Lech Poznań nie musi kupować specjalisty od rzutów karnych. Już go ma

Skuteczne wykonywanie rzutów karnych było jesienią sporym problemem dla piłkarzy ?Kolejorza?. Żeby to zmienić, Lech wcale nie musi ściągać nowego egzekutora jedenastek. Wystarczy, że powierzy to zadanie Tomaszowi Kędziorze, który pewnie strzelał karne jeszcze w Młodej Ekstraklasie.
Tylko dwa z pięciu rzutów karnych, które minionej jesieni wykonywali piłkarze Lecha Poznań, zostało zamienionych na gole. Ta sztuka udała się Hubertowi Wołąkiewiczowi w sierpniowym starciu z Wisłą Kraków i Darko Jevticiowi w rozgrywanym we wrześniu meczu z Zawiszą Bydgoszcz. W lidze bramki z 11 metrów nie potrafili jednak strzelić Marcin Kamiński i Kasper Hamalainen. Pierwszy nie zdobył gola w meczu z Ruchem Chorzów, nie wykorzystując karnego w końcówce spotkania. W efekcie Lech zamiast z kompletem punktów wrócił z Górnego Śląska tylko z bezbramkowym remisem. Pomyłka drugiego nie była już tak bolesna, bowiem ostatni mecz tego roku z Lechią Gdańsk i tak udało się "Kolejorzowi" wygrać. Grono lechitów, którzy zmarnowali rzut karny, poszerza Darko Jevtić. Kilka dni po skutecznej egzekucji w starciu z Zawiszą, Szwajcar serbskiego pochodzenia nie potrafił jej powtórzyć w pucharowym meczu z Wisłą Kraków. Podobnie jak w przypadku Hamalainena nie miało to jednak większego wpływu na ostateczne rozstrzygnięcie spotkania, bo Lech wygrał 2:0.

W ostatnich sezonach pewnym i skutecznym wykonawcą rzutów karnych był w Lechu Hubert Wołąkiewicz. Wszystkie cztery gole, jakie "Żaba" strzelił dla "Kolejorza" podczas blisko czteroletniej gry w jego barwach, padały właśnie po uderzeniach z 11. metra. Jednak wiosną Wołąkiewicza w Lechu już nie będzie i ktoś będzie musiał w skutecznym egzekwowaniu karnych go zastąpić. - Darko już zepsuł w tej rundzie, teraz zepsuł Kasper, Huberta nie mamy, więc trzeba będzie kogoś kupić - żartował po meczu z Lechią Gdańsk trener Lecha Poznań Maciej Skorża, odnosząc się do zmarnowanych rzutów karnych.

Lech jednak nie jest skazany na nieskuteczność dotychczasowych wykonawców rzutów karnych. Nie musi też na siłę szukać nowego egzekutora jedenastek. Ma bowiem takiego w swojej kadrze, choć dotąd nie dano mu jeszcze okazji, żeby się wykazał. Jest nim Tomasz Kędziora, który jeszcze w czasie występów w Młodej Ekstraklasie skutecznie wykonywał rzuty karne. Ofensywnie usposobiony defensor w latach 2010-2012 strzelił w ME 11 goli. Aż sześć z nich, czyli więcej niż połowę, uzyskał, zamieniając na gole rzuty karne.

W pierwszej drużynie Lecha nikt dotąd nie sprawdził Kędziory w tym elemencie gry w meczu o stawkę. O tym, że to mógł być błąd, przekonują niewykorzystane jedenastki z jesieni. "Kendi" grał bowiem w każdym z trzech meczów, w których lechici marnowali karne. Czy gdyby ich wykonywanie powierzono jemu, padłyby bramki? Nie wiadomo, ale wiadomo, że po strzałach Kamińskiego, Jevticia i Hamalainena goli nie było.

Trudno uwierzyć, żeby Tomasz Kędziora nagle zapomniał, jak skutecznie strzela się rzuty karne. Być może niewyznaczanie go do nich wynika z jego młodego wieku. Jeśli tak, to już najwyższy czas, aby przestać 20-letniemu obrońcy zaglądać w metrykę, a skupić się na jego boiskowej postawie. W ostatnich miesiącach Kędziora stał się nie tylko pewnym punktem "Poznańskiej Lokomotywy", ale też jednym z najlepszych obrońców ligi. Pewny siebie, nieustępliwy, zadziorny, do tego chętnie i skutecznie włączający się w grę ofensywną, nie ma w sobie już nic z nieopierzonego młokosa. Do tego przekonał już, że potrafi asystować i samemu strzelać gole. Pora już nałożyć na niego jeszcze większą odpowiedzialność w ofensywie i powierzyć mu strzelanie jedenastek. A przynajmniej warto dać mu taką szansę.