Sport.pl

GKS Bełchatów - Lech Poznań 1:2. Na szczęście dla Lecha "Brunatni" to nie Błękitni

Lech Poznań wygrał pierwszy wyjazdowy mecz w tym roku i przynajmniej do sobotniego wieczoru będzie liderem ekstraklasy.


W trakcie przerwy reprezentacyjnej, w trakcie której Lech Poznań skompromitował się w pucharowym meczu z Błękitnymi Stargard Szczeciński, bełchatowianie zmienili trenera. Marek Zub, który w Poznaniu kojarzy się przede wszystkim z wyeliminowaniem "Kolejorza" z europejskich pucharów przez Żalgiris Wilno, przyszedł ratować beniaminka. Bo ten po niezłym początku sezonu przegrał w tym roku pięć z sześciu spotkań i wylądował tuż nad strefą spadkową. Miejscowi kibice w krótkich i mało wyszukanych słowach domagali się od swoich piłkarzy, by ci zaczęli grać.

"Proszę kibiców obu drużyn, aby w ten w przedświąteczny dzień nie używali wulgaryzmów" - zareagował szybko spiker. Lechitom mogło się nawet zrobić przykro, że w niedzielę, Wielkanoc, a oni będą od rana trenowali. W śmigus-dyngus to samo - takie decyzje ogłosił wściekły po powrocie ze Stargardu trener Maciej Skorża.

Do Bełchatowa Lech przyjechał ponadto w mocno zmienionym składzie. W pierwszym składzie pojawili się nieobecni ostatnio Maciej Gostomski, Jakub Serafin, Kasper Hamalainen i Muhamed Keita, a w kadrze znalazł się Niklas Zulciak, potencjalny debiutant.

Niemal równo z pierwszym gwizdkiem sędziego słońce skryło się za sinymi chmurami, nad boiskiem zrobiło się bardzo ponuro i w tych okolicznościach rozpoczął się pojedynek dwóch drużyn, doświadczonych ostatnio mocno przez los. Wynik takiego meczu miał więc dla nich wyjątkowe znaczenie. Gdy Muhamed Keita wyprowadził "Kolejorza" na prowadzenie po serii błędów gospodarzy i dobrym zagraniu Kaspra Hamalainena, ktoś rzucił na trybunie prasowej, że taki wynik daje drużynie Macieja Skorży pozycję lidera. Przynajmniej do sobotniego wieczoru i zakończenia meczu Legii Warszawa.

Ta refleksja nie wywołała jednak większego entuzjazmu, mimo że doścignięcie obrońcy tytułu było celem lechitów od wielu, wielu miesięcy. A teraz? Wzburzenie i zniesmaczenie po meczu w Stargardzie było zbyt silne, by cieszyć się z doścignięcia Legii.

Do tego dochodziła jeszcze nieufność. Prowadzenie w Bełchatowie trzeba było jeszcze utrzymać do końca, a przecież trzy dni temu na boisku w Stargardzie poznaniacy tak strasznie zawiedli właśnie w drugiej części. Tak naprawdę to już do przerwy mogli mieć bezpieczną przewagę. Jeszcze przed golem Muhameda Keity Emilijus Zubas w znakomitym stylu obronił strzał głową Paulusa Arajuuriego, a potem odbił piłkę kopniętą po ziemi przez Dariusza Formellę po ładnej serii zwodów młodego skrzydłowego Lecha. Szansę miał też Jakub Serafin, który zaliczył swój drugi występ w lidze. Mógł to uczcić zdobyciem pierwszej bramki, ale w jednej akcji, bardzo podobnej do tej zakończonej golem, aż trzy razy nie trafił w piłkę pod bełchatowską bramką.

Biała piłka natychmiast zniknęła poza boiskiem, a w jej miejsce pojawiła się pomarańczowa, bo kilkunastominutowe opady gradu i śniegu pokryły boisko w Bełchatowie. Na dodatek w przerwie trzeba było odśnieżyć linie. Przy tej przedziwnej pogodzie głupiały też maszyny, bo w przerwie uruchomiła się ta do zraszania murawy. Na to wszystko, w przerwie na bielusieńkie boisko wyszły cheerleaderki. Ubrane bardzo skąpo, ale strój wybierały z pewnością wtedy, gdy świeciło jeszcze słońce. Brrrr...

