Lech Poznań - Śląsk Wrocław. "Kolejorz" kontra kompania braci Paixao

Lech Poznań gra ze Śląskiem Wrocław i tym razem potknąć się nie może. Gdyby znowu to zrobił, strata do Legii Warszawa stałaby się nie do odrobienia w rundzie zasadniczej


Wrocławianie wiosną sprawiali wrażenie drużyny kompletnie rozbitej. W zespole Tadeusza Pawłowskiego nie było już Sebastiana Mili, który w rundzie jesiennej odpowiadał za organizację gry ofensywnej Śląska (pięć goli, sześć asyst) - odszedł jednak do Lechii Gdańsk. Teraz to Lechia była faworytem meczu ze Śląskiem, ale on pokonał ją aż 3:0. Tym samym przerwał swoją fatalną serię dziesięciu meczów bez zwycięstwa. - Bez Mili w Śląsku akcenty rozkładają się na innych piłkarzy, ale to wciąż dobra drużyna. Gdybyśmy podzielili dziś punkty, to mieliby tylko cztery straty do lidera - mówi Skorża. Po rundzie zasadniczej dorobek punktowy zespołów zostanie bowiem podzielony na pół i zaokrąglony w górę.

Lech podejmie Śląska w sobotę o godz. 20.30, lecz "Kolejorz" na pewno nie może się spodziewać przyjemnego, wieczornego spacerku. Naprzeciw niego stanie przecież zespół, który traci do "Kolejorza" zaledwie pięć punktów i który już jesienią mocno mu się postawił. We Wrocławiu padł wynik 1:1, a gole zdobyli Mateusz Machaj oraz Darko Jevtić. - Dobrze ich przeanalizowaliśmy. Tym razem gramy u siebie, a to dla nas kluczowe. Śląsk to dobry zespół, mają w składzie braci Paixao, Piotra Celebana czy Toma Hateleya - analizuje Maciej Skorża. - Chcemy jednak wygrać i zachować szanse na pierwsze miejsce po rundzie zasadniczej - mówi trener Lecha.

"Kolejorz" zagra ze Śląskiem osłabiony. O ile Tadeusz Pawłowski może wystawić niemal najsilniejszy skład, a niepewny jest występ jedynie Dudu Paraiba, o tyle w Lechu wykluczone są występy Zaura Sadajewa i Darko Jevticia - to kara za nadmiar żółtych kartek. Poważnym problemem będzie zastąpienie Sadajewa, który w ostatnich tygodniach wyrósł na czołową postać "Kolejorza". Jego zastępców brak - Vojo Ubiparip ostatnią bramkę zdobył w lipcu zeszłego roku, a Dawida Kownackiego trener Lecha widzi raczej na pozycji skrzydłowego. W ataku zagra więc zapewne Kasper Hamalainen, który już jesienią grał jako napastnik.

Dwóch z piłkarzy Śląska, zresztą bardzo do siebie podobnych, budzi szczególne zainteresowanie Lecha. Bracia Marco i Flavio Paixao to najgroźniejsi piłkarze klubu z Wrocławia, a jednym z nich poważnie zainteresował się Lech. Kontrakt Marco ze Śląskiem wygasa w czerwcu tego roku, a Portugalczyk byłby zainteresowany przejściem do Poznania, ale stawia jeden warunek - solidna podwyżka. Zarabia we Wrocławiu około 400 tys. zł rocznie, jednak w nowym klubie chciałby inkasować ponad trzy razy tyle. - Bracia Paixao to dobrzy piłkarze, a w ekstraklasie gra wielu zawodników, którzy przydaliby się Lechowi. Marco i Flavio należą do tego grona - mówi Maciej Skorża.

Zdobycie kompletu punktów w meczu ze Śląskiem będzie dla Lecha bardzo ważne, bo cztery dni później "Kolejorza" czeka trudny wyjazd do Bielska-Białej. Jeśli Lech potknąłby się w sobotnim meczu ze Śląskiem, to strata do Legii Warszawa byłaby już niemożliwa do odrobienia w rundzie zasadniczej. A trzeba też pamiętać, że drugiego maja "Kolejorza" czeka finał Pucharu Polski. Natężenie spotkań jest więc duże, a o odpuszczeniu przez lechitów któregoś z nich nie ma już mowy. Ewentualna wpadka ze Śląskiem spowodowałaby, że presja, o której w tym tygodniu napisano i powiedziano wiele, wzrosłaby jeszcze bardziej. A piłkarze Lecha już udowodnili, że nerwowa atmosfera wiąże im nogi.