Dawid Kownacki o transferze zagranicznym: Łatwo jest wejść na górę, ale sztuką jest się na niej utrzymać

PRZEGLĄD PRASY: - Nie czuję się gotowy na wyjazd. Przykłady starszych kolegów, którzy wyjeżdżali za granicę za wcześnie, są przykładami dla mnie, że łatwo jest wejść na górę, ale sztuką jest się na niej utrzymać. Nie ma co podejmować pochopnych decyzji - mówi w obszernym wywiadzie dla WeszłoTV napastnik Lecha Poznań Dawid Kownacki.
Na początku blisko 13-minutowej rozmowy z młodą dziennikarką WeszłoTV, Dawid Kownacki mówi o swoich początkach w ekstraklasie, wciąż niestabilnej dyspozycji boiskowej i pochwałach ze strony selekcjonera reprezentacji Polski Adama Nawałki. - Można powiedzieć, że w poprzednim sezonie z przytupem wszedłem do ligi. Oczekiwania wobec mnie były bardzo duże. Miałem jednak i mam wahania formy. Gram dobre mecze, ale też przeciętne. Pochwały ze strony selekcjonera są motywujące, ale jest jeszcze za wcześnie na takie opinie - przyznaje Kownacki.

Spora część rozmowy poświęcona jest ewentualnemu transferowi 17-letniego napastnika do zagranicznego klubu, albo do... Legii Warszawa. - Były propozycje z innych klubów, ale ja priorytetowo stawiałem na Lecha. Chciałem zostać, bo nie czułem się jeszcze gotowy na wyjazd. Nie miałem za dużo meczów rozegranych, a często były to też ich końcówki. Najpierw muszę jeszcze dużo pograć w lidze, coś osiągnąć, żeby być pewnym wyjazdu. Mam nadzieję, że taki czas przyjdzie i wtedy pojawią się oferty. Przykłady starszych kolegów, którzy wyjeżdżali za granicę za wcześnie, są przykładami dla mnie, że łatwo jest wejść na górę, ale sztuką jest się na niej utrzymać. Nie ma co podejmować pochopnych decyzji - deklaruje Kownacki, który jednoznacznie też przekreśla możliwość odejścia do Legii Warszawa. - Jestem wychowankiem Lecha i bardzo dużo mu zawdzięczam. To klub, który jest w TOP 3 polskiej ligi. Nie wyobrażam więc sobie, bym miał się przenieść do Warszawy - zapewnia 17-letni napastnik.

Dalej Kownacki odnosi się m.in. do swojej aktywności w mediach społecznościowych. Obejrzyjcie sami: