Ryszard Tarasiewicz: Sędzia powiedział, że zwraca mi uwagę po raz ostatni

Korona Kielce zdobyła w Poznaniu punkt po remisie 1:1, ale wydaje się, że goście mogli się pokusić nawet o zwycięstwo nad Lechem Poznań. - Zasłużyliśmy na ten punkt, zagraliśmy dobre spotkanie - mówi trener Ryszard Tarasiewicz.


Lech Poznań, wygrywając z Koroną Kielce, mógł objąć pozycję lidera ekstraklasy, ale goście przyjechali do stolicy Wielkopolski, będąc w dobrej formie. I to właśnie kielczanie mieli więcej sytuacji na zdobycie bramki. Już w siódmej minucie goście trafili do siatki, ale sędzia niesłusznie dopatrzył się w tej sytuacji spalonego. - Myślę, że zasłużyliśmy na ten punkt, zagraliśmy niezłe spotkanie, byliśmy dobrze zorganizowani - powiedział po meczu trener Korony Ryszard Tarasiewicz.

Szkoleniowiec zespołu z Kielc został zapytany o to, czy Korona mogła w Poznaniu pokusić się nawet o trzy punkty. Lech rozegrał przecież w trakcie tygodnia wyczerpujący dwugodzinny bój z Błękitnymi Stargard Szczeciński: - Korona grała z Lechem nie w piątek, lecz dopiero w niedzielę. Znamy zarówno swój potencjał, jak i klasę rywala. Owszem, była szansa na zwycięstwo, bo mieliśmy przecież rzut karny, a także strzeliliśmy prawidłową bramkę. Mamy punkt i nie będę rozstrzygać tego, czy mogliśmy wygrać. Taka jest piłka - twierdzi Tarasiewicz.

W czasie tego spotkania trener Korony kilkukrotnie był upominany przez sędziego Jarosława Przybyła za swoje zachowanie przy ławce rezerwowych. - Generalnie nie mam pretensji do sędziów, wszystkim zdarzają się błędy. Wiadomo, że są pewne sytuacje stykowe, i uważam, że powinny być inaczej odgwizdywane. Zawsze jednak, gdy mam uwagi do arbitra, to odbywa się to w sposób kulturalny. W drugiej połowie sędzia powiedział mi, że upomina mnie po raz ostatni, a jeśli się nie uspokoję, to będę musiał usiąść sobie piętro wyżej - mówi Tarasiewicz, który już nieraz w swojej trenerskiej karierze był odsyłany na trybuny.