Lech Poznań - Znicz Pruszków 1:0. "Kolejorz" zagrał jak za karę.

Po wyjątkowo bezbarwnym meczu Lech Poznań wygrał ze Zniczem Pruszków 1:0 i awansował do półfinału Pucharu Polski. Debiut w "Kolejorzu" zanotował 18-letni Krystian Sanocki.
Po porażce w pierwszym spotkaniu 1:5 w cud nad Wartą, czyli odwrócenie losów rywalizacji, nie wierzyli już nawet kibice podwarszawskiego klubu, którzy nie zdecydowali się na wycieczkę do Poznania. - Obrazili się na wynik pierwszego meczu - kiwali głowami z niezadowoleniem dwaj dziennikarze z Pruszkowa, którzy z kolei pofatygowali się na rewanż do stolicy Wielkopolski. - Przy Zniczu działam prawie 40 lat, więc nie ma, że boli... - wyjaśnił nam jeden z gości, a drugi dodał lekko ściszonym głosem: - Gdybyśmy trafili na Cracovię, to z całym szacunkiem dla "Pasów", mielibyśmy szansę powalczyć, a tak... Lech to nie Cracovia - westchnął z żalem.

Trener Maciej Skorża jak zapowiadał, tak zrobił. W wyjściowym składzie "Kolejorza", w porównaniu do meczu z Zawiszą Bydgoszcz, dokonał dziewięciu zmian. Po raz pierwszy w podstawowej jedenastce Lecha wyszedł David Holman. Szansę gry od początku dostali też "młodzi": Jakub Serafin, Dariusz Formella i Dawid Kownacki.

Goście z Pruszkowa nie rzucili się jednak do odrabiania strat z animuszem. Pierwszą okazję miał Lech w czwartej minucie, ale Dawid Kownacki poślizgnął się w polu karnym Znicza i nie sięgnął adresowanej do niego piłki. Z kolei wracający do bramki "Kolejorza" Jasmin Burić pierwszą interwencją mógł wykazać się dopiero po dziesięciu minutach gry, ale musiał jedynie złapać piłkę po podaniu głową od Marcina Kamińskiego.

Z boiska wiało nudą. Znicz nie atakował, bojąc się chyba wysokiej porażki, a Lech nie miał wcale ochoty dobijać przeciwnika. Ofiarnych interwencji, czy fauli, też było jak na lekarstwo, nawet ze strony Arnaud Djouma. Lech w żaden sposób nie był w stanie zranić zrezygnowanego już Znicza. Znudzeni kibice wreszcie głośno i dobitnie przypomnieli lechitom, że "chcą gola". W odpowiedzi otrzymali jednak tylko strzał "na wiwat" Muhameda Keity, który w pierwszej połowie nie miał zresztą zamiaru przekonywać szkoleniowca, że zasługuje na grę w pierwszym składzie.

Po raz pierwszy naprawdę niebezpiecznie w polu karnym Znicza zrobiło się w 34. minucie, kiedy po rzucie rożnym i błędzie Oliwiera Wienczatka w dobrej pozycji do oddania strzału znalazł się Marcin Kamiński. Uderzenie zablokowali jednak obrońcy. I tylko na tyle było stać poznaniaków w pierwszej połowie. Kibice słusznie domagali się ambicji.

W przerwie Maciej Skorża nie zdecydował się jednak na zmianę ofensywną. W zamian za to wpuścił na boisko Jana Bednarka, co może sugerować, że czas młodego stopera w Lechu nie dobiegł jeszcze końca, choć spodziewano się jego występu od pierwszych minut spotkania. Na początku drugiej odsłony niemrawy sygnał do ataku dla "Kolejorza" dał Keita. Znów strzelił jednak wysoko nad poprzeczką bramki Znicza.

Kiedy Jasmin Burić celebrował każdy kontakt z piłką, a Vojo Ubiparip tracił na ławce rezerwowych okruszki nadziei na ostatni występ w barwach "Kolejorza", trener Skorża puścił do boju debiutanta. 18-letni Krystian Sanocki zmienił poobijanego Kownackiego, który chwilę wcześniej w walce o górną piłkę rozbił nos. Sanocki zajął miejsce na prawym skrzydle, a do ataku przesunięty został Formella.

Lech wciąż miał piłkę i nadal irytował nieporadnością. Brakowało dokładności i zrozumienia. Pierwszy celny strzał "Kolejorz" oddał w 68. minucie, ale Keita z rzutu wolnego trafił prosto w bramkarza. Wejścia na boisko doczekał się też Ubiparip, ale o jego występie przypomina w zasadzie tylko zapis w protokole. Zwycięstwo rzutem na taśmę zapewnili Lechowi"młodzi". W 89. minucie Krystian Sanocki zakręcił na prawym skrzydle piłkarzami Znicza i wyłożył piłkę do niepilnowanego w polu karnym Dariusza Formelli. Po jego strzale piłka odbiła się jeszcze od słupka i wturlała się do bramki gości. Kibice "Kolejorza" nie byli jednak zadowoleni, co wyrazili głośnym: "walcz o mistrzostwo, hej Skorża, walcz o mistrzostwo"...

Więcej o: