Piłkarz Lecha Poznań zbiera pieniądze dla rodziny zmarłego kolegi. Zadedykował mu gola

Gol strzelony Jagiellonii Białystok miał szczególne znaczenie dla Barry'ego Douglasa z Lecha Poznań. Zdobytą bramką upamiętnił śmierć byłego kolegi klubowego Stuarta McGrady'ego, który zmarł nagle w wieku 29 lat.


Wzniesione ręce ku górze i dłonie wskazujące niebo - charakterystyczny gest piłkarzy, którzy chcą zadedykować strzeloną bramkę komuś, kogo już z nami nie ma. To właśnie w ten sposób Barry Douglas upamiętnił śmierć byłego kolegi z zespołu, Stuarta McGrady'ego. 29-letni piłkarz zmarł ostatniego dnia lutego - położył się spać i rano już się nie obudził. Zaledwie kilka godzin wcześniej zdobył bramkę w wygranym przez Maybole Juniors 3:0 meczu z Ayrshire w lidze regionalnej.

W Maybole grał już sześć lat, został nawet kapitanem drużyny. Wcześniej reprezentował barwy Ayr United, Cumnock i Queen's Park. To właśnie w tym ostatnim klubie McGrady spotkał Douglasa.

Szkocki obrońca "Kolejorza" bardzo dobrze wspomina swojego kolegę z zespołu. - To jedna z najsympatyczniejszych osób, jaką kiedykolwiek poznałem - pisze na Twitterze. Barry Douglas wspomina anegdotę związaną z tragicznie zmarłym przyjacielem. - Graliśmy razem w Queen's Park. Gdy Stuart był studentem, ciągle chodził totalnie spłukany. Miał nawyk pożyczania od chłopaków z drużyny butów. Pewnego razu poszedł do miasta w butach pożyczonych od Alana Troutena [obecnie piłkarz Brechin City - red.]. Wszyscy byliśmy pijani i Stuart zaczął pić wódkę z tych butów. Potem rzucił nim na drugą stronę ulicy tak mocno, że ten wpadł do innego baru! Innym razem ktoś z klubu nieopatrznie zostawił w szatni Puchar Szkocji [Queen's Park FC zdobył go dziesięciokrotnie - red.]. Chłopaki zabrali trofeum pod prysznic i narobili sobie z nim mnóstwo nagich zdjęć. Oczywiście później go zwróciliśmy i nikt się nie zorientował, że coś było nie tak - opowiada Douglas w szkockich mediach.

McGrady oprócz gry w piłkę pracował jako przedstawiciel handlowy przy sprzedaży obuwia. W rozmowie z regionalną gazetą sprzed paru lat mówił o sobie: - Jestem "panem wszechstronnym". W Maybole grałem już chyba na wszystkich pozycjach. Nawet na bramce! Staram się inicjować wszystkie wyjścia z drużyną do miasta, a chłopaki starają mi się w tym dorównać.

Lewy obrońca "Kolejorza" uhonorował zmarłego kolegę bramką zdobytą w meczu z Jagiellonią, ale to nie wszystko. Douglas jest jednym z inicjatorów akcji, w którą zaangażowało już ponad 150 osób.

O co chodzi? Na stronie Gogetfunding.com założono fundusz, na który chętni mogą wpłacać pieniądze. Zebrana kwota zostanie przekazana rodzinie McGrady'ego. - Był świetnym gościem. Jesteśmy tymi szczęśliwcami, którzy mogli z nim spędzić wiele wspaniałych dni. Ta nagła śmierć to dla nas okropny moment. "Chips" zawsze będzie w naszej pamięci, nie zapomnimy o nim. Stworzyliśmy tę stronę dlatego, że chcemy wspomóc jego rodzinę w tym smutnym czasie - piszą koledzy zmarłego.

Dotychczas udało im się zebrać 2350 funtów, czyli około 13 tysięcy złotych. Barry Douglas zachęca na portalach społecznościowych do wpłacania - nawet skromnych sum - na ten szczytny cel. Oto strona funduszu.