Z podobnym współczuciem, jak na tancerki miejscowi kibice patrzyli na bezradnych piłkarzy GKS. Dopiero wejście w 46. minucie Bartosza Ślusarskiego (jeszcze gdy siedział na ławce, były lechita kilka razy usłyszał swoje nazwisko skandowane przez kibiców z Poznania) nieco rozruszało grę gospodarzy. Lech cofnął się dość głęboko i kontratakował. Do listy zmarnowanych okazji dopisaliśmy dwie szanse Kaspra Hamalainena i "Kolejorz" znalazł się w opałach.

W 72. minucie Maciej Gostomski kapitalnie obronił strzał (zaledwie drugi celny w tym meczu) Arkadiusza Piecha, ale wprowadzony chwilę wcześniej Łukasz Wroński był sam w polu karnym i kopnął do pustej bramki. Na to trafienie "Brunatnych" poznaniacy zareagowali jednak lepiej niż w środę na bramkę Błękitnych.

Tak jak w Stargardzie tracili gole po stałych fragmentach gry, tak w Bełchatowie to właśnie po rzucie wolnym sami posłali piłkę do siatki. Kapitalnie dośrodkował Barry Douglas, a Paulus Arajuuri głową zaskoczył Emilijusa Zubasa. Jeszcze ładniejszy byłby gol Dariusza Formelli, ale Litwin odbił piłkę po znakomitym uderzeniu z powietrza.

Prowadzenie było najniższe z możliwych, ale trener Maciej Skorża uznał, że czas spełnić obietnicę i dać zadebiutować w ekstraklasie Niklasowi Zulciakowi, w nagrodę za dobrą postawę w rezerwach. 21-letni pomocnik, który grać w piłkę uczył się w Niemczech, czekał parę minut przy ławce, aż w końcu w 89. minucie wszedł na boisko. Już po chwili mógł strzelić gola, jednak Zaur Sadajew wolał uderzać sam w nogi rywala, niż oddać piłkę do młodszego kolegi. To samo zrobił już w doliczonym czasie Szymon Pawłowski, ale jego strzał obronił bramkarz GKS.

Lech Poznań w mało efektowny sposób, ale zasłużenie odniósł pierwsze od czterech miesięcy wyjazdowe zwycięstwo w lidze i w ogóle dopiero trzecie w tym sezonie. "W pucharze musi być awans" - usłyszeli lechici od kibiców już po zakończeniu spotkania.

Więcej o:
Komentarze (12)
GKS Bełchatów - Lech Poznań 1:2. Na szczęście dla Lecha "Brunatni" to nie Błękitni
Zaloguj się
  • komentarzidiotyczny

    Oceniono 15 razy 9

    Ten mecz jeszcze bardziej mnie utwierdził, że środowy mecz został przez kogoś wykorzystany do zarobienia kasy na wysokim kursie na "Błękitnych". Może właśnie stamtąd bierze się ten "fundusz transferowy" Lecha? Co się zmieniło w 3 dni, ze piłkarze Lech zagrali szybciej, agresywniej itp? Teraz w czwartek pyknąć amatorów 5:0 i finał na Narodowym z Legią.

  • ttoorroo05

    Oceniono 5 razy -3

    Te wsiaki z Belchatowa to okregowka.Ich miejsce pare klas nizej.

  • tpob3

    Oceniono 5 razy -3

    Chociaż chwilę byli liderami. Ostatni raz tak było jakoś... dawno temu :) Bardzo ciekawy mecz, chociaż nie wiem, czy zasłużenie Lech wygrał. Pierwsza połowa należała do Lecha, ale w drugiej GKS przeważał, mimo bramki Arajuuriego. Mimo to, fajnie, że wygrali ;)
    Nawiązując do tematu polecam najnowszy Raport Kolejorz, gdzie przeczytacie bardziej "dosadną" analizę spotkania:
    aosporcie.blogspot.com/2015/04/raport-kolejorz-24.html

  • komentarzdramatyczny

    Oceniono 24 razy -18

    Wstyd Poznań na pierwszym miejscu. Taki układ tabeli to antyreklama naszej ligi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX