Wkrótce wyrok w procesie b. piłkarza Lecha Poznań Artura W. i jego rodziny

Na wokandę wraca proces Artura W., byłego piłkarza Lecha Poznań i reprezentacji Polski. Miał działać na szkodę wierzycieli firmy swojego ojca.
Sprawa dotyczy wydarzeń sprzed blisko 10 lat. Ojciec piłkarza Wiesław W. prowadził w Buszewie pod Pniewami zakłady mięsne Food-Busz. Gdy firma wpadła w kłopoty finansowe, ojciec pożyczył 2,5 mln zł od syna robiącego wtedy karierę w lidze niemieckiej. Ale firma i tak splajtowała.

Pod drzwiami ustawiła się kolejka wierzycieli: rolników, ubojni, przetwórców, firm transportowych. Czekali na spłatę długów. Ale wtedy, jak uznała prokuratura, a potem sąd pierwszej instancji, Wiesław W. zadbał wyłącznie o swoją rodzinę. Piłkarzowi i jego żonie przepisał zakład i maszyny. A zgodnie z prawem, gdy spółce grozi niewypłacalność, nie wolno jej robić nic, co utrudniłoby uregulowanie długów, czyli także uszczuplać swojego majątku. Rodzina W. miała działać "wspólnie i w porozumieniu".

Wyrok zapadł półtora roku temu. Artur W. dostał półtora roku więzienia w zawieszeniu. Jego ojciec - pół roku więcej.

Działał w dobrej wierze

W czwartek sprawą zajął się poznański sąd apelacyjny. Obrońcy skazanych domagają się uniewinnienia lub powtórzenia procesu. Jarosław Landrowski, prawnik Artura W., przekonywał, że jego klient działał w dobrej wierze, sam wziął kredyt w niemieckim banku, by pożyczyć ojcu pieniądze. Maszyny i zakład były zabezpieczeniem pożyczki, więc miał prawo je przejąć. - To był jego jedyny kontakt z firmą ojca. Miał inne sprawy na głowie: był zawodowym piłkarzem, mieszkał z rodziną w Niemczech, żona zajmowała się dziećmi - przekonywał prawnik.

Piłkarza nie było wczoraj w sądzie. Wcześniej, podczas procesu, mówił, że nie interesował się firmą ojca, nie znał jej sytuacji: - Miałem do ojca zaufanie i dużo na tym straciłem.

W sądzie pojawił się wczoraj jego ojciec Wiesław W. Opowiadał, że pożyczone od syna i synowej pieniądze przeznaczył na budowę nowego zakładu, co miało uratować firmę.

- Wyszło, jak wyszło. Jestem zrujnowany. Dzieci nie chcą mnie znać, nie mam kontaktu z wnukami. Mam 62 lata, jestem na zasiłku dla bezrobotnych, komornicy będą mnie nękać do końca życia. Czy należy dalej kopać leżącego? Proszę o uniewinnienie - mówił wczoraj Wiesław W.

Gdy pięć lat temu ruszał proces, był bardziej pewny siebie. Przekonywał, że to sprawa medialna, wymyślona "ze względu na nazwisko jego syna, zawodowego piłkarza".

Artur W. zakończył karierę cztery lata temu. Sąd ogłosi wyrok w środę.