Znicz Pruszków - Lech Poznań 1:5 w Pucharze Polski. Zaur Sadajew zgasił zapał Znicza

Rezerwowy Zaur Sadajew praktycznie załatwił Lechowi Poznań awans do półfinału Pucharu Polski. W Pruszkowie ?Kolejorz? wygrał 5:1, a Czeczen miał udział przy trzech golach.


W środku Wielkiego Postu piłkarzom "Kolejorza" przyszło się zmierzyć nie tylko z graczami Znicza, ale też z jednym z siedmiu grzechów głównych: pychą. Trener Maciej Skorża przed meczem w Pruszkowie podkreślał, że to właśnie pycha i zlekceważenie niżej notowanych przeciwników mogą stanąć na drodze jego drużyny do półfinału. On w Lechu jeszcze takiej wpadki nie zaliczył, ale jego poprzednicy odpadali przecież w Pucharze Polski w Grudziądzu, Legnicy czy w Stalowej Woli.

Znicz Pruszków na taką sensację też oczywiście liczył. Dla podwarszawskiego klubu znalezienie się w gronie ośmiu najlepszych zespołów pucharu i spotkanie z Lechem to historyczna sprawa. W komunikacie na stronie internetowej klub prosił wszystkich kibiców wybierających się na mecz (komplet 2 tys. biletów został wykupiony), by pod stadionem stawili się już... 90 minut przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Wszystko po to, by uniknąć niepotrzebnych nerwów i tłoku przy bramach stadionu. Kolejki całkiem uniknąć się nie dało. Fani czekający na wejście usłyszeć mogli m.in. klubowy hymn ze słowami "każdy rywal boi się / Pruszków Znicz MKS / Nanana nana ukochana drużyna / Nasza duma i nadzieja". W lata 90. XX wieku przeniosła ich z kolei płynąca z głośników piosenka "Bez nienawiści", w której rapowali młodzi wówczas i świetnie zapowiadający się piłkarze jak Marek Citko czy Artur Wichniarek...

W tychże latach 90. Pruszków przywodził na myśl podejrzanych typów i ciemne interesy, ale od paru lat skojarzenie jest inne, przynajmniej dla kibiców. To stąd w wielki piłkarski świat, konkretnie do Lecha Poznań, a potem do Borussii Dortmund i Bayernu Monachium, startował Robert Lewandowski, gwiazda już nie tylko polskiej, ale i europejskiej piłki. Gdy w 2006 roku zrezygnowała z niego Legia Warszawa, matka wzięła go do Pruszkowa i powiedziała szefom klubu: "przywiozłam wam skarb!". Nie kłamała.

Teraz Znicz takich diamentów już nie ma, choć w jego kadrze znów znaleźć można kilku utalentowanych graczy odrzuconych przez Legię. Spośród piłkarzy, którzy grali w Pruszkowie razem z Lewandowskim, w meczu z Lechem zagrali Michał Kucharski i Paweł Tomczyk. Kibiców w Pruszkowie do ekstazy doprowadził jednak nie żaden z nich, nie żaden ekslegionista, a 22-letni wychowanek Znicza Arkadiusz Jędrych. Chwilę po przerwie strzelił gola na 1:1. I było to wyrównanie w pełni zasłużone. Wyglądało to tak, jakby pycha - wbrew ostrzeżeniom trenera - została ukarana.

Przez pierwszy kwadrans meczu poznaniacy niemal nie pozwalali bowiem rywalom dotknąć piłki, w pełni kontrolowali grę i udokumentowali to golem, którego w 17. minucie zdobył Karol Linetty. To jeden z tych graczy (obok choćby Kebby Ceesaya), dla którego występ w Pruszkowie był pierwszym po przerwie spowodowanej urazem.

Ale po golu Lech się rozleniwił. Poznaniacy stopniowo oddawali pole rywalom, aż doprowadzili do katastrofy - straty gola. Blisko było nawet prowadzenia Znicza, bo tuż po wyrównaniu pruszkowianie trafili piłką w słupek.

"Jeszcze jeden, jeszcze jeden!" - rozległo się na trybunach. Wtedy jednak na boisku pojawił się Zaur Sadajew i załatwił sprawę. Najpierw po jego akcji gola zdobył Dariusz Formella. Dwa kolejne gole Czeczen wziął już na siebie (obrona rywali specjalnie mu nie przeszkadzała) i było po meczu, a raczej po dwumeczu. W doliczonym czasie gry piątego gola dołożył Keita.

Lech zagra bowiem jeszcze za dwa tygodnie ze Zniczem rewanż w Poznaniu. I naprawdę nie sposób sobie wyobrazić, by poznaniacy zmarnowali tę zaliczkę i nie wystąpili w półfinale Pucharu Polski. Nawet jeśli na kilka dni przed szlagierem ekstraklasy z Legią Warszawa wystawi rezerwy.