Sport.pl

Maciej Gostomski z Lecha Poznań: Nie lubię, gdy konkurencja depcze mi po piętach [ROZMOWA]

Maciej Gostomski jest od rundy wiosennej podstawowym bramkarzem ?Kolejorza?. Lechita broni pewnie i spłaca kredyt zaufania. Wiosną dał się pokonać tylko dwa razy, z czego jednego gola wpuścił z rzutu karnego.


Hanna Urbaniak: Jak dowodzi się najlepszą defensywą w lidze? Tracicie najmniej bramek, a obrońcy też sporo strzelają.

Maciej Gostomski: Zawsze powtarzam, że cała drużyna strzela bramki i cała drużyna broni. Napastnik jest pierwszym defensorem, a ja jestem pierwszym atakującym. Tak naprawdę nie ma to znaczenia, kto zdobywa gole. Ostatnio rozstrzelał się przecież Zaur [Sadajew - red.], który w dodatku bardzo dużo daje w obronie, bo wraca i robi wślizgi. Pochwała dla Barry'ego [Douglasa - red.], że się pokazał i strzelił bramkę. "Kendi" [Tomasz Kędziora - red.] zdobył gola z rzutu karnego, którego jednak wywalczył Szymek Pawłowski, czyli gracz ofensywny. Tak naprawdę w meczu z Jagiellonią nasi napastnicy mieli bardzo twardy orzech do zgryzienia, bo rywale tak się bronili, że naprawdę trudno było cokolwiek zrobić. Kluczowe okazały się strzały z dystansu.

Trener Maciej Skorża na początku rundy zapowiedział, że nie będzie robił wielkich rotacji w bramce. Czuje się pan numerem 1 w bramce Lecha?

- Czuję się jedynką. Czuję, że gram i robię dobrą robotę, ale to też nie jest tak, że jesteś numerem jeden i możesz sobie robić, co chcesz. W każdym meczu muszę potwierdzać, że to akurat ja zasługuję na grę. Gdybym, odpukać, zaczął źle bronić i zaczęlibyśmy przegrywać albo remisować głupie mecze, to sytuacja by się zapewne zmieniła. Staram się dobrymi meczami i interwencjami dziękować za to, że dostaję szansę w każdym kolejnym meczu.

Ale woli pan taką sytuację, kiedy trener publicznie deklaruje poparcie dla bramkarza czy bardziej nakręca pana rywalizacja?

- Zdecydowanie wolę taką sytuację, kiedy trener deklaruje, że bramkarz, który gra, nie jest tylko bramkarzem do pierwszego błędu. Ostatnio nawet powiedziałem, że nie lubię konkurencji. Takim typem zawodnika jestem. Lepiej się czuję psychicznie, gdy mam wsparcie. Nie lubię, gdy ktoś depcze mi po piętach. Oczywiście, każdy chce grać, bo siedzenie na ławce nie jest dla nikogo fajnie. Ale ja czuję się bardziej pewnie, gdy wiem, że trener na mnie stawia i wiem, że będę grał.

Można zostać mistrzem Polski, mając na koncie dziesięć remisów? Nikt jeszcze tego nie osiągnął.

- To my będziemy pierwsi. Nie chcę wypowiadać żadnej klątwy, bo byłoby to głupie. Zdajemy sobie sprawę z tego, że zdobywamy mało punktów na wyjazdach, ale z drugiej strony nie też przegrywamy na boiskach rywali. Super byłoby teraz wygrać z Zawiszą. Takie zwycięstwo bardzo by nas podbudowało przed starciem z Legią i kolejnymi meczami, bo świat się na drużynie z Warszawy nie kończy.

Na wyjazdach może wam nie idzie, ale na Bułgarskiej wiosną jesteście niepokonani. Ma na to wpływ murawa, która jest znacznie lepsza niż jesienią?

- Rzeczywiście, murawa na naszym stadionie znacznie się poprawiła. Jeszcze w zeszłym sezonie była fatalna, a teraz jest jedną z lepszych w ekstraklasie. Nie wiem, czy to nasi greenkeeperzy dokonali jakiegoś cudu, czy ściągnęli jakąś trawę z Turcji, ale naprawdę jest świetna. Nie da się jej w ogóle porównać do trawy na Cracovii, gdzie chyba dziki przeszły. I to chyba w tę i z powrotem.