Rezerwy Lecha Poznań nie dla rezerwowych. Trener: To droga do ekstraklasy

Ta drużyna ma przygotowywać chłopaków do gry w ekstraklasie. Wynik ma mniejsze znaczenie - mówi trener rezerw Lecha Poznań Patryk Kniat.
- Nasza sytuacja jest inna niż każdego z naszych trzecioligowych rywali. Oni są pierwszym zespołem swoich klubów, my drugim. Dlatego u nas priorytety zawsze są poziom wyżej - tłumaczy trener rezerw Lecha Poznań Patryk Kniat. W tym sezonie w jego zespole w meczach ligowych zagrało już ponad 30 zawodników. W tej grupie jest jednak tylko kilku piłkarzy, którzy na stałe grają i trenują w pierwszym zespole. W drużynie rezerw pojawiali się oni najczęściej wówczas, gdy potrzebowali meczowego ogrania po kontuzji lub gdy pauzują za kartki w ekstraklasie. Reszta podopiecznych Patryka Kniata to albo zawodnicy, którzy mają dać zespołowi doświadczenie potrzebne na poziomie trzeciej ligi, albo gracze młodzi z realnymi szansami na awans do pierwszej drużyny. - Nastawiamy się przede wszystkim na kształtowanie graczy do pierwszego zespołu - mówi Kniat.

Trenują, żeby grać i się sprawdzać

Ogrywanie i promowanie zawodników, którzy mogą zasilić drużynę grającą w ekstraklasie, to główny cel istnienia zespołu rezerw Lecha Poznań, którego zadania i miejsce w klubowej strukturze są jasno sprecyzowane. - To bufor między drużynami juniorskimi, a pierwszym zespołem - mówi Patryk Kniat. Dlatego w jego zespole nie dochodzi do takiej sytuacji, jaka miała miejsce w ostatni weekend w rezerwach Legii Warszawa. Grający w grupie łódzko-mazowieckiej trzeciej ligi zespół prowadzony przez byłego legionistę Jacka Magierę zasiliło aż 13 zawodników z szerokiej kadry pierwszej drużyny - m.in. Jakub Rzeźniczak, Jakub Kosecki czy Marek Saganowski. Efekt? Porażka 0:3 z Lechią Tomaszów Mazowiecki, która przed tym starciem zamykała ligową tabelę. - Oczywiście i u nas zdarza się, że grają zawodnicy z pierwszego zespołu, ale nie w takiej ilości i nieczęsto. Jeśli dajemy szansę młodym, to chcemy ich sprawdzić, a nie zabierać ich na mecz tylko po to, żeby z nami przejechali się autobusem i zjedli obiad - podkreśla Kniat.

Rozwój kosztem wyników

Stawianie na klubową młodzież ma swoją cenę - słabsze wyniki. Lech II Poznań płacił ją przez pierwsze osiem kolejek, w których wygrał tylko raz, raz zremisował, a w pozostałych meczach przegrywał. - Oczywiście, że chcemy wygrywać, bo po to się pracuje i trenuje. Dla nas jednak najważniejszy jest cel szkoleniowy, a w klubie nie było wielkiego ciśnienia na wynik. Tym bardziej że nasza gra nie wyglądała źle i z czasem zaczęła przynosić efekty. Wygraliśmy ostatnie cztery mecze i strzeliliśmy w nich sporo goli - zaznacza Kniat.

Wyższość szkolenia nad wynikiem Kniat obrazuje przykładem. - Wiem, że na pozycji ofensywnego pomocnika mógłbym wystawić Mateusza Klichowicza, co z pewnością dałoby nam lepszy wynik. Jednak dla celów szkoleniowych wolę na tej pozycji dać szansę Jakubowi Serafinowi, a Klichowicza ustawić na skrzydle - mówi trener Lecha II Poznań.

Młodzi zwietrzyli szansę

Jakub Serafin - podobnie jak kilku innych młodych graczy rezerw Lecha - trenował ostatnio z pierwszym zespołem. Maciej Skorża zaprosił ich na treningi, gdy drużynę zdziesiątkowały mu kontuzje i zgrupowania drużyn narodowych. Serafin został nawet na stałe dołączony do kadry pierwszego zespołu. - Wraz z przyjściem nowego trenera zobaczyli, że awans do pierwszego zespołu może być na wyciągnięcie ręki - mówi Patryk Kniat.

Kiedy więc i czy w ogóle kolejni piłkarze rezerw dołączą do pierwszego zespołu? - Wszystko zależy od ich postępów, konkurencji na danej pozycji i transferów, jakie zostaną przeprowadzone zimą - zaznacza Patryk Kniat.