagra. To spowodowało nieuchronne straty. Nic, zupełnie nic Kolejorz nie potrafił stworzyć, za to Śląsk chwilami robił na jego połowie, co chciał. Rzutów rożnych w pierwszej połowie miał pięć, przy żadnym Lecha. Gergo Lovrencsics dwukrotnie rozerwał szyki rywali dwoma błyskotliwymi akcjami i to wszystko. Dwie próby strzałów z dystansu w wykonaniu Szymona Pawłowskiego i jedna Łukasza Trałki zakrawały raczej na rozpaczliwe decyzje podejmowane w obliczu bankructwa wszelkich innych pomysłów. W większości niezrealizowanych, bo Kolejorz irytował swoich fanów marnotrawstwem sytuacji, podaniami nie w tempo i nie na pozycję oraz rwącą się nagminnie grą. Sporej części licznej widowni (w końcu był to hit kolejki) naprawdę opadały już ręce, bo by poszukać ostatniego naprawdę dobrego meczu Kolejorza, trzeba było pominąć cały rok 2015.

Trener Maciej Skorża przed meczem mówił o tym, że odzyskanie formy przez graczy decydujących o ofensywie Lecha - Szymona Pawłowskiego, Kaspra Hamalainena i Darko Jevticia - jest kluczem do poprawy jakości gry zespołu. Na razie do tego daleko, Jevticia nie było w ogóle, a pozostała dwójka rozczarowywała nie mniej niż reszta Lecha. Spotkanie aspirujące do miana hitu kolejki byłoby z pewnością jednym ze słabszych w wykonaniu poznaniaków w rundzie, gdyby nie fakt, że takich słabych meczów rozegrali już sporo.

Po przerwie wiele zmieniły... race odpalone i rzucane na murawę przez kibiców Śląska Wrocław. Sędzia Marcin Borski przerwał spotkanie, a ta sytuacja nie tylko pokazała, że pomysły, by legalizować ich używanie na stadionach są pozbawione sensu, ale ... pobudziła piłkarzy Kolejorza. Zaraz po wznowieniu spotkania zaczęli grać znacznie lepiej. Najpierw Szymon Pawłowski dopadł do piłki za polem karnym, uderzył potężnie, ale odbili ją z trudem piłkarze z Wrocławia. Krótko potem piłka po wspaniałym podaniu Barry'ego Douglasa trafiło idealnie do Kaspra Hamalainena i ten prawie rozerwał nią siatkę. Poznaniacy objęli prowadzenie i nie zamierzali na tym poprzestać. Gergo Lovrencsics znalazł się w sytuacji sam na sam z Mariuszem Pawełkiem i przegrał ten pojedynek, a Paulus Arajuuri próbował nawet strzelać nożycami. Nawet kiedy w 68. minucie po groźnym rzucie wolnym Mateusz Machaj trafił w słupek, Lech od razu wyszedł z kontrą.

Teraz to Lech złapał Śląsk za gardło, zablokował pressingiem i szybkim przejściem do ataku zaskoczył rywala, a widownia krzyczała i wiwatowała podniecona, bo na to właśnie czekała. Na tak grającego Lecha, z rozmachem i ambicją, z determinacją i gniewem. Wiwatowała, zapominając na chwilę o zdumieniu, dlaczego nie grał tak dotąd. Kolejorz zupełnie nieoczekiwanie zaczął grać najlepiej w tej rundzie, a kto czy nie było to najlepsze 20 minut w całym sezonie. Lech w pierwszej połowie zakrztusił się pressingiem Śląska. W drugiej udusił go własnym.

W 84. minucie Kolejorz dobił rywali. Miał rzut wolny przy polu karnym, idealny na lewą nogę Barry'ego Douglasa. Gdyby Mariusz Pawełek to obronił, byłby mistrzem. Nie obronił - piłka dotknięta głową przez Paulusa Arajuuriego wpadła do siatki. Lech wygrał 2:0.