Sport.pl

Jak Krzysztof Kotorowski w Błękitnych głodował

Choć stadion Olimpii Poznań na Golęcinie dzieli od obiektu przy Bułgarskiej mniej niż siedem kilometrów, to podróż między nimi zajęła Krzysztofowi Kotorowskiemu dziewięć lat. Wiodła m.in. przez Stargard Szczeciński i tamtejszych Błękitnych.
Kariera Krzysztofa Kotorowskiego, najstarszego i najbardziej doświadczonego piłkarza "Kolejorza", dobiega właśnie końca w komfortowych warunkach i w stabilnym klubie, jakim jest Lech. Ale nie zawsze tak było, a kilkumiesięczny epizod w Stargardzie Szczecińskim był dla Krzysztofa Kotorowskiego i jego ówczesnych kolegów z drużyny prawdziwą szkołą życia.

W maju 2003 roku Błękitni Stargard Szczeciński zremisowali w Popowie z rezerwami Amiki Wronki i wynik ten dał klubowi z Pomorza pierwszy od 22 lat awans na zaplecze piłkarskiej ekstraklasy. W klubie powstawały wspaniałe plany, które wkrótce miały być zrealizowane przy wsparciu nowych sponsorów. Nic z tego nie wyjdzie.

Klub z opóźnieniem dostał licencję na grę w II lidze (dzisiejsza ekstraklasa była po prostu I ligą), bo zalegał mnóstwo pieniędzy urzędowi skarbowemu oraz ZUS. Nikt nie chciał tu zatem przyjść. Drużynę budował tam Jerzy Engel jr, pozostający w cieniu swojego ojca, który rok wcześniej poprowadził na mundialu reprezentację Polski jako pierwszy selekcjoner od 16 lat. Asystentem Engela był wówczas Leszek Ojrzyński, dziś szkoleniowiec Podbeskidzia Bielsko-Biała. Wtedy używał imienia Lech.

Do takiego właśnie klubu trafił Krzysztof Kotorowski. Już wtedy nie był bramkarzem anonimowym. Wychowanek Olimpii Poznań, a potem gracz Lubońskiego KS pobierał przez lata naukę u boku choćby Tadeusza Fajfera w Dyskobolii Grodzisk. W jej barwach zdążył zagrać 44 mecze w ekstraklasie, zanim nowy trener Duszan Radolski pokazał obecnemu lechicie drzwi. Odejście do Błękitnych wydawało się nie najgorszym rozwiązaniem dla 27-letniego wówczas bramkarza, który był chwalony za świetny refleks i grę na linii bramkowej, ale któremu wytykano słabą grę na przedpolu. W Stargardzie i tak okazał się jedną z gwiazd zespołu, który był jednak beznadziejnie słaby.

Już wyniki sparingów były lekko niepokojące. Liga tylko potwierdziła, że zespół beniaminka został źle zbudowany. Po czterech kolejnych porażkach trener co tydzień słyszał, że musi drżeć o swoją posadę. "Dzwoń do taty, niech ci pomoże" - krzyczeli mu np. fani Arki Gdynia.

Piłkarze na boisku robili co mogli. Krzysztof Kotorowski był bohaterem kilku spotkań, gdy wygrywał pojedynki sam na sam czy - jak w prestiżowych derbach regionu z Pogonią Szczecin - obronił rzut karny wykonywany przez Batatę. To głównie dzięki obecnemu bramkarzowi Lecha Błękitni wywalczyli cztery bezbramkowe remisy. 1:1 zremisowali z Zagłębiem Lubin, a resztę spotkań przegrali.

Na ostatni mecz rundy jesiennej, w listopadzie, Błękitni już nie pojechali i oddali walkowerem spotkanie z Ceramiką Opoczno. Wówczas wyszło na jaw, że od sierpnia zawodnicy nie dostawali wypłat, głodowali i nie mieli za co wynajmować mieszkań. Byli z nich po prostu wyrzucani. Miesiąc później kontrakty wszystkich graczy zostały rozwiązane, potem pracę stracił trener Jerzy Engel jr, a jeszcze przed rundą wiosenną zespół został wycofany z ligi. Jego wyniki anulowano. - II liga przerosła Stargard i nas - mówił jeden z członków zarządu klubu, zadłużonego wówczas na 1,5 mln zł.

Na zaplecze ekstraklasy Błękitni nie wrócili do dziś. Od dwóch sezonów znów grają na trzecim szczeblu rozgrywek, a piłkarska Polska znów usłyszała o dzielnym zespole ze Stargardu za sprawą sensacyjnego awansu do półfinału krajowego pucharu. Łącznikiem między tamtą a obecną drużyną jest 37-letni dziś napastnik Robert Gajda, który rozgrywa właśnie piętnasty (!) sezon w Błękitnych. Wykonuje rzuty karne i zdobył z nich już siedem z ośmiu bramek w tym sezonie.

Niewielu ówczesnych kolegów Krzysztofa Kotorowskiego zrobiło kariery w poważnej piłce. Wybił się Jakub Wawrzyniak, wówczas obiecujący pomocnik, a dziś lewy obrońca reprezentacji Polski. Poza nim zaledwie kilku zawodników zagrało później w ekstraklasie, ale w większości były to epizody, których nie sposób porównać do pokaźnego dorobku bramkarza "Kolejorza", który po rozpadzie Błękitnych zameldował się przy Bułgarskiej i jest w "Kolejorzu" do dziś, w sumie dwunasty już sezon.

Więcej o